W niedzielę we Francji odbyła się druga tura wyborów samorządowych. Zdaniem dziennika "Le Figaro" głosowanie przyniosło w każdym obozie politycznym podziały, które ocenia jako "zamęt" zapowiadający "pełne niepewności wybory prezydenckie" w 2027 roku.
Kto wygrał w Paryżu
Najbardziej zaciekłe pojedynki toczyły się m.in. w Paryżu czy Marsylii. W przypadku francuskiej stolicy według sondażowych wyników głosowanie wygrał kandydat socjalistów, Ekologów i Partii Komunistycznej Emmanuel Gregoire, dotychczasowy zastępca pełniącej urząd mera Anne Hidalgo. Wygrał z kandydatką prawicy, byłą minister kultury Rachidą Dati. Oznacza to, że Partia Socjalistyczna utrzyma rządy w mieście, którym rządzi od 2001 roku.
Badanie ośrodka Ipsos BVA wskazuje, że lista Gregoire'a otrzymała 53,1 proc. głosów. Na listę Dati padło zaś, według tych danych, około 38 proc. głosów. Przed niedzielną drugą turą wyborów sondaże wskazywały na niemal równe poparcie dla Gregoire'a i Dati. - Paryż postanowił pozostać wierny swojej historii - powiedział Gregoire po zakończeniu niedzielnych wyborów. Zapewnił, że stolica Francji "nie jest i nigdy nie będzie miastem skrajnej prawicy".
Pojedynki w największych miastach
Z kolei skrajnie prawicowe Zjednoczenie Narodowe (RN) miało nadzieję na niespodziankę w Marsylii i wygraną Francka Allisio w pojedynku z obecnym merem Benoitem Payanem. Nadzieje te okazały się płonne, ponieważ w głosowaniu zwyciężył Payan. Badanie pracowni Elabe wskazuje na poparcie pomiędzy 53-56,2 proc. dla jego listy, wobec 39,1-41,5 dla kandydata RN.
Prawica będzie miała jednak swojego przedstawiciela w Nicei, ponieważ według sondażu ośrodka Ipsos BVA merem zostanie Eric Ciotti, były polityk prawicowej partii Republikanie (LR) i zwolennik sojuszu tradycyjnej prawicy z RN. Wygrał on z urzędującym merem Christianem Estrosim stosunkiem 45 proc. do 39,5 procent głosów.
Marine Le Pen o "ogromnym zwycięstwie"
Jak wymienia "Le Monde", Partia Socjalistyczna (PS) zdołała utrzymać m.in. Paryż, Marsylię, Lille i Montpellier. Jednak prawicowa partia Republikanie (LR) odebrała lewicy jej tradycyjne miasta m.in. Brest, Clermont-Ferrand i Tulle. Francja Nieujarzmiona (LFI), "która prowadziła pierwszą dużą kampanię w wyborach lokalnych", ma na swym koncie wygrane w kilkunastu miastach, m.in. Roubaix. Napotkała jednak "szklany sufit" w innych, np. w Tuluzie, mimo zawartych tam sojuszy.
Skrajnie prawicowe Zjednoczenie Narodowe (RN) spotkało rozczarowanie w Marsylii, Tulonie i Nimes, "które wydawały się w zasięgu ręki". Jednak, jak dodaje dziennik, RN potwierdziło w wyborach swoje strefy wpływu na południowym wschodzie i na północnym wschodzie. Komentując wynik głosowania, przewodniczący ugrupowania Jordan Bardella stwierdził, że "osiągnęło największy przełom w historii" oraz że zdobyło prawie 70 gmin. Marine Le Pen nazwała to "ogromnym zwycięstwem".
"Le Monde" podkreśla, że ambicje RN "okazały się zbyt optymistyczne w wielkich miastach". "Nawet jeśli RN nie nabiera w tych wyborach nowej dynamiki, to znajdzie w nich oparcie terytorialne”, ale pozostaje kluczowe pytanie, czy to wystarczy przed wyborami prezydenckimi w 2027 roku, dodaje gazeta.
Kandydat, który mógłby stanąć przeciwko skrajnej prawicy
Portal "Politico" zwraca uwagę zaś na sukces byłego premiera Francji, obecnego mera Hawru Edouarda Philippe'a. Według wstępnych danych przekazanych przez agencję AFP zdobył około 47 proc. głosów i został wybrany na drugą kadencję. Philippe jest liderem centrowej partii Horyzonty, należącej do obozu prezydenta Emmmanuela Macrona i zamierza startować w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Sondaże dotyczące preferencji na ponad rok przed głosowaniem sugerowały, że byłby on najpoważniejszym kandydatem przeciwko reprezentantowi skrajnej prawicy.
"Główna lekcja, jaką należy wyciągnąć"
Jak skomentował "Le Figaro", dwie tury wyborów samorządowych "przyczyniły się do modyfikacji pejzażu politycznego na nieco ponad rok przed wyborami prezydenckimi". Dziennik krytykuje partie lewicowe za to, że w niektórych miastach zawarły porozumienia ze skrajnie lewicową Francją Nieujarzmioną (LFI). Przekonuje także, że LFI w skali ogólnokrajowej nie osiągnęła przełomu, a jedynie wzmocniła swoje pozycje w miejscach, gdzie jest silna.
W kontekście prawicy dziennik zauważa, że Zjednoczenie Narodowe umocniło w wyborach samorządowych swoje pozycje. W przypadku tej partii "jest jeszcze trudniej wyciągać wnioski dotyczące 2027 roku, ponieważ rdzeń jej elektoratu stanowi Francja wiejska i prowincjonalna", tymczasem "mecze polityczne koncentrują się w wielkich miastach" - zaznacza gazeta.
Na razie "główną lekcją, jaką należy wyciągnąć" jest według dziennika niska frekwencja, która według sondaży wynosiła około 57 procent w drugiej turze. Potwierdza to "zniechęcenie do demokracji" - stwierdza "Le Figaro".
Opracowała Paulina Borowska / az
Źródło: PAP, "Politico"
Źródło zdjęcia głównego: PAP/EPA/YOAN VALAT