Wykupił ubezpieczenia i oblał się wrzątkiem. Sąd: próbował wyłudzić odszkodowanie

TVN24

sxc.hu | rubenshitoWykupił ubezpieczenia i oblał się wrzącą zupą. Sąd: to była próba wyłudzenia odszkodowanie

Najpierw ubezpieczył się od następstw nieszczęśliwych wypadków, a niedługo potem miał wylać na siebie garnek z gorącą zupą. Od ubezpieczycieli zażądał wypłaty odszkodowań, w sumie ponad pół miliona złotych. Biegli stwierdzili jednak, że rany powstały wskutek umyślnego okaleczenia. Mężczyzna stanął przed sądem.

Daniel R., operator magazynu z Wrocławia, latem 2011 roku zawarł 10 umów z ubezpieczycielami. Niektóre z polis wykupił tego samego dnia. Nie miał jednak pieniędzy, by opłacać je regularnie. Zarabiał mniej niż wynosiły składki. Krótko po podpisaniu umów mężczyzna doznał oparzeń I i II stopnia na 30 proc. powierzchni ciała. Zażądał wypłaty odszkodowań. Jeden z ubezpieczycieli nabrał podejrzeń. Sprawa trafiła do prokuratury. Daniel R. został oskarżony o to, że "w celu osiągnięcia korzyści majątkowej i w celu uzyskania odszkodowań z tytułu zawartych uprzednio przez siebie umów ubezpieczenia (...) spowodował zdarzenie będące podstawą do wypłaty odszkodowań".

"Poczułem jak mnie parzy i wypuściłem go z rąk"

Zdaniem prokuratury mężczyzna miał celowo poparzyć się "bliżej nieustaloną cieczą lub inną substancją chemiczną". R. twierdził: 28 sierpnia 2011 roku gotowałem rosół.

Co stało się później? - Chciałem przelać wywar przez sito. Chwyciłem garnek za metalowe uchwyty, nie zdawałem sobie sprawy, że mogą być gorące. Podniosłem garnek nad kuchenkę. Poczułem jak parzy mnie lewa ręka i odruchowo wypuściłem naczynie - zeznawał.

Garnek miał uderzyć w kuchenkę, odbić się od niej, a zupa rozlać na R. Ten twierdził, że na chwilę stracił przytomność. Gdy się ocknął poszedł do łazienki, oblał się zimną wodą, ubrał, wezwał taksówkę i pojechał do szpitala. O wezwaniu pogotowia nie pomyślał.

Ubezpieczyciel: rany mogły być "sfabrykowane"

Co do tego, że R. został poparzony nie było wątpliwości. Miał oparzenia I i II stopnia na 30 proc. powierzchni ciała. Mężczyzna zgłaszał się do kolejnych ubezpieczycieli. Zainkasował w sumie ponad 98 tys. złotych. Miał szansę na jeszcze 467 tys. złotych, ale jeden z ubezpieczycieli nabrał podejrzeń, że rany mogą być "sfabrykowane". R. wysłano na dodatkowe badania lekarskie.

W opinii medyka obrażenia 27-latka nie miały ciągłości i były wybiórcze. Mężczyzna poparzył się na brzuchu i klatce piersiowej, ale nie w okolicach podbrzusza. Miał rany na udach i podudziach, ale nie na kolanach, w okolicach intymnych i na rękach. Lekarz nie uwierzył też w utratę przytomności. Odszkodowania nie wypłacono i powiadomiono prokuraturę.

Biegły: oparzenia powstały wskutek samookaleczenia

Relacji 27-latka nie dał wiary biegły. Uznał, że niemożliwym jest, by mężczyzna nie zdawał sobie sprawy z tego, że uchwyty są gorące, bo to "wiedza powszechna wśród ludzi i to od wczesnego dzieciństwa". Jego zdaniem nietypowym było wstrzymanie się od wezwania pomocy, a to że R. nie poparzył sobie okolic intymnych zostało uznane za niemożliwe.

"Można domniemywać, że do oparzeń doszło w innych niż deklarowane pozycjach i okolicznościach (nie wykluczając udziału innych osób) wskutek działania innych cieczy" - napisał biegły w swojej opinii. Inny dodał: istnieją podstawy do przyjęcia, że oparzenia te powstały wskutek okaleczenia.

Obrona: więzienie w zawieszeniu nie do przyjęcia

Jeden z lekarzy, w procesie cywilnym, przyznał, że mogło być tak jak relacjonował R. Jednak nie zmieniło to decyzji sądu. - Teza ta nie jest w stanie zmienić przekonania sądu, że oskarżony oświadczył oczywistą nieprawdę - mówił podczas ogłaszania wyroku sędzia Maciej Skórniak. I dodawał, że obrażenia były "efektem celowego działania i powstały najprawdopodobniej u osoby leżącej" Sąd dopatrzył się jednak jednej okoliczności łagodzącej: mężczyzna dopuścił zarzucanego mu czynu kosztem własnego zdrowia. Wyrok? 2 lata w zawieszeniu na 5 lat. Koszty sądowe ma pokryć Skarb Państwa. Wyrok nie był prawomocny.

- Apelację od wyroku złożył obrońca oskarżonego - informują pracownicy biura prasowego Sądu Okręgowego we Wrocławiu. Do Sądu Apelacyjnego jeszcze nie dotarła.

O sprawie pierwsza napisała "Gazeta Wrocławska".

Sprawę rozpatrywał Sąd Okręgowy we Wrocławiu:

Mapa Targeo

Autor: tam / Źródło: TVN24 Wrocław

Źródło zdjęcia głównego: sxc.hu | rubenshito

0