"Zawsze okazywaliśmy solidarność. Dlatego po puczu poczuliśmy się osamotnieni"

Protest tureckich nauczycieliWikipedia

Po lipcowym puczu podjęliśmy działania konieczne, aby zapewnić, że podobna tragedia się nie powtórzy. Dotknęła nas tymczasem zmasowana krytyka – powiedział charge d'affaires ambasady Turcji w Warszawie Istem Circiroglu. - My zawsze okazywaliśmy solidarność wobec europejskich przyjaciół, po puczu poczuliśmy się osamotnieni - dodaje.

Polska Agencja Prasowa: Od czasu lipcowej próby wojskowego zamachu stanu mieliśmy do czynienia z falą wzajemnej krytyki pomiędzy Ankarą a zachodnimi stolicami. Czy w pani opinii można mówić o kryzysie w relacjach UE-Turcja, czy szerzej w stosunkach Turcji z Zachodem?

Istem Circiroglu: Absolutnie nie. Jesteśmy zdeterminowani, aby kontynuować nasze starania o członkostwo w Unii. Dotrzymujemy naszych zobowiązań i liczymy, że Bruksela dotrzyma tych, które przyjęła wobec Turcji. Chcemy kontynuować współpracę z UE.

Negatywne wobec Turcji stanowiska części europejskich polityków oczywiście w tym nie pomagają. Ale nie przestajemy przekonywać naszych partnerów, że ścisła współpraca z nami może być rozwiązaniem wielu dręczących Unię problemów - od bezpieczeństwa, przez gospodarkę, po sprawy humanitarne. Porozumienie w sprawie migracji było tego przykładem.

Ze strony rządu tureckiego padły jednak liczne słowa krytyki wobec Brukseli, jeśli chodzi o wdrażanie tego porozumienia.

My dotrzymaliśmy złożonych obietnic. Jednocześnie wciąż oczekujemy na środki na utrzymanie trzech milionów Syryjczyków mieszkających w Turcji, które obiecała nam UE. Sami wydaliśmy już na ten cel dziesięć miliardów dolarów z tureckiego budżetu. Jest też sprawa zniesienia unijnych wiz dla obywateli tureckich, co również było zapisane w umowie.

UE mówi nam, że nie wprowadziliśmy wszystkich zmian legislacyjnych, które są warunkami wprowadzenia ruchu bezwizowego. Chodzi m.in. o kwestię prawa dotyczącego terroryzmu. Ale proszę powiedzieć, jak tu zmieniać prawo w tej dziedzinie w czasie, kiedy prowadzimy walkę z terroryzmem? Każdego dnia ginie od 5 do 10 żołnierzy i funkcjonariuszy tureckich służb mundurowych. Unia musi zrozumieć naszą sytuację i znaleźć kompromisowe rozwiązanie zamiast wciąż nas krytykować. W końcu dojście do porozumienia leży w interesie obu stron.

My zawsze okazywaliśmy solidarność, kiedy nasi europejscy przyjaciele jej poszukiwali. Dlatego po puczu poczuliśmy się osamotnieni. Ogłosiliśmy stan wyjątkowy, tak jak zrobiłby to każdy kraj na naszym miejscu. Istem Circiroglu

Europejscy politycy mają jednak wątpliwości, czy Turcję i Unię wciąż łączą wspólne wartości.

W Turcji mieliśmy do czynienia z krwawą próbą zamachu stanu. Spiskowcy w wojskowych mundurach zabili cywili, zbombardowali siedzibę policji, a nawet parlament. Zginęło 241 osób, tysiące było rannych. Kiedy ma miejsce tak szczególne wydarzenie, oczekuje się od partnerów i sojuszników, że okażą wsparcie dla demokratycznie wybranych władz. Tymczasem od czasu puczu nie odwiedził nas prawie nikt z zachodnich partnerów. Jednocześnie dotyka nas zmasowana krytyka w związku z naszymi reakcjami na zamach.

My zawsze okazywaliśmy solidarność, kiedy nasi europejscy przyjaciele jej poszukiwali. Dlatego po puczu poczuliśmy się osamotnieni. Ogłosiliśmy stan wyjątkowy, tak jak zrobiłby to każdy kraj na naszym miejscu. Podjęliśmy przeciwko spiskowcom i ich poplecznikom zajmującym publiczne stanowiska działania konieczne, aby zapewnić, iż Turcji już nigdy nie dotknie tego typu tragedia. Jednocześnie działania te podejmowane są z poszanowaniem wymogów praworządności i naszych międzynarodowych zobowiązań.

Według ostatnich informacji podanych przez władze tureckie, w związku z próbą puczu zatrzymano ponad 40 tys. osób, ponad 20 tys. zostało aresztowanych, a ok. 80 tys. zwolnionych z pracy. Zamkniętych zostać miało ponadto 130 gazet oraz stacji radiowych i telewizyjnych. Czy władze w Ankarze są pewne, że podjęte przez nie działania są proporcjonalne i adekwatne do zagrożenia, a zarzuty wobec ściganych - należycie udokumentowane? Czy - jak przekonuje część komentatorów - nie dochodzi do wykorzystywania sytuacji związanej z zamachem dla celów politycznych?

Ci, którymi zajmują się nasze organy ścigania, to nie jest opozycja polityczna. Wszystkie tureckie partie i całe społeczeństwo obywatelskie opowiedziało się przeciwko puczystom. Guleniści to zakonspirowana, ponadnarodowa sekta wyznająca kult jednostki. Jeszcze przed próbą zamachu śledczy ujawnili, że zwolennicy Gulena przeniknęli do różnych struktur państwowych, przede wszystkim armii, policji i sądownictwa. Ci ludzie nadużywali swoich pozycji, nielegalnie gromadząc informacje z podsłuchów, stosując szantaże i groźby. To w związku z szeroko zakrojonym dochodzeniem dotyczącym działań gulenistów w armii, śledczy interesowali się wieloma wojskowymi. Co mogło z kolei przyczynić się do decyzji o wszczęciu puczu w tym, a nie innym momencie.

Gulen odrzuca oskarżenia władz tureckich i potępia zamach. Czy Turcja posiada jednoznaczne dowody jego winy?

Jest wiele ustaleń, które wskazują, że to terrorystyczna organizacja Fetullaha Gulena stała za spiskiem. Np. w czasie puczu powiązani z jego ruchem cywile zostali zatrzymani na terenie wojskowej bazy lotniczej Akincilar, która stanowiła główny ośrodek spisku. W zamachu brali też udział ubrani w wojskowe mundury byli funkcjonariusze policji, którzy zostali wcześniej zwolnieni ze służby w związku z przynależnością do organizacji Gulena.

Pewną poszlakę mogą stanowić również liczne przemówienia Fetullaha Gulena. W jednym z nich przekonuje swoich zwolenników, by byli "bardzo ostrożni" do czasu, gdy ruch będzie miał kontrolę nad wszystkimi konstytucyjnymi instytucjami tureckimi, i przestrzega ich, że do tego czasu każdy ruch byłby "przedwczesny". W jednym z ostatnich przemówień, wygłoszonym już po próbie zamachu, odnosi się do obywateli, którzy oparli się puczystom, mówiąc: "pozwólmy idiotom świętować tak, jakby faktycznie coś osiągnęli".

Całe stosy akt zawierających dowody przeciwko Gulenowi przesłaliśmy amerykańskim władzom. Oczekujemy od naszego sojusznika, jakim są USA, ekstradycji Gulena.

Napięciom m.in. w relacjach z USA towarzyszyło w ostatnim czasie ocieplenie stosunków Ankary z Moskwą. Rzecznik prezydenta Erdogana Ibrahim Kalin stwierdził nawet w sierpniu, że Ankara ma prawo szukać opcji współpracy wojskowej poza NATO. Jak w tym kontekście ocenia pani obecną pozycję Turcji w Sojuszu? Czy zmiany w tureckiej polityce bezpieczeństwa mogą wpłynąć także na stosunki polsko-tureckie?

Turcja jest i pozostanie bliskim sojusznikiem Polski w NATO. Podtrzymujemy nasze poparcie dla decyzji podjętych wspólnie na ostatnim szczycie Sojuszu w Warszawie. Nic się pod tym względem nie zmieniło i samo kwestionowanie tego wydaje mi się niestosowne.

Nasze dobre relacje z innymi ważnymi krajami i regionami są siłą, a nie słabością dla naszych sojuszników. Wielu naszych partnerów, w tym USA i państwa europejskie, też utrzymują przecież robocze relacje z Rosją. Stosunki turecko-rosyjskie ucierpiały wskutek zestrzelenia w listopadzie rosyjskiego samolotu, który naruszył przestrzeń powietrzną Turcji. Teraz wracają do normy.

Mówi się ostatnio o powrocie do koncepcji gazociągu "Turecki Potok", który ma doprowadzać rosyjski gaz do Turcji. Czy to oznacza, że "normalizacja" stosunków turecko-rosyjskich może wpłynąć na politykę energetyczną Turcji i np. wiązać się z odejściem od innych projektów energetycznych, np. łączącego Turcję z azerskimi złożami gazociągu TANAP?

Każdy kraj na świecie potrzebuje bezpieczeństwa energetycznego. Turcja nie ma złóż gazu. Podobnie jak Polska, Turcja dąży w związku z tym do dywersyfikacji tras przesyłowych i źródeł dostaw. Turcja wspiera ponadto bezpieczeństwo energetyczne Europy poprzez zaangażowanie w projekt Południowego Korytarza Gazowego, który ma na celu sprowadzanie gazu z państw basenu Morza Kaspijskiego i Bliskiego Wschodu do Europy, przez Turcję. I ten projekt pozostaje dla nas priorytetem. Dostawy gazu do Turcji przez będący częścią południowego korytarza gazociąg TANAP mają się rozpocząć ok. połowy 2018 r., a do Europy - w roku 2020.

Projekt Turkish Stream jest obecnie przedmiotem dyskusji pomiędzy tureckimi i rosyjskimi władzami. Nie wpłynie on na inne realizowane przez nas projekty i wcześniejsze zobowiązania.

Niedawno niemieckie media ujawniły dokument, z którego wynika, że niemiecki wywiad uznaje Turcję za "centralną platformę działań" organizacji terrorystycznych i islamistycznych na Bliskim Wschodzie. Jak w tym kontekście Ankara widzi swoje dalsze zaangażowanie w Syrii oraz udział w koalicji przeciwko tzw. Państwu Islamskiemu?

Codziennie widzimy, że Turcja i jej obywatele są celem terrorystów - zarówno z Daesz, Partii Pracujących Kurdystanu (PKK), jak i innych organizacji - a nie ich zapleczem. W walce z terroryzmem współpracujemy z naszymi partnerami z koalicji antyterrorystycznej. Łączy nasz wspólny cel, jakim jest stabilizacja sytuacji w Syrii i Iraku. Niestety, można odnieść wrażenie, że kiedy w zamachach giną muzułmanie, media zachodnie nie są tym zainteresowane, mimo że to wyznawcy islamu są grupą, która najczęściej pada ofiarą ataków barbarzyńców z Daesz.

W ostatnim czasie Ankara rozpoczęła ofensywę lądową w Syrii wymierzoną m.in. w działające tam milicje kurdyjskie. Na terenie Turcji zamykane są kurdyjskie media, mówi się też o możliwych aresztowaniach liderów działającej na terenie Turcji prokurdyjskiej partii HDP. Czy należy się spodziewać dalszej eskalacji konfliktu z kurdyjskimi ugrupowaniami? Jakie są, pani zdaniem, warunki jego uspokojenia?

Trzeba bardzo wyraźnie podkreślić, że nasi obywatele pochodzenia kurdyjskiego cieszą się w Turcji pełnią praw obywatelskich. Nie stanowią skupionej tylko w niektórych regionach mniejszości. Są wszechobecną częścią etnicznego krajobrazu Turcji - wielu mieszka w Stambule, Izmirze i innych miastach zachodniej części kraju. Większość z nich nie popiera "agendy etnicznej". Są reprezentowani we wszystkich partiach politycznych. Problemem jest natomiast PKK - organizacja terrorystyczna, działająca zresztą nie tylko na terenie Turcji, ale również w USA i Europie. Dlaczego? Bo zabijają cywilów - Turków i Kurdów, kobiety i dzieci, porywają ludzi, angażują się w handel ludźmi i przemyt narkotyków. Fakt, że nie zabili dotąd nikogo w Europie, nie oznacza, że mogą być tolerowani.

Nasz rząd zainicjował kilka lat temu proces pokojowy. Nie odniósł on sukcesu, ponieważ PKK nie tylko się nie rozbroiła, ale wręcz okopała w kilku miastach południowo-wschodniej Turcji. Nie ma możliwości pojawienia się kolejnej tego typu inicjatywy, dopóki PKK nie rozbroi się całkowicie. Jeśli chodzi o HDP, to jest to partia, która zasiada w tureckim parlamencie. Oczekujemy od niej, że jednoznacznie zdystansuje się od PKK i potępi terror. Czy to zbyt wiele? Nawiasem mówiąc, to szokujące, jak łatwo przychodzi zachodnim mediom dyskusja o dzieleniu zaprzyjaźnionego, sojuszniczego państwa.

Jak ocenia pani stan stosunków polsko-tureckich? Gdzie widzi pani wspólne dla obu krajów priorytety?

Polskę i Turcję łączy ponad 600 lat wspólnej historii. Dziś jesteśmy sojusznikami w ramach NATO, jako sojusznicy mamy wspólne cele i poglądy, czego odzwierciedleniem były decyzje lipcowego szczytu NATO w Warszawie. Liczymy, że zostaniemy też partnerami w Unii Europejskiej i jesteśmy wdzięczni Polsce za dotychczasowe poparcie dla naszego członkostwa w UE.

Wspólne stanowiska łączą nas również na wielu innych forach międzynarodowych, w ramach których ściśle ze sobą współpracujemy. Nasze kraje angażują się na rzecz pokoju, stabilności i bezpieczeństwa w naszych regionach i poza nimi. W stosunkach dwustronnych od roku 2009 łączy nas strategiczne partnerstwo.

Wyraźnie zwiększyliśmy nasze obroty handlowe - dziś to ok. 6 mld dolarów rocznie. Wierzymy, że wciąż stać nas na więcej. Zarówno turecka, jak i polska gospodarka, mocno się rozwijają, oba nasze kraje mają młodych, dobrze wykształconych obywateli i dobry klimat dla biznesu. Dlatego wspieramy m.in. współpracę w dziedzinie inwestycji. Mamy też liczne kontakty w sferze kulturalnej oraz ogromny potencjał kooperacji w branżach takich jak przemysł obronny, budownictwo, projekty infrastrukturalne czy turystyka.

Mieliśmy zamiar znieść dla Polaków nawet e-wizy i nadal tego chcemy. W związku z tym, że negocjujemy ruch bezwizowy z UE, postanowiliśmy jednak zrezygnować z zawierania odrębnych umów z poszczególnymi krajami Schengen. Zależy nam na jak najszybszym zakończeniu negocjacji z Unią Istem Circiroglu

W grudniu upłyną dwa lata od ogłoszenia decyzji ówczesnego premiera Turcji Ahmeta Davutoglu o zniesieniu wiz dla polskich obywateli. Reżim wizowy w dalszym ciągu jednak funkcjonuje. Kiedy możliwe byłoby wdrożenie wcześniejszych zapowiedzi i jakie warunki musiałyby zostać spełnione?

Wprowadziliśmy od tamtego czasu system wiz elektronicznych, w ramach którego Polacy mogą uzyskać wizy do Turcji w dwie minuty przez internet. Jednocześnie obywatele tureccy wciąż zmuszeni są przechodzić przez długie i dotkliwe procedury wizowe strefy Schengen. Mamy więc nierównowagę na niekorzyść naszych obywateli.

Mieliśmy zamiar znieść dla Polaków nawet e-wizy i nadal tego chcemy. W związku z tym, że negocjujemy ruch bezwizowy z UE, postanowiliśmy jednak zrezygnować z zawierania odrębnych umów z poszczególnymi krajami Schengen. Zależy nam na jak najszybszym zakończeniu negocjacji z Unią.

[object Object]
Zamach stanu w Turcji. Archiwalne zdjęciaReuters Archive
wideo 2/20

Autor: mm\mtom / Źródło: PAP

Źródło zdjęcia głównego: Wikipedia

Tagi:
Raporty: