Na początek wyjaśnijmy, czym jest tradycyjna, papierowa karta DiLO, nazywana także zieloną kartą. Jak czytamy w portalu onkologia.gov.pl, jest to dokument, który ułatwia szybkie i skoordynowane diagnozowanie oraz leczenie nowotworów. Powstała w 2015 roku w ramach pakietu onkologicznego, by zapewnić pacjentkom i pacjentom krótszy czas oczekiwania na badania i rozpoczęcie leczenia. Kartę DiLO pacjentom z podejrzeniem choroby nowotworowej wystawia lekarz w przychodni, szpitalu lub lekarz specjalista w poradni specjalistycznej. Chodzi o placówki mające kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia.
Czym jest karta eDiLO?
Od 11 sierpnia wdrażana jest elektroniczna wersja tej karty. Pozwala ona zbierać wszystkie dane o przebiegu diagnostyki i leczenia pacjenta w formie zdigitalizowanej tak, by każdy lekarz, który się z nią zetknie, zyskał pełną wiedzę. Początkowo eDiLO pojawiła się tylko w ośrodkach onkologicznych najwyższej referencyjności (Specjalistyczny Ośrodek Leczenia Onkologicznego - SOLO III). Od 1 października będzie również w ośrodkach SOLO I, realizujących podstawowe świadczenia diagnostyczno-terapeutyczne i SOLO II, zajmujących się leczeniem bardziej złożonych przypadków, czy u lekarzy POZ.
"Nowe rozwiązanie usprawni wymianę informacji między uczestnikami procesu leczenia oraz zapewni pacjentom i personelowi medycznemu dostęp do aktualnych danych o przebiegu opieki onkologicznej" - czytamy na stronie Centrum e-Zdrowia.
Bardziej obrazowo wyjaśnia to w rozmowie z tvn24.pl prof. Piotr Rutkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Onkologicznego w kadencji 2022-2026.
- Dzięki temu każdy etap jest widoczny dla lekarzy, którzy uczestniczą w procesie leczenia, ale i dla samego pacjenta. To istotnie poprawia przede wszystkim koordynację. Dla pacjenta ważne jest też to, że jego dane nie giną. W tej chwili większość osób, które do nas trafiają, przychodzi z nieskończoną ilością dokumentów, a i tak nie do końca wiadomo, co się z nimi działo przedtem. My nie mamy choćby dostępu do karty DiLO, która była założona przez kogoś innego. Wszyscy na tym do tej pory tracili - mówi profesor.
Onkolog zaznacza, że eDiLO ma znaczenie również na etapie monitorowania skuteczności leczenia. - Wszystko jest w warstwie elektronicznej i mamy tam odpowiednie punkty kontrolne oceny jakości leczenia. To rozwiązanie to olbrzymi postęp - podkreśla.
Z czym się wiąże karta DiLO i kto powinien ją otrzymać?
Postępem i przełomem miało być i było już wprowadzenie karty DiLO w tradycyjnej formie w 2015 roku. Chodziło przede wszystkim o skrócenie czasu, jaki upływa od podejrzenia nowotworu do rozpoczęcia leczenia oraz poprawa koordynacji opieki nad pacjentami onkologicznymi. DiLO narzuca konketne terminy: do 28 dni na przeprowadzenie diagnostyki wstępnej i kolejnych 21 na diagnostykę pogłębioną. Czas do postawienia diagnozy to łącznie nie więcej niż siedem tygodni.
W praktyce okazuje się jednak, że karty DiLO są wystawiane za rzadko i za późno. W marcu w Sejmie o problemach z tym związanych mówił dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH - Państwowego Instytutu Badawczego Bernard Waśko. Powiedział, że w województwach podkarpackim, lubelskim i lubuskim ok. 40 proc. kart DiLO zakładanych jest dopiero w szpitalach, a zaledwie od 10 proc. do 14 proc. w podstawowej opiece zdrowotnej. Waśko podkreślił, że w województwach pomorskim i dolnośląskim karty DiLO w szpitalach otrzymuje siedem-osiem proc. pacjentów, a w podstawowej opiece zdrowotnej - 41 proc.
- Jeśli liczba kart DiLO na 10 tysięcy mieszkańców jest bliska liczbie zachorowań na 10 tysięcy mieszkańców, to znaczy, że DiLO służy tylko potwierdzeniu zachorowania, a nie diagnostyce - powiedział Waśko.
Problemem jest również coraz gorsza terminowość diagnostyki, co przyznało Ministerstwo Zdrowia. Na początku roku udostępniło informację o tym, że badania we wstępnej diagnostyce onkologicznej przeprowadzono terminowo w 58 procentach przypadków, a w diagnostyce pogłębionej - w 65 procentach.
Tymczasem, jak podkreśla prof. Piotr Rutkowski, kartę DiLO co do zasady powinien otrzymać jak najwcześniej każdy pacjent, u którego lekarz podejrzewa chorobę nowotworową.
- Ale tak nie do końca było - przyznaje. - Teraz, kiedy będzie to w formie elektronicznej, nie będzie już ucieczki. Kontrola będzie jeden do jednego - czy pacjent, który ma rozpoznanie nowotworu, miał ją wystawioną i czy idzie tą ścieżką. To olbrzymi postęp z punktu widzenia organizacji ochrony zdrowia - dodaje, przypominając, że od 1 stycznia 2027 roku eDiLO stanie się już powszechnie obowiązującym standardem.
Dane z kart wystawionych na starych zasadach i niezamkniętych do końca roku będą przez NFZ przeniesione do nowego systemu. Starą kartę będzie trzeba zostawić w placówce, która realizowała diagnostykę lub leczenie.
Korzyści z eDiLO
- Wydaje się, że ma to sens - mówi nam dr Michał Sutkowski, prezes Kolegium Lekarzy Rodzinnych. - Zobaczymy, jak odpowiedzą na to wyzwanie aplikacje gabinetowe, z których korzystamy. Póki co nie mamy na ten temat żadnej informacji, więc nie wiem, czy od razu pojawi się u nas możliwość wystawiania takich kart - dodaje.
Dr Sutkowski wskazuje, że atutem rozwiązania będzie powiązanie go z Internetowym Kontem Pacjenta i przyspieszenie diagnostyki. - Nie spodziewam się wielkiego przełomu, ale niewątpliwym plusem będzie to, że pacjenci dostaną lepszy wgląd w swoją ścieżkę. Lepszy będzie też przepływ informacji o pacjencie między placówkami - wskazuje lekarz.
Centrum e-Zdrowia wskazuje, że podmioty, które nie zakończyły jeszcze pełnej integracji eDiLO ze swoimi systemami, mogą do 31 grudnia 2026 r. wystawiać i prowadzić karty DiLO na dotychczasowych zasadach. Tradycyjne karty DiLO obowiązują też do końca roku dla pacjentów poniżej 18 lat i z rozpoznaniami nowotworów hematoonkologicznych.