Palestyńczycy krytykują wizytę premiera Izraela w Waszyngtonie, zarzucając Benjaminowi Netanjahu, że podczas rozmów z Barackiem Obamą skupił się na kwestii zagrożenia ze strony Iranu.
- Wiedzieliśmy, że Netanjahu pojedzie do USA z planem wojny, a nie pokoju. Nie ma potrzeby siania strachu, gdyż takie rozwiązanie jest źródłem niestabilności w regionie i pcha ludzi w kierunku przemocy i ekstremizmu. To, co słyszeliśmy na temat Iraku i Afganistanu, słyszymy teraz o Iranie - powiedział negocjator palestyński Saeb Erakat.
Wiedzieliśmy, że Netanjahu pojedzie do USA z planem wojny, a nie pokoju. Nie ma potrzeby siania strachu, gdyż takie rozwiązanie jest źródłem niestabilności w regionie i pcha ludzi w kierunku przemocy i ekstremizmu. To, co słyszeliśmy na temat Iraku i Afganistanu, słyszymy teraz o Iranie Saeb Erakat
Negocjacje pokojowe Autonomii Palestyńskiej i Izraela załamały się we wrześniu 2010 roku. Palestyńczycy uzależniają ich wznowienie od zaprzestania rozbudowy osiedli żydowskich na Zachodnim Brzegu Jordanu i we wschodniej Jerozolimie. Izrael nalega na wznowienie negocjacji bez żadnych warunków wstępnych.
Irańskie zagrożenie
Netanjahu, który składa wizytę w USA, istotnie skoncentrował się na niebezpieczeństwie wynikającym, według niego, z irańskiego programu nuklearnego. Uprzedził, że Izrael nie będzie żyć w "zagrożeniu unicestwieniem".
- Izrael musi mieć możliwość do samoobrony przed każdym zagrożeniem - powiedział Netanjahu. - Izrael będzie panem swojego losu - stwierdził premier. - Uważamy jednak, że ciągle jest miejsce na rozwiązanie dyplomatyczne - ripostował prezydent USA i apelował do Izraelczyka, aby dał trochę czasu na działanie sankcjom nałożonym na Iran.
Źródło: PAP