TVN24 | Świat

Wracała do domu po 15 latach. Zmarła w samolocie na oczach swoich dzieci i męża

TVN24 | Świat

Autor:
wac//az
Źródło:
The Guardian
ShutterstockO śmierci Brytyjki piszą media na całym świecie.

Helen Rhodes po piętnastoletnim pobycie w Hongkongu postanowiła wrócić z mężem i dwójką dzieci do Wielkiej Brytanii, by zacząć "nowy rozdział". Podczas lotu kobieta zmarła we śnie. Przyczyny zgonu jak dotąd nie podano do publicznej wiadomości. "Ta strata jest niewyobrażalna. Helen była oddaną żoną i matką. Była spoiwem rodziny" - napisała przyjaciółka zmarłej, która założyła zbiórkę, by zebrać środki na pogrzeb i wsparcie dla jej bliskich.

Rhodes kilka godzin po rozpoczęciu długiego lotu przestała reagować. "Mimo wszelkich starań nie udało się jej reanimować" - zrelacjonowała jej przyjaciółka Jayne Jeje. "Wszystko to działo się na oczach jej dzieci. Przez pozostałe osiem godzin lotu Helen leżała w fotelu, jakby śpiąc. Chociaż było to traumatyczne przeżycie dla rodziny, wszyscy mieli czas, aby powiedzieć jej to, co chcieli powiedzieć. Nie trzeba dodawać, że są zdruzgotani" - napisała.

Po wylądowaniu samolotu w Niemczech ciało Rhodes pozostało we Frankfurcie, a mąż i dwoje dzieci polecieli do Wielkiej Brytanii. Jayne Jeje założyła zbiórkę na portalu GoFundMe, by zebrać środki na pogrzeb i wsparcie rodziny Helen Rhodes. W opisie dodała, że powrót miał rozpocząć "nowy rozdział" w życiu jej przyjaciółki: "Była podekscytowana i zdenerwowana przeprowadzką, ale nie mogła się doczekać powrotu swojej rodziny do domu".

Datki spływają z całego świata

Na portalu GoFundMe Jayne Jeje planowała zebrać 20 tys. funtów. W ciągu niespełna trzech dni na konto zbiórki wpłynęło jednak 27 tys. funtów. Ludzie na całym świecie poruszeni są dramatem rodziny. Wielu poznało też Helen Rhodes. "Jeśli ktoś potrzebował pomocnej dłoni, Helen zawsze była pierwsza" - napisał jeden z darczyńców.

Jak podkreśla organizatorka zbiórki, Rhodes, która pracowała jako położna i prowadziła własną firmę, "uwielbiała rozmawiać i łatwo nawiązywała przyjaźnie. Była duszą towarzystwa swojej społeczności w Tung Chung w Hongkongu. Nie mogła przejść kilku metrów, by nie natknąć się na kogoś, kogo znała z imienia" - wspomina.

Rzecznik brytyjskiego resortu spraw zagranicznych przekazał: "Wspieramy rodzinę Brytyjki, która zmarła podczas lotu do Frankfurtu, i pozostajemy w kontakcie z lokalnymi władzami".

ZOBACZ TEŻ: Samolot awaryjnie lądował na środku autostrady, uderzył w samochód i stanął w płomieniach

Autor:wac//az

Źródło: The Guardian

Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock/The Guardian

Pozostałe wiadomości