Rząd jedności narodowej może okazać się jedynym wyjściem

TVN24


Po wtorkowych wyborach Benjamin Netanjahu ma mniejsze szanse na sformowanie rządu niż po poprzednim, kwietniowym głosowaniu - pisze analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Michał Wojnarowicz. Jego zdaniem, wyjściem z politycznego impasu może okazać się powołanie przez największe partie rządu jedności narodowej.

Izraelczycy będą głosować 17 września, gdyż wybory kwietniowe, choć dały zwycięstwo prawicowemu Likudowi Benjamina Netanjahu, nie dały mu możliwości samodzielnego rządzenia, a porozumienie z innymi partiami w celu utworzenia koalicji rządowej zakończyło się fiaskiem.

Samorozwiązanie Knesetu
PAP/Reuters

Jak pisze Wojnarowicz, powtórka wyborów nie zmieniła preferencji wyborczych w Izraelu, a liderami wyścigu są rządzący dziś Likud i opozycyjny prawicowo-centrowy sojusz Niebiesko-Biali, kierowany m.in. przez Benjamina Ganca i Jaira Lapida. Sondaże, które wymienia analityk, wskazują, że każde z tych ugrupowań może zdobyć ok. 30 miejsc w 120-osobowym Knesecie, partia Awigdora Liebermana – Nasz Dom Izrael może mieć w nowym parlamencie 10 mandatów, a religijne ugrupowania ortodoksyjne – Zjednoczony Judaizm Tory i Szas - mogą liczyć na 7–8 mandatów.

Analityk PISM zauważa, że chociaż na lewicy doszło do konsolidacji - Partia Pracy porozumiała się z centrowo-socjalnym Geszerem, a nową siłą polityczną jest Obóz Demokratyczny, stworzony przez Demokratyczny Izrael, socjaldemokratyczną Merec i Zielonych - to nie doprowadziła ona do znacznego wzrostu poparcia – obie listy mogą liczyć na zdobycie po 5–7 miejsc w Knesecie.

Wojnarowicz zauważa również, że w poprzednich wyborach blisko ćwierć miliona głosów oddano na partie, które nie przekroczyły progu wyborczego, w tym na potencjalnych koalicjantów Likudu. "Stąd, by uniknąć 'zmarnowania' głosów prawicowego elektoratu, premier Netanjahu podjął działania na rzecz wycofania się przez mniejsze partie z wyścigu" - pisze analityk, zauważając, że to, co udało się Netanjahu (m.in. w zamian za liberalizację rynku leczniczej marihuany i tekę ministerialną w przyszłym rządzie) w przypadku libertariańskiego Zehutu, nie udało się wobec radykalnej Żydowskiej Siły, która może liczyć na ok. 3 procent poparcia.

Wśród tematów kampanii wyborczej Wojnarowicz wymienia na pierwszym miejscu samego premiera Netanjahu (m.in. oskarżenia korupcyjne) i ocenę jego polityki. "Wśród innych tematów wewnętrznych przewijały się m.in. zmniejszenie roli instytucji religijnych w sferze publicznej, stan służby zdrowia czy status mniejszości i grup najmniej uprzywilejowanych (ludności arabskiej, Żydów pochodzenia etiopskiego)" - pisze analityk.

Ważnym tematem było też bezpieczeństwo Izraela, "zwłaszcza w obliczu eskalacji konfliktu z Iranem (m.in. izraelskich ataków na cele w Syrii i Iraku, wymiany ognia z Hezbollahem) oraz sytuacji na terytoriach palestyńskich". Chociaż Netanjahu postrzegany jest jako polityczny "jastrząb", jak zauważa Wojnarowicz, krajowi konkurenci krytykowali premiera np. za "zbyt ustępliwą" politykę wobec rządzącego Strefą Gazy Hamasu.

Jak pisze Wojnarowicz, "kluczowe dla powyborczej dynamiki będą rezultaty Likudu i Niebiesko-Białych – od nich zależy, który lider (Netanjahu czy Ganc) otrzyma jako pierwszy misję stworzenia rządu". Netanjahu nie może liczyć na dotychczasowego stałego koalicjanta – Liebermana, który zapowiedział, że jego partia poprze jedynie świecki rząd jedności narodowej. Wojnarowicz zauważa, że w takiej sytuacji prawicowa koalicja Likudu i partii religijno-narodowych najprawdopodobniej nie dysponowałaby większością parlamentarną lub byłaby ona minimalna, ale podobnie układają się perspektywy stworzenia centrolewicowej koalicji przez Niebiesko-Białych.

Według analityka, aktywną rolę w całym procesie będzie odgrywał prezydent Reuwen Riwlin, który zapowiedział, że wykorzysta wszystkie możliwości ustrojowe, by uniknąć kolejnych wyborów.

"Wariant, w którym żaden z bloków nie zdobywa większości, otwiera drogę dla powstania rządu jedności narodowej złożonego z największych partii i ugrupowania Liebermana. Taki scenariusz byłby jednak trudny do realizacji w obecnych uwarunkowaniach politycznych" - pisze Wojnarowicz, dodając, że Niebiesko-Biali dopuszczają powyborczą koalicję z Likudem, ale jej warunkiem miałoby być ustąpienie Netanjahu, co byłoby trudne dla partii rządzącej.

"Choć Netanjahu ma wciąż największe szanse na stworzenie rządu, jego pole politycznego manewru jest coraz bardziej ograniczone" - konkluduje Wojnarowicz, zauważając, że "stąd inflacja obietnic wyborczych (np. dotyczących osiedli) i zaostrzanie retoryki, w tym zarzuty wobec transparentności głosowania, mające na celu delegitymizowanie opozycji".

Według Wojnarowicza, Netanjahu, "podobnie jak po kwietniowych wyborach, będzie dążył do uchwalenia ustawodawstwa gwarantującego mu immunitet wobec zarzutów korupcyjnych", a "realizację tego planu umożliwiałoby tylko utrzymanie obecnej prawicowej koalicji".

"Ewentualna przegrana wyborcza Netanjahu i zmiana premiera będzie skutkować przebudową izraelskiej sceny politycznej" - pisze analityk PISM. "Potencjalna koalicja Likudu i Niebiesko-Białych, podobnie jak szeroka koalicja lewicy i prawicy, charakteryzowałaby się jednak dużą wewnętrzną niestabilnością, co utrudniałoby efektywne rządzenie. Jednocześnie powołanie rządu jedności narodowej przyczyniałoby się do zmniejszenia polaryzacji politycznej w Izraelu" - kończy analizę Wojnarowicz.

Autor: mtom / Źródło: tvn24.pl