- Steve Witkoff w tym roku był w Rosji pięciokrotnie. Prezydent Donald Trump wysyła go tam regularnie.
- Jak dotąd wizyty i spotkania Witkoffa z Władimirem Putinem i jego ludźmi nie przyniosły przełomów.
- - Witkoff nie ma przekonań politycznych, dlatego jego rola jest z góry destrukcyjna - ocenia w rozmowie z tvn24.pl znany rosyjski opozycjonista i obrońca praw człowieka Mark Fejgin.
Steve Witkoff to centralna postać w trwających od miesięcy rozmowach dotyczących potencjalnego pokoju w Ukrainie. Specjalny wysłannik Donalda Trumpa lata do Rosji i rozmawia z Władimirem Putinem oraz jego ludźmi. A ostatnie doniesienia Bloomberga, że nakierowywał urzędników dyktatora na to, jak ten powinien rozmawiać z amerykańskim prezydentem, sprowokowały pytania o jego prorosyjskość i zwróciły uwagę na przychylność, jaką darzy agresora w trwającej od ponad 10 lat wojnie.
Bo agresja Rosji na Ukrainę nie trwa od lutego 2022 roku, a od kwietnia 2014, gdy w Donbasie pojawili się - ze wsparciem dla prorosyjskich separatystów - żołnierze Kremla i zaczęli atakować Ukraińców.
Rosyjskie propagandowe media informują o wizytach Steve'a Witkoffa od miesięcy w samych superlatywach. Relacjonowały dotychczas m.in., że to człowiek, który "pragnie pokoju w Ukrainie". Publikowane przez prokremlowskie telewizje nagrania skupiały się na tym, jak ściska ręce Władimira Putina, a prorządowe agencje pokazywały zdjęcia, na których spacerował po moskiewskim parku z Kiriłłem Dmitrijewem, szefem Rosyjskiego Funduszu Inwestycji Bezpośrednich i bliskim współpracownikiem rosyjskiego przywódcy.
Plan Trumpa
W tym roku Witkoff był w Rosji już pięciokrotnie. W przyszłym tygodniu wybiera się tam ponownie. W jakim celu? Wciąż podobno w tym samym. Trump wysyła go do Moskwy, by negocjował dopracowywanie "planu pokojowego" w sprawie Ukrainy.
Pierwotny plan - 20 listopada jego punkty ujawnił amerykański portal Axios - był bardzo niekorzystny dla Ukrainy, ponieważ zawierał zapisy o rezygnacji Kijowa z członkostwa w NATO i spełniał postulat Kremla o przekazaniu Rosji części terytorium (w tym w obwodzie donieckim), które nie zostało zdobyte przez siły rosyjskie od 2014 roku. Dokument mówił też o zmniejszeniu liczebności armii ukraińskiej, odpierającej agresję zbrojną 143-milionowego państwa, do 600 tysięcy żołnierzy.
Projekt spotkał się z ostrą krytyką przywódców państw UE, samej Ukrainy i wiele wskazuje na to, że w tym kształcie upadł.
25 listopada Trump napisał na portalu Truth Social, że "plan pokojowy został dopracowany przy dodatkowym wkładzie obydwu stron, pozostało jedynie tylko kilka punktów spornych". "W nadziei na jego sfinalizowanie nakazałem mojemu specjalnemu wysłannikowi Steve'owi Witkoffowi spotkać się z Putinem w Moskwie" - poinformował amerykański przywódca.
Rola Witkoffa - czy to się komuś podoba, czy nie - wciąż więc wydaje się być kluczowa.
"Niejednoznaczny" stosunek do wojny
Witkoff to były potentat rynku nieruchomości, którego Trump darzy bardzo dużym zaufaniem. W kijowskich mediach jest jednak nazywany "pożytecznym idiotą" Kremla, a ukraińscy politycy i eksperci twierdzą, że działa na rzecz Rosji.
Znany analityk Witalij Portnikow napisał w kwietniu tego roku, po spotkaniu Witkoffa z Putinem w Petersburgu, że "Witkoff ze swoim oczywistym brakiem zrozumienia tego, co dzieje się zarówno w wojnie rosyjsko-ukraińskiej, jak i na Bliskim Wschodzie, jest dla Putina narzędziem, które pomaga osiągnąć cele Kremla".
"Stosunek Witkoffa do wojny w Ukrainie jest dość niejednoznaczny. Wywierał on między innymi presję na ukraińskich urzędników, domagając się przekazania obwodu donieckiego Rosjanom, argumentując to tym, że mieszka tam liczna diaspora rosyjska" - informowała z kolei wiosną ukraińska telewizja Kanał 24, odnosząc się do trwających wówczas rozmów z przedstawicielami Kijowa.
Tłumacze Kremla
O tym, że Witkoff mógł - świadomie czy nie - narażać się na oddziaływanie swoich rosyjskich rozmówców, mogą świadczyć ustalenia amerykańskiej stacji NBC News, która miesiąc później - w maju - ujawniła, że podczas rozmów z Putinem o zakończeniu wojny w Ukrainie Witkoff nie miał swojego tłumacza.
Gdyby znał rosyjski, nie byłoby to może takim problemem, ale sęk w tym, że go nie zna. Korzystając z kremlowskich tłumaczy, ryzykował, że niektóre niuanse w komunikatach Putina zostaną przeoczone - wskazywała wówczas amerykańska telewizja.
Putin zaś zna język angielski, ale w trakcie oficjalnych spotkań i negocjacji ze swoimi gośćmi i tak rozmawia za pośrednictwem tłumaczy. Na spotkaniach z Witkoffem Putinowi towarzyszył w ostatnich miesiącach najczęściej bliski doradca Jurij Uszakow, który był ambasadorem Rosji w USA w latach 1998-2008.