"Utrata słuchu przyspiesza demencję, ale ten proces można zatrzymać"

shutterstock_2670103877
Polski szpital leczy demencję nową metodą. "Jesteśmy jedynym ośrodkiem na świecie, który to robi"
Źródło: Marek Nowicki/Fakty TVN
Pogorszenie słuchu u seniorów to nie tylko problem medyczny, ale także społeczny - wpływa na relacje, samopoczucie i funkcjonowanie poznawcze. - Aparat czy implant ślimakowy zatrzymuje proces pogarszania słuchu, choć oczywiście nie cofa go całkowicie - wyjaśnia w rozmowie z tvn24.pl prof. Kazimierz Niemczyk z Uniwersytetu Medycznego w Warszawie.
Kluczowe fakty:
  • Trzeciego marca obchodzimy Światowy Dzień Słuchu. Przy tej okazji eksperci uczulają: im wcześniej rozpoczniemy leczenie i rehabilitację słuchu, tym dłużej zachowamy sprawność poznawczą i kontakt z otoczeniem.
  • Laryngolodzy podkreślają, że u osób z nieleczonym niedosłuchem demencja może rozwijać się nawet pięć razy szybciej.
  • Osoby starsze, które zaczynają mieć trudności ze słyszeniem, zaczynają unikać spotkań towarzyskich i rozmów, co może prowadzić do depresji. Co jest wtedy ważne?
  • Nie należy wystawiać się na hałas o zbyt dużym natężeniu, na przykład na koncertach. Ile decybeli to za dużo?
  • Więcej artykułów o podobnej tematyce znajdziesz w zakładce "Zdrowie" w serwisie tvn24.pl. Warto też słuchać "Wywiadu medycznego".

Wielu seniorów nie zgłasza się na diagnostykę ani leczenie, tłumacząc pogorszenie słuchu m.in. "naturalnym procesem starzenia". Tymczasem konsekwencje mogą być znacznie poważniejsze i przyczyniać się do rozwoju demencji.

Głuchy jak pień. "To określenie bardzo trafnie oddaje sytuację"

Coraz więcej badań wskazuje na ścisły związek między słuchem a funkcjami poznawczymi. Nieleczony niedosłuch nie tylko utrudnia kontakt z otoczeniem, ale też może przyspieszać procesy starzenia się mózgu. Utrata bodźców dźwiękowych prowadzi do mniejszej aktywności neuronów odpowiedzialnych za pamięć i koncentrację. Nic więc dziwnego, że naukowcy coraz częściej biją na alarm, podkreślając, jak duże znaczenie ma wczesna diagnoza i leczenie.

Jak podkreśla w rozmowie z tvn24.pl prof. Kazimierz Niemczyk, kierownik Katedry i Kliniki Otorynolaryngologii, Chirurgii Głowy i Szyi w Centralnym Szpitalu Klinicznym Uniwersytetu Medycznego w Warszawie, publikacje naukowe wskazują, że u osób z nieleczonym niedosłuchem demencja może rozwijać się nawet pięć razy szybciej niż w przypadku naturalnego procesu starzenia. - W porównaniu z naturalnym procesem starzenia to rzeczywiście duża różnica. Zamiast roku - pięć lat. To ogromna przepaść. Jeśli porównamy osoby po roku i po pięciu latach, zobaczymy, że zmiany w funkcjonowaniu bywają bardzo duże - zaznacza.

Wielu seniorów, a często także ich bliscy, często uważa pogorszenie słuchu za element starzenia, z którym "po prostu trzeba się pogodzić". Tymczasem, jak podkreślają lekarze, to właśnie wtedy warto działać. - Czasem człowiek sam nie jest w stanie tego zauważyć. Dlatego ogromną rolę odgrywa rodzina i otoczenie. To oni powinni reagować, jeśli zauważą zmiany w zachowaniu, takie jak wycofanie, osłabienie kontaktu czy brak reakcji na rozmowę - zaznacza w rozmowie z tvn24.pl prof. Kazimierz Niemczyk.

- W normalnej relacji widzimy, że dźwięki dochodzące do drugiej osoby wywołują reakcję i rozmowa się toczy. Jeśli zaczyna się coś "zacinać", może to być pierwszy sygnał, że człowiek przestaje słyszeć. A kiedy przestaje słyszeć, zmienia się jego zachowanie. Mówi się potocznie, że ktoś jest "głuchy jak pień" i to określenie bardzo trafnie oddaje sytuację. Pień drzewa jest nieruchomy, nie reaguje i jest wyłączony z otoczenia. Tak samo człowiek z utratą słuchu: nie reaguje i jest wykluczony - dodaje laryngolog.

"Powstaje błędne koło"

Utrata słuchu to nie tylko problem z komunikacją, ale także z emocjami i funkcjonowaniem psychicznym. Osoby starsze, które zaczynają mieć trudności ze słyszeniem, zaczynają unikać spotkań towarzyskich i rozmów. Zamiast szukać pomocy, zamykają się w sobie, tłumacząc swoje problemy "wiekiem". - Wycofanie może prowadzić do depresji, obniżonej samooceny i w konsekwencji do procesów demencyjnych. Brak aktywności, brak stymulacji słuchowej powoduje, że funkcje poznawcze stopniowo się pogarszają. Dodatkowo wraz z pogorszeniem krążenia i zaburzeniami naczyniowymi słuch pogarsza się jeszcze bardziej i tak powstaje błędne koło - tłumaczy prof. Niemczyk.

- Przywrócenie słuchu, czy to aparatem, czy implantem ślimakowym, zatrzymuje ten proces, choć oczywiście nie cofa go całkowicie. U osób starszych starzenie i tak postępuje, ale dużo wolniej, jeśli słuch jest rehabilitowany - dodaje.

Aparat słuchowy najlepiej działa wtedy, gdy jest stosowany na obydwu uszach. Tylko w ten sposób można w pełni wykorzystać naturalne możliwości słuchu i zachować komfort w codziennym funkcjonowaniu. Tak, ponieważ do swobodnej komunikacji potrzebne jest dwoje sprawnie słyszących uszu. Przy słyszeniu tylko jednym uchem trudniej jest określić kierunek dźwięku, co może prowadzić do dezorientacji i poczucia zagubienia.

Czy słuch można "zregenerować"?

W dzisiejszym świecie niemal nieustannie towarzyszy nam hałas, w pracy, na ulicy, w domu. Coraz częściej pojawia się więc pytanie, czy słuch można w jakikolwiek sposób chronić lub "zregenerować" po ekspozycji na głośne dźwięki. - Nie ma specjalnych mechanizmów regeneracji słuchu. Tak naprawdę liczy się przede wszystkim zdrowy styl życia. Jeśli doszło do ubytku, możemy zastosować trening słuchowy, aby częściowo poprawić odbiór dźwięków. Lepiej jest pozostawać w otoczeniu bodźców dźwiękowych, niż pozbawiać się ich całkowicie. Jeśli uszkodzenie powstało wskutek zbyt dużego natężenia dźwięku, nie cofnie się samo. Można to porównać do sportowca: kiedy przestaje trenować, jego wydolność spada. Ze słuchem jest podobnie: gdy przestaje być "używany", jego sprawność się pogarsza - tłumaczy prof. Niemczyk.

Na czym polega "złoty umiar"?

Jak podkreśla profesor Niemczyk, w dbaniu o słuch kluczowy jest rozsądek i zachowanie równowagi. Właśnie ten "złoty umiar" pozwala cieszyć się dźwiękami bez ryzyka uszkodzenia cennego zmysłu. Co to znaczy w praktyce? - Chodzi o to, by korzystać z dźwięków, ale w rozsądny sposób. Nie należy wystawiać się na hałas o zbyt dużym natężeniu, na przykład na koncertach. Rozmowa to około 60 decybeli i to jest bezpieczny poziom. Wysokie natężenia, w granicach powyżej 85-90 decybeli, mogą już stanowić zagrożenie dla słuchu - objaśnia.

Jak szybko można sobie zaszkodzić? - To bardzo indywidualne i zależy od wielu czynników, w tym od poziomu dźwięku i czasu ekspozycji. Jeśli ktoś znajduje się bardzo blisko głośnika i następuje nagły, silny skok natężenia dźwięku, może dojść do urazu akustycznego natychmiast - podkreśla laryngolog.

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w Polsce niedosłuch może dotyczyć nawet 800 tysięcy osób. Lekarze podkreślają jednak, że rzeczywista skala tego zjawiska jest prawdopodobnie większa.

Czytaj także: