Masz subskrypcję?
Ta historia sięga XIX wieku.
Dramat rozpoczął się 8 października roku 1871 przy ulicy W. DeKoven 137 około godziny 20.30. Wersje są trzy. Pierwsza - niejaki Daniel Sullivan zupełnie przypadkiem potrącił lampę naftową w stodole sąsiadki, Catherine O'Leary. Druga - lampę kopnęła dojona przez panią Catherine krowa (choć ta opowieść uchodzi za mało prawdopodobną). Trzecia - lampę przewróciła grupa rozemocjonowanych, uprawiających w stodole hazard mężczyzn.
W ogniu błyskawicznie stanęły i stodoła, i przylegająca do niej szopa. Trwała susza, mocno wiało, pożar rozprzestrzeniał się zatem błyskawicznie, a w Chicago dwie trzecie budynków w całości wykonanych było z drewna, w większości pokrytych papą smołową lub gontem. Do nierównej walki z szalejącym żywiołem, jak się potem okazało trzydniowej, stanęło 185 strażaków, mających do dyspozycji zaledwie 17 konnych wozów z parowymi sikawkami. Zginęło około 300 osób, ponad 100 tysięcy straciło dach nad głową. Tragedia.
Kiedy 8 października 1997 roku - dokładnie 126 lat po wybuchu dramatu - powstał w mieście zespół piłki nożnej, nazwano go Chicago Fire Football Club, w hołdzie dla ofiar, strażaków i wszystkich walczących z żywiołem.
"Byłoby pięknie, gdyby Lewandowski do nas trafił"
"Podpisaliśmy kontrakt z Robertem Lewandowskim, ikoną światowej piłki nożnej i najlepszym strzelcem w historii reprezentacji Polski" - napisano w komunikacie klubu 29 czerwca. Zbliżający się do 38. urodzin napastnik po czterech sezonach błyszczenia w Barcelonie przechodzi do występującego w Major League Soccer Chicago Fire.
Według włoskiego dziennikarza Fabrizio Romano, który o transferze poinformował pierwszy, zarobki Polaka wynosić mają około 20 milionów dolarów za sezon. Na liście płac będzie zatem w amerykańskiej lidze drugi, za Argentyńczykiem Lionelem Messim z Interu Miami (około 25 milionów).
Pytanie najprostsze - dlaczego Fire zatrudnili za tak duże pieniądze zbliżającego się do 38. urodzin Lewandowskiego?