Bezpłatne leki dla seniorów, a właściwie dla osób po 65. roku życia, ale też dzieci oraz kobiet w ciąży, to program, który w systemie ochrony zdrowia działa już od niemal dziesięciu lat. We wrześniu 2016 roku opublikowano pierwszy wykaz leków, za które wówczas tylko pacjenci po 75. roku życia mieli nie płacić przy okienku.
Po czterech latach do grupy uprawnionych dołączyły kobiety w ciąży, a w 2023 roku również dzieci oraz osoby po 65. roku życia (wtedy też wykaz rozszerzono o około dwóch tysięcy pozycji, zdjęto limity i przeniesiono finansowanie tego programu z budżetu państwa do NFZ, bez zapewnienia dodatkowego finansowania). W 2024 roku "listę ciążową" rozszerzono o kobiety w połogu.
Pieniędzy jest coraz więcej, a pacjentów prawie tyle samo
Ministerstwo Zdrowia informuje, że z roku na rok zwiększa nakłady na refundację leków. W 2025 roku przeznaczono na ten cel blisko 30 mld zł, w tym 16 mld na refundację apteczną, z której korzystało 24 mld Polaków (dla porównania nakłady na programy lekowe to w 2025 roku 14 mld zł dla 350 tys. osób).
Około 60 proc. tej kwoty to wydatki na bezpłatne leki z tzw. listy "S", które są w całości finansowane ze środków publicznych. Jak się jednak okazuje, liczba pacjentów przychodzących do aptek od kilku lat praktycznie się nie zmienia. Skokowo natomiast rosną nakłady na refundację apteczną. W latach 2020-2022 nakłady te zwiększyły się zaledwie o 7,5 proc., a w latach 2023-2025 już o 39 procent.
Kiedy resort zdrowia bliżej przyjrzał się lekom bezpłatnym, okazało się, że w wielu przypadkach lekarze wypisywali pacjentom tzw. leki oryginalne (czyli te, które były wprowadzane na rynek jako pierwsze i przez kilka lat chronione były patentem), podczas gdy dało się zaproponować ich tańsze zamienniki, czyli leki generyczne (mające taką samą dawkę, postać i działanie jak lek oryginalny).
- Jeśli na rynku jest dostępny bezpieczny i skuteczny lek, który kosztuje 40 złotych, państwo nie powinno płacić 400 złotych za taki sam lek o innej nazwie handlowej. Różnicę 360 złotych wolimy przeznaczyć na leczenie pacjentów, a nie na marżę dla firmy farmaceutycznej - mówi wiceminister zdrowia Katarzyna Kacperczyk.
Turystyka lekowa kwitnie, a utylizacja liczona jest w tysiącach ton
Resort zdrowia przy okazji analiz zwrócił uwagę na jeszcze kilka innych niepokojących danych, związanych z tym, jak wygląda obieg lekami w Polsce.
Okazało się, że niemal dwa miliony pacjentów wykupowało w 2025 roku ponad dwadzieścia różnych leków (nie wliczały się w to leki bez recepty oraz suplementy diety czy środki specjalnego przeznaczenia żywieniowego). Ponad 26 tysięcy osób po swoje recepty udawało się do więcej niż dwudziestu różnych lekarzy, a prawie siedem milionów - do od pięciu do dziewięciu medyków.
Średnio na pacjenta powyżej 65. roku życia przypada 1218 zł w ramach leków z wykazów darmowych. Jednocześnie wiele leków w Polsce się marnuje. Dziennie w każdej aptece utylizowanych jest niemal kilogram medykamentów. Rocznie, w całej Polsce, ponad trzy tysiące ton.
Będą negocjacje. Zaoszczędzić można nawet miliard złotych
Ministerstwo Zdrowia opublikowało dziś zarządzenie dotyczące trybu i sposobu przeprowadzania weryfikacji wykazów bezpłatnych leków, które wchodzi w życie już od jutra. Chodzi w nim o to, żeby obecność drogich leków, które mają tańsze zamienniki, weryfikować, zapraszając producenta do negocjacji cenowych. Nie chodzi jednak tylko o obniżenie stawki, jaką resort ma płacić producentowi za dany lek. Jeśli się na przykład okaże, że cena leku oryginalnego jest wprawdzie wysoka, ale tańszych zamienników nie uda się wyprodukować na tyle dużo, by zabezpieczyć potrzeby, to resort nie podejmie żadnych następnych decyzji.
Ministerstwo spodziewa się jednak, że w wielu przypadkach uda się ustalić niższe stawki, a jeśli negocjacje nie powiodą się - zapadnie decyzja o wykreśleniu produktu z list. Dzięki zarządzeniu, w systemie ma zostać od kilkuset milionów do nawet miliarda złotych.
- Lista bezpłatnych leków powinna być tworzona z myślą o pacjentach, a nie o zwiększaniu zysków firm farmaceutycznych. Nie ma racjonalnego powodu, by państwo płaciło za lek jak za produkt innowacyjny, skoro na rynku są już dostępne równie skuteczne i bezpieczne, a jednocześnie tańsze. W wielu krajach europejskich w takich sytuacjach działa konkurencja cenowa. I u nas również, ale tylko w przypadku zwykłej listy refundacyjnej. Chcemy, aby taki mechanizm funkcjonował także w przypadku leków bezpłatnych - mówi wiceminister zdrowia.
Zmiany w wykazach bezpłatnych leków mają być publikowane równolegle z wykazami leków refundowanych.