Na jednego mieszkańca przypada ponad 420 turystów. "To nie jest plan filmowy"

shutterstock_2571315955
Profesor Omilanowska o kradzieży w Luwrze: na coś takiego nie jest odporne żadne muzeum świata
Źródło: TVN24
Paryż, tłumnie odwiedzany przez miliony turystów, w tym podczas zeszłorocznych igrzysk olimpijskich, nie przeżył dotąd na większą skalę protestów przeciw nadmiernej turystyce. Problemy widać jednak na Montmartrze, wsławionym przez historię bohemy artystycznej, spopularyzowanym przez filmy i seriale.

Najbardziej znane zabytki Paryża liczbę gości podają w milionach. Katedrę Notre Dame od grudnia 2024 roku (po jej odbudowie) odwiedziło około 11 mln osób. Bazylika Sacre-Coeur na wzgórzu Montmartre przyjmuje prawie 10 mln zwiedzających rocznie. Luwr odwiedza corocznie ponad 8 mln osób. Pałac Wersalski przyciąga 7 mln osób rocznie. Wieża Eiffla – ponad 6 mln, choć o wiele więcej – 20 milionów - przychodzi tam, nie wjeżdżając na wieżę.

Skutki są odczuwalne - Paryż boryka się z problemem wynajmu krótkoterminowego, który władze starają się regulować prawnie. Jednak w odróżnieniu od Barcelony czy Wenecji nie dochodzi do większych protestów mieszkańców przeciw napływowi turystów. Jednym z wytłumaczeń jest to, że Paryż był celem masowych przyjazdów co najmniej XIX wieku, gdy zaczął gościć wystawy światowe. Ponadto, znaczna część przyjezdnych to turyści krajowi, z którymi relacje układają się inaczej niż z przybyszami z zagranicy.

Latem br. ówczesna ministra turystyki Francji Nathalie Delattre powiedziała w radiu FranceInfo, że we Francji nie ma nadmiernej turystyki, bo to zjawisko dotyczy sytuacji, gdy nadmierny napływ turystów twa przez cały rok. – To jest to, czego doświadcza Barcelona. U nas są zaś szczyty frekwencji, powiązane z sezonowością - przekonywała Delattre.

Pewną różnicę zależnie od pory roku można dostrzec na Montmartrze, uważanym za najbardziej turystyczną dzielnicę Paryża. Jej centrum są okolice bazyliki Sacre-Coeur, gdzie prócz samej świątyni podziwiać można widok na leżące w dole dzielnice. Jeszcze we wrześniu tłumy ludzi siedzą na stopniach bazyliki, ale kilka dni przed Bożym Narodzeniem turystów jest wyraźnie mniej. Plac, gdzie rozstawiają sztalugi malarze i karykaturzyści – Place du Tertre - zapełnia się głównie w weekend. Przed kawiarnią Cafe de 2 Moulins znaną z kultowego filmu "Amelia" anglojęzyczny przewodnik zatrzymuje się ze swoją grupą, ale wewnątrz jest wiele wolnych miejsc.

O tym, że napływ turystów jest dla mieszkańców problemem, świadczą jednak bannery rozwieszone w kilku punktach. "Prosimy o spokój! Na Montmartrze są miejscowi mieszkańcy! To nie jest plan filmowy" – głosi po angielsku jeden z nich. Na innym umieszczono apel: "Nie szpećcie Montmartre’u". Bannery rozwiesiło stowarzyszenie Vivre a Montmartre (Żyć na Montmartrze). Sprzeciwia się ono planom władz zakładającym m.in. ograniczenie ruchu samochodowego. Petycja internetowa przeciw tym projektom zebrała na razie ponad 8 tysięcy głosów, ale protest zwrócił uwagę na problemy mieszkańców.

Montmartre, który jest dzielnicą elitarną, przyciąga miliony turystów. Według cyfr podawanych przez szefową stowarzyszenia Vivre a Montmartre Annie Renaudie na jednego mieszkańca przypada ponad 420 turystów (ich liczba to 11 mln rocznie, a Montmartre liczy 26 tys. mieszkańców). Napływ nasilił się podobno po igrzyskach olimpijskich, a według innych opinii - przyczyniły się do niego popularne filmy "Amelia" i seriale ("Emily w Paryżu").

Karine Ringot, autorka bloga Montmartre Addict mówi PAP, że jeśli zajrzeć do archiwów Narodowego Instytutu Audiowizualnego, to można znaleźć reportaże z lat 80. XX wieku, czy początku lat 2000., w których ówcześni mieszkańcy mówią, że w dzielnicy jest zbyt wielu turystów. - Osobiście zawsze uważałam, że to było częścią DNA tej dzielnicy i że przyjemnie jest każdego dnia spotykać ludzi mówiących we wszystkich językach, uśmiechających się, bo z zadowoleniem odkrywają (bazylikę) Sacre-Coeur czy plac Place du Tertre – zauważa Ringot.

Nie jest ona pewna, czy dziś turyści rzeczywiście są liczniejsi, ale przyznaje, że są bardziej widoczni. Czasem jest ich tak wielu, że nie można skorzystać z niektórych schodów łączących ulice Montmartre’u, jako że Google Maps kieruje wszystkich turystów na te same trasy – opisuje Ringot.

Jej zdaniem, zmienił się sposób uprawiania turystyki. - Dotyczy to zwłaszcza grup, które stają się coraz liczniejsze i opanowują chodniki bardzo wąskich ulic. Towarzyszą im przewodnicy używający nagłośnienia i to o każdej porze dnia (a latem - również nocy). Coraz więcej jest również pojazdów typu 2CV, motocykli z przyczepami, czasami autoriksz, które bardzo zanieczyszczają powietrze, są bardzo hałaśliwe i niekiedy jeżdżą z szaloną prędkością – opisuje autorka bloga. Jako "całkowity brak szacunku" dla mieszkańców określa pozostawianie na ulicach i schodach śmieci po jedzeniu na wynos, kupowanym przez turystów.

Liczne sklepy przeznaczone wyłącznie dla turystów i sprzedające pamiątki "made in China", powstały, jak dodaje Ringot, na tych ulicach, na które turyści wcześniej nie zachodzili, ze szkodą dla prawdziwych lokalnych sklepów. - Niektóre wycieczki gastronomiczne ściągają turystów do sklepów spożywczych, w których trudne staje się robienie zakupów i znam w dzielnicy pewne sklepy, do których mieszkańcy nie chcą już chodzić z powodu turystów – relacjonuje autorka bloga.

Prócz znikania zwykłych codziennych sklepów problemem są też rosnące ceny nieruchomości. Jak podał dziennik "Le Monde", wahają się one od 12-15 tys. euro za m2.

- Myślę, że gdy mieszka się na Montmartrze, nie można nigdy zapominać, że mamy ogromne szczęście, że żyjemy w tej dzielnicy. Nawiasem mówiąc, wielu miejscowych mieszkańców urodzonych w dzielnicy nigdy jej nie opuszcza – podkreśla Karine Ringot. Jej zdaniem należałoby jednak współpracować z organizatorami turystyki, aby stali się bardziej odpowiedzialni. Pewnych praktyk należałoby w ogóle zakazać – takich, jak pozostawianie z włączonymi silnikami autokarów turystycznych przy bulwarze u stóp wzgórza.- Należałoby może również ograniczyć liczbę osób w grupach, a zwłaszcza – sprawić, by obowiązkowe były słuchawki, tak aby zapobiec używaniu megafonów przez przewodników - oceniła Ringot.

- Nie należy myśleć, że mieszkańcy Montmartre’u nie chcą już tam turystów - to nie ma sensu, w każdym razie ja osobiście całkowicie się z tym nie zgadzam. Z drugiej strony, prawdą jest, że władze publiczne powinny być może więcej pracować nad tą kwestią, aby umożliwić lepszą równowagę pomiędzy turystyką i życiem dzielnicy - proponuje autorka bloga.

Francja uważana jest za pierwszy kierunek turystyczny na świecie. W 2024 roku odwiedziło ją 100 milionów turystów. Połowa z tych przybyszów odwiedza Paryż i w 2024 roku liczba turystów w stolicy sięgnęła 48,7 mln. Dla porównania, liczba stałych mieszkańców to mniej więcej dwa miliony.

OGLĄDAJ: TVN24 HD
pc

TVN24 HD

pc
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
Zobacz także: