Jak donoszą ukraińskie media, słychać było co najmniej dwie potężne eksplozje. Alarm lotniczy nie został ogłoszony.
Śledztwo prowadzone jest w sprawie "aktu terrorystycznego, który spowodował poważne konsekwencje" - poinformowała w niedzielę Lwowska Prokuratura Regionalna w kanale Telegram.
"W wyniku eksplozji we Lwowie są zabici i ranni stróże prawa. Do eksplozji doszło po przybyciu wezwanych na miejsce policyjnych patroli" - czytamy w komunikacie ukraińskiej policji, którego treść cytuje Interfax Ukraina.
Nie żyje policjantka. Zatrzymano domniemaną sprawczynię
Głos w sprawie zabrał później minister spraw wewnętrznych Ukrainy Ihor Kłymenko.
"Policja wspólnie ze Służbą Bezpieczeństwa Ukrainy zatrzymały domniemaną sprawczynię zamachu na lwowskich funkcjonariuszy. Trwają dalsze działania operacyjne i czynności śledcze. Ustalamy inne osoby zaangażowane w popełnienie tego przestępstwa. Składam szczere wyrazy współczucia rodzinie i bliskim poległej policjantki patrolowej Wiktorii Szpylki" – napisał Kłymenko w komunikatorze Telegram. Minister dodał, że w zamachu rannych zostało 25 osób. Obecnie w placówkach medycznych przebywa 11 poszkodowanych, z czego sześcioro funkcjonariuszy jest w stanie ciężkim - uzupełnił.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski poinformował, że śledztwu zapewniono wszystkie niezbędne zasoby i prowadzone są konieczne czynności procesowe z udziałem zatrzymanej.
W poprzednim komunikacie mer Lwowa Andrij Sadowy informował, że w centrum miasta doszło do zamachu terrorystycznego, w wyniku którego zginęła policjantka i hospitalizowano co najmniej 15 poszkodowanych osób.
"Dużo wybitych okien, czuć zapach spalenizny"
Wcześniej tego dnia poseł Lwowskiej Rady Miejskiej, Ihor Zinkiewicz, ujawnił, że do jednego z wybuchów doszło w pobliżu centrum handlowego "Magnus". - Co dokładnie wybuchło, nie zostało jeszcze ustalone. Dużo wybitych okien, czuć zapach spalenizny - powiedział poseł po pierwszym wybuchu.
Następnie doszło do drugiej eksplozji. Według Zinkiewicza wśród poszkodowanych są stróże prawa. - Wśród ofiar są policjanci, którzy przybyli na miejsce wybuchu, a także, według wstępnych informacji, żołnierz Gwardii Narodowej.
Opracowali Kamila Grenczyn i Kuba Koprzywa /akw
Źródło: PAP
Źródło zdjęcia głównego: Reuters