"USA bardzo chciałyby, żeby Rosja nie istniała w ogóle jako państwo"


Ćwiczenia NATO przypominają raczej prowokacje niż manewry, USA są winne konfliktowi na Ukrainie, a bezwolna Europa bez nacisku ze strony USA nie miałaby problemu z uznaniem przyłączenia Krymu do Rosji - tak uważa szef rosyjskiej Rady Bezpieczeństwa Nikołaj Patruszew, który w wywiadzie dla "Kommiersanta" podkreślił, że Stany Zjednoczone bardzo chciałyby, żeby Rosja nie istniała jako państwo.

Nikołaj Patruszew, szef rosyjskiej Rady Bezpieczeństwa, udzielił wywiadu w przededniu międzynarodowego spotkania "wysokich przedstawicieli nadzorujących kwestie bezpieczeństwa" w stolicy Buriacji Ułan Ude. Podkreślił, że Rosja specjalnie nie ogłaszała listy przedstawicieli z państw europejskich.

"Jak przyjadą, wtedy je podamy. Inaczej USA będą naciskać na nich, żeby nie przyjeżdżali" - powiedział Patruszew.

"Zdestabilizować Rosję"

Jego zdaniem Stany Zjednoczone usiłują udowodnić, że Rosja jest stroną konfliktu na Ukrainie, choć same stały się jego inicjatorem, by wywrzeć nacisk na Rosję.

"Barack Obama sam przyznał to w jednym z niedawnych wywiadów" - powiedział Patruszew. Na uwagę dziennikarki "Kommiersanta", że amerykański prezydent powiedział jedynie, że USA "pośredniczyły w zmianie władzy na Ukrainie", Patruszew stwierdził, że Stany Zjednoczone nie były zadowolone z prezydenta Wiktora Janukowycza i postanowiły go obalić siłą. "Tak naprawdę sytuacja na Ukrainie wcale USA nie interesuje" - podkreślił.

"To jasne, że za projektem destabilizacji [Ukrainy - red.] kryje się próba stworzenia instrumentu dla radykalnego osłabienia Rosji. Właśnie w tym celu na Ukrainie stworzone zostały przesłanki do tego, by podtrzymywać ciągłe napięcie, dalszy rozwój skrajnych form nacjonalizmu, sabotowania mińskich porozumień" - uważa szef rosyjskiej Rady Bezpieczeństwa. "Jednocześnie realizowane jest zadanie utrzymania na krótkiej smyczy państw Unii Europejskiej, które często bez uwzględniania ich zdania i narodowych interesów narzucane są antyrosyjskie sankcje i podejście" - podkreślił Patruszew.

"Nie zachęcamy Rosjan do walki w Donbasie"

Na pytanie, dlaczego władz Rosji nie martwi to, że tysiące Rosjan jadą do Donbasu, by tam walczyć w szeregach samozwańczych republik ludowych, Nikołaj Patruszew powiedział:

"Na terytorium obwodu ługańskiego i donieckiego nie ma żadnych ugrupowań terrorystycznych. Można wszystko załatwić bez wojny domowej, jeśli będzie się przestrzegać mińskich porozumień. Ale nie są one przestrzegane" - powiedział Patruszew. Dodał, że Rosja pomaga ukraińskim uchodźcom, których "ani Unia Europejska, ani Stany Zjednoczone nie przyjmują".

"Nie wzywamy, ani nie zachęcamy do tego [by Rosjanie jechali walczyć do Donbasu - red.]. Ale realnie przeciwdziałać temu się nie da. Przecież dwa miliony uchodźców z Ukrainy nie przyjechały do Rosji tak po prostu - mają tu krewnych i przyjaciół. Opowiadają o tych bestialstwach, do których dochodzi na Ukrainie. A później działają emocje: ludzie jadą tam i biorą udział w walkach" - powiedział szef rosyjskiej Rady Bezpieczeństwa.

Prowokacje NATO

Nikołaj Patruszew odniósł się również do kwestii zwiększenia obecności NATO w państwach graniczących z Rosją i manewrów na tych terenach. Stwierdził w wywiadzie dla "Kommiersanta", że "akcje NATO przypominają bardziej prowokacje niż ćwiczenia".

"Manewry o kryptonimie Jeż [odbywały się w Estonii, brały w nich udział oddziały wojska estońskiego oraz przedstawiciele USA i Wielkiej Brytanii - red.] dziwnym zbiegiem okoliczności NATO-wcy zechcieli przeprowadzić właśnie w te dni, gdy cały jeszcze nie pozbawiony pamięci historycznej świat świętował 70. rocznicę Zwycięstwa w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej" - podkreślił.

"Zachód skłonny jest histeryzować z powodu każdego pojawienia się w międzynarodowej przestrzeni powietrznej rosyjskich samolotów odbywających zwyczajny dyżur bojowy. Już nie pierwszy rok polują i nie potrafią znaleźć rosyjskich łodzi podwodnych, które rzekomo przenikają na wody skandynawskie" - powiedział szef rosyjskiej Rady Bezpieczeństwa.

Fiasko USA

Podkreślił, że Stany Zjednoczone "poniosły fiasko w walce z realnym przeciwnikiem" w Afganistanie i wycofały się z tego obszaru mimo pogorszenia się sytuacji i niemożności zapewnienia państwu bezpieczeństwa przez samych Afgańczyków. Dlatego NATO "przełączyło się na mityczne zagrożenie rosyjską agresją" i zwiększa nakłady na zbrojenia.

"To Stany Zjednoczone określają, kto stanowi 'światowe zło' i wpisały Rosję na tę listę. My zaś staramy się współpracować ze wszystkimi konstruktywnie" - powiedział Patruszew w rozmowie z "Kommiersantem". "Niestety, Waszyngton w trybie jednostronnym ograniczył współpracę z nami pod wymyślonym pretekstem "agresji Rosji na Ukrainę". Amerykanie oświadczają, że są zainteresowani suwerennością i jednością terytorialną Ukrainy, ale Ukraina ich zupełnie nie interesuje. Interesuje ich Rosja" - podkreślił.

Bogactwa i Krym

"USA bardzo chciałyby, żeby Rosja nie istniała w ogóle jako państwo. Ponieważ dysponujemy ogromnymi bogactwami. A Amerykanie uważają, że posiadamy je nielegalnie i niezasłużenie, ponieważ ich zdaniem nie wykorzystujemy ich tak, jak powinniśmy" - powiedział Patruszew.

Dodał, że Amerykanie "narzucają państwom unijnym antyrosyjskie sankcje", a gdyby nie wpływ USA, państwa Europy zgodziłyby się na "zwrot Krymu".

"Na Zachodzie wszyscy rozumieją, że to, co wydarzyło się na Krymie, było legalne, było referendum itd. W rzeczywistości nie mają specjalnych obiekcji na temat Krymu. Amerykanie naciskają, by do Rosji nie jeździli przedstawiciele UE, ponieważ lepiej poczekać, gdyż to nie jest dobry czas na podtrzymywanie kontaktów z Rosją" - dodał.

"Europejczycy są dosyć bezwolni, a Amerykanie silni. USA usiłują dominować na świecie. Taki cel mają zapisany w doktrynach. I na razie im się to udaje: dominują pomimo tego, że świat się zmienia" - stwierdził Patruszew.

Debata Faktów. Rosja Putina

Autor: asz\mtom / Źródło: "Kommiersant"