TVN24 | Świat

"Matka szukała dzieci pod gruzami. Pięciolatka krzyczała: nie chcę umierać". Byli w teatrze, gdy spadła bomba

TVN24 | Świat

Autor:
mag//az
Źródło:
BBC
Zniszczone ulice i budynki w Mariupolu (wideo z 24.03.2022)
Zniszczone ulice i budynki w Mariupolu (wideo z 24.03.2022)Ukrinform
wideo 2/22
UkrinformZniszczone ulice i budynki w Mariupolu (wideo z 24.03.2022)

Około 300 osób poniosło śmierć wskutek zbombardowania Teatru Dramatycznego w Mariupolu - poinformowały dziś władze miasta. 16 marca w ogromnym budynku schroniły się setki mieszkańców. BBC dotarła do osób, które przeżyły bombardowanie. - Zewsząd słychać było krzyki. Mnóstwo krwawiących ludzi. Niektórzy mieli otwarte złamania. Jedna matka szukała swoich dzieci pod gruzami. Pięciolatka płakała, że nie chce umierać - opowiadają.

Mariia Rodionova, 27-letnia nauczycielka z Mariupola, jest jedną z osób, które przetrwały bombardowanie. Na początku marca uciekła ze swojego mieszkania w bloku do teatru, gdzie schroniły się setki cywilów, głównie kobiety i dzieci. Wzięła ze sobą dwa psy. Znalazła skrawek wolnego miejsca obok sceny.

16 marca rano przyniosła zwierzętom resztki ryby z kuchni polowej. Ale uświadomiła sobie, że nie piły wody. Około godziny dziesiątej przywiązała psy do swojego bagażu i poszła w stronę głównego wejścia, gdzie stała kolejka po ciepłą wodę. Prawdopodobnie dzięki temu przeżyła. Chwilę później spadła bomba.

Atak Rosji na Ukrainę. Relacja na żywo w tvn24.pl >>>

Krzyki były wszędzie. Apteczka została pod gruzami

Na podstawie relacji Marii, BBC opisuje, że rozległ się grzmot, a potem dźwięk tłuczonego szkła. Jakiś mężczyzna pchnął Mariię na ścianę, chroniąc ją własnym ciałem. Wybuch był tak głośny, że poczuła silny ból w uchu. - Zewsząd słychać było krzyki ludzi - opisuje BBC.

Siła wybuchu rzuciła na okno mężczyznę. Upadł na ziemię, miał twarz w potłuczonym szkle. Kobieta ranna w głowę próbowała mu pomóc. Mariia, wolontariuszka Ukraińskiego Czerwonego Krzyża w Mariupolu, powstrzymała ją. - Powiedziałam: czekaj, nie dotykaj go. Przyniosę apteczkę i pomogę wam obojgu - opowiada. Ale apteczka była w tej części budynku, która się zawaliła. - Były tylko gruzy, nie dało się tam wejść - relacjonuje. - Przez dwie godziny nie byłam w stanie nic zrobić. Po prostu stałam nieruchomo. Byłam w szoku.

Zniszczone ulice i budynki w Mariupolu (wideo z 24.03.2022)
Zniszczone ulice i budynki w Mariupolu (wideo z 24.03.2022)Ukrinform

Pięciolatka krzyczała: nie chcę umierać

Władysław, 27-letni ślusarz (w rozmowie z BBC nie chciał podać nazwiska), przyszedł tego ranka do budynku teatru, by poszukać przyjaciół, którzy tam przebywali. W momencie wybuchu stał w pobliżu głównego wejścia. Pobiegł z innymi do piwnicy, a dziesięć minut później dowiedział się, że budynek płonie. - Działy się straszne rzeczy - opowiada. Widział mnóstwo krwawiących ludzi. Niektórzy mieli otwarte złamania. Jedna matka szukała swoich dzieci pod gruzami. Pięciolatka krzyczała, że nie chce umierać. - To rozdzierało serce - relacjonuje.

Czytaj też: Reporterzy AP o oblężeniu Mariupola: ciała na ulicach, odcięcie od wody, żywności i rosyjska propaganda

Jedna bomba trafiła precyzyjnie w teatr

Według analizy londyńskiej firmy McKenzie Intelligence Services, przeprowadzonej dla BBC, 16 marca rano na teatr w Mariupolu spadła prawdopodobnie tylko jedna bomba i to ona przyniosła takie zniszczenie.

„Z racji tego, że pocisk trafił dokładnie w środek budynku, uważamy, że była to bomba naprowadzana laserowo, prawdopodobnie KAB-500L lub podobny wariant, wystrzelony z samolotu” - przekazała stacji BBC firma z Londynu. I dalej: "Charakter eksplozji wskazuje, że pocisk uzbrojony był w szybkopalny lont, dlatego nie był w stanie przebić się przez parter".

Precyzja uderzenia wskazuje na to, że celem był teatr. Zdjęcia satelitarne, wykonane przez amerykańską firmę Maxar 14 marca, czyli dwa dni przed bombardowaniem, pokazują, że na trawniku przed teatrem białymi, dużymi, wyraźnymi literami namalowane było słowo "dzieci" w języku rosyjskim. Widoczne z góry dla przelatujących samolotów.

Napisy "dzieci" w pobliżu zbombardowanego teatru w MariupoluMaxar

Jak podaje BBC, Rosja zaprzecza również atakom na obiekty cywilne w Ukrainie, chociaż zostały one dobrze udokumentowane w całym kraju, a w Mariupolu były najbardziej brutalne.

Czytaj też: W Mariupolu Rosjanie zbombardowali teatr. Na zdjęciach satelitarnych przy budynku widać duże białe napisy "dzieci"

Wszyscy wiedzieli, że w teatrze są cywile, wiele kobiet i dzieci

Andriej Marusow, dziennikarz śledczy z Mariupola, odwiedził teatr dwa dni przed atakiem. - Wszyscy wiedzieli, że jest to punkt centralny dla wielu kobiet i dzieci - powiedział BBC Marusow, były przewodniczący grupy adwokatów Transparency International Ukraine. - Byli tam wyłącznie cywile - dodał.

W dniu bombardowania, o szóstej rano, dziennikarz wszedł na dach budynku, w którym mieszkał, by obejrzeć miasto. Słyszał warkot samolotów. Powiedział BBC, że rosyjskie samoloty przez cały ranek ostrzeliwały i bombardowały nabrzeże Morza Azowskiego, gdzie znajdował się teatr. Widział, że centrum miasta stało w ogniu, słyszał ciągłe eksplozje.

Mariia też pamięta samoloty wojskowe, krążące tego ranka w pobliżu teatru i "zrzucające bomby". Ale dla niej nie było w tym nic niezwykłego, przywykła do takich widoków i dźwięków.

W teatrze mogło być tysiąc osób, w schronie, na piętrach, w korytarzach

Wiele szczegółów, dotyczących ataku na teatr w Mariupolu, wciąż jest niejasnych. Według szacunków, na które powołuje się BBC, w teatrze mogło schronić się nawet tysiąc osób. Niektórzy ze świadków, a także władze miasta uważają, że część schroniła się w podziemnym bunkrze lub schronie przeciwlotniczym teatru. Mariia widziała ludzi tłoczących się w korytarzach naziemnych kondygnacji.

Z relacji osób, które rozmawiały z BBC, wynika jasno, że ludzie przemieszczali się po budynku, jedni przychodzili, inni wychodzili. Dwa dni później lokalne władze poinformowały, że około 130 osób wydostało się na powierzchnię, ale w piwnicy, która wytrzymała atak, zostali jeszcze ludzie. Przeprowadzenie misji ratunkowej okazało się w kolejnych dniach niemożliwe ze względu na trwające w Mariupolu walki.

25 marca Rada miasta Mariupola, powołując się na relacje świadków, którzy przeżyli atak, przekazała, że około 300 osób poniosło śmierć po bombardowaniu teatru. "Do samego końca chciałoby się nie wierzyć w tak koszmarne doniesienia, ale słowa osób przebywających w teatrze w momencie ataku świadczą o tym, że to prawda" - podkreślono w komunikacie. 

Nagranie wykonane przed atakiem na budynek teatru w Mariupolu
Nagranie wykonane przed atakiem na budynek teatru w Mariupolu

Ucieczka z Mariupola

Mariia przed bombardowaniem pomieszkiwała w teatrze, urządziła sobie kąt tuż obok sceny, ponieważ ludzie skarżyli się na jej psy. Według nauczycielki w sali, gdzie przebywała, było około 30 osób. Uważa, że nikt, kto był w tym miejscu, nie miał szans przeżyć. Ona miała szczęście, bo w tym momencie wyszła po wodę. Po wybuchu wpadła w rozpacz. Swoich psów nie zdołała odnaleźć.

Władysław powiedział BBC, że widział wielu ludzi wydostających się z budynku. Mariia też. - Nikt nie wiedział, co teraz robić, teren wciąż był ostrzeliwany.

Ona przez kilka godzin była w szoku. Gdy oprzytomniała, zdała sobie sprawę, że szukanie innego schronienia w Mariupolu nie ma sensu. Ruszyła pieszo wzdłuż wybrzeża, by wydostać się z miasta. Najpierw dotarła do wsi Piszczanka. - Spotkałam kobietę, która zapytała, czy wszystko w porządku. Zaczęłam płakać.

Zaproponowano jej herbatę, posiłek, nocleg. Następnego ranka pomaszerowała dalej.

Babcia Marii została w bloku, nie wiadomo, czy żyje

Jak podaje BBC, Mariupol najmocniej doświadczył koszmaru rosyjskiej agresji na Ukrainę. Wojska otoczyły miasto i niemal przez miesiąc atakowały je nieustająco z powietrza i lądu, a w ostatnich dniach także z morza. Około 100 tysięcy ludzi zostało uwięzionych w warunkach bliskich katastrofie humanitarnej, bez prądu i ogrzewania, dostępu do wody i jedzenia.

Mariia mieszkała w bloku z babcią. Gdy na początku marca opuszczała mieszkanie, by schronić się w teatrze, babcia postanowiła zostać. - Powiedziała tylko: "To moje mieszkanie, mój dom. Zamierzam tu umrzeć" - wspomina Mariia. Wciąż czeka na wiadomość, czy babcia żyje.

OGLĄDAJ NA ŻYWO W TVN24 GO:

Zaślepka materiału TVN24GO
TVN24 na żywo - oglądaj w TVN24 GO
Materiał jest częścią serwisu TVN24 GO

Autor:mag//az

Źródło: BBC

Tagi:
Raporty:
Pozostałe wiadomości