Szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski wziął udział w debacie w drugim dniu 62. Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa. Tematem przewodnim dyskusji są zmiany w porządku światowym i kryzys w stosunkach transatlantyckich, a także konflikt z Iranem i wojna w Ukrainie.
- Stany Zjednoczone równocześnie były odważne oraz skuteczne w zapewnianiu wywiadu strategicznego po to, żeby pozbawić Rosjan casus belli [powodu do ataku - red.] w dniach przed wojną oraz na samym początku wojny - podkreślił na samym początku swojej wypowiedzi Sikorski.
Następnie powiedział, że chciałby, aby jego kolejne słowa usłyszeli "amerykańscy goście" konferencji. - Za tę wojnę teraz my płacimy. Amerykański wkład w tę wojnę w zeszłym roku był bliski zera - oświadczył.
- My kupujemy amerykańską broń po to, żeby broń ta mogła być dostarczona do Ukrainy. Nie ma pakietu w Kongresie amerykańskim i nie ma nawet perspektywy pakietu. Jeżeli my płacimy, jeżeli to wpływa na nasze bezpieczeństwo, nie po prostu tylko Ukrainy, to my zasługujemy na miejsce przy stole, ponieważ rezultat tej wojny wpłynie na nas - apelował Sikorski. Jego słowa spotkały się z oklaskami zebranych na sali.
Sikorski: chodzi o miejsce Europy w przyszłym porządku globalnym
Sikorski skomentował też rosyjskie ataki na Ukrainę, przypominając, że "cała inwazja była uzasadniana ideologią pseudoradziecką czy z czasów carów, że Ukraińcy to tacy jakby Rosjanie i jeśli się z nami zjednoczą, w końcu zobaczą światło". - Wynika z tego, że [Władimir] Putin teraz bombarduje swoich braci. Pokazuje to, że tak naprawdę to wojna kolonialna - ocenił.
- Putin mówi, że chce pokoju. Każdy dyktator mówi, że chce pokoju... o ile druga strona się podda - dodał szef MSZ. - Pytanie w tej wojnie brzmi: kto pierwszy pęknie? Ukraińcy pokazują, że nie pękają na linii frontu. Rosyjskie zdobycze są niewielkie. Historia uczy, że bombardowanie cywili nie działa - dodał.
Jak zaznaczył, "Europa powinna być przy stole negocjacyjnym, bo stawka jest niesamowicie wysoka". - Tu nie chodzi tylko o przyszłość Ukrainy i bezpieczeństwo wschodniej flanki NATO. Chodzi o miejsce Europy w przyszłym porządku globalnym. Innymi słowy, kto będzie trzecią nogą globalnej dystrybucji siły: USA, Chiny oraz Rosja czy Unia Europejska - wyjaśniał Sikorski, dodając, że nie musi mówić, za którą z tych opcji się opowiada.
Sikorski: czasy jechania na gapę po prostu się kończą
Po zakończonej debacie Sikorski mówił w rozmowie z dziennikarzami o pierwszych wnioskach z Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa. - Stany Zjednoczone zorientowały się, że jednak nawet jak się jest największym, przywództwo wymaga, żeby byli jacyś "followersi" - ocenił.
- Zaczęliśmy dojrzałą rozmowę transatlantycką o przyszłym kształcie NATO, o przyszłym rozkładzie praw i obowiązków, o tym, kto co powinien wnieść - kontynuował i przyznał, że przyszły kształt Sojuszu będzie "inny".
- Stany Zjednoczone mówią nam otwartym tekstem i może nam się to nie podobać, ale nie możemy udawać, że tego nie słyszymy. Przygotowują się do wyzwań na dwóch teatrach i w związku z tym część tego, co mogłoby trafić do Europy, musi być w rezerwie na inne okoliczności - opisał Sikorski.
Zdaniem szefa MSZ Stany Zjednoczone są jednak "gotowe wspierać tym, czego Europa nie ma", wskazując na parasol nuklearny, globalny zwiad czy tankowanie w powietrzu.
- Czasy jechania na gapę po prostu się kończą. I to oczywiście nie jest zarzut do Polski, ale niektórzy zachodni Europejczycy nie słuchali naszych ostrzeżeń o Putinie i dopiero teraz zaczynają wydawać poważne pieniądze - spuentował wicepremier.
Sikorski w rozmowie z dziennikarzami po raz kolejny odniósł się do obecności Europy przy stole negocjacyjnym.- Rosja nie dopuści Europy do decyzji na nasze piękne oczy. Rosja to zrobi, gdy zrozumie, że bez Europy, bez dogadania się z Europą, ta wojna się nie skończy - oświadczył.
- Musimy dać Ukrainie takie środki i takie obietnice, żeby ona mogła samodzielnie zdecydować, kiedy jest gotowa na kompromisy. A jeśli nie, to kontynuować, niezależnie od tego, co zrobią Stany Zjednoczone. I dopiero wtedy, jak będziemy wystarczająco przekonujący, uzyskamy wpływ na decyzję - przekonywał szef polskiej dyplomacji.
"Amerykanie na to pozwolili"
O Amerykanach i Rosji mówił też minister obrony Niemiec, Boris Pistorius. W trakcie debaty odpowiadał na pytanie, dlaczego Europy "nie ma" przy stole negocjacyjnym w rozmowach o zakończeniu wojny. - To Władimir Putin odmawia prowadzenia rozmów z Europą, a Amerykanie na to pozwolili. To nasz problem, przynajmniej z mojej perspektywy - oświadczył.
- Nie możemy po prostu wepchnąć się na rozmowy. To, co powinniśmy zrobić, to podkreślać każdego dnia, że jesteśmy gotowi dalej wspierać Ukrainę. Musimy przyspieszać i zwiększać produkcję, w USA i Europie, by dostarczać więcej tego, czego Ukraina potrzebuje. W przeciwnym razie, obawiam się, morale odważnego narodu ukraińskiego może się załamać - ostrzegał niemiecki minister.
Zdaniem amerykańskiej senatorki z Partii Demokratycznej Elissy Slotkin Stany Zjednoczone "przechodzą obecnie trudny czas", co wpływa na politykę zagraniczną tego kraju. - W USA trwa walka o demokrację. Nie pierwsza w naszej historii, ale najpoważniejsza za mojego życia - powiedziała.
Slotkin podkreśliła, że "jeśli chcemy, by Europejczycy byli częścią ostatecznych ustaleń [w sprawie Ukrainy - red.], to oczywiście powinni znaleźć się przy stole negocjacyjnym".
W ocenie prezydenta Litwy Gitanasa Nausedy "Rosja nadal nie jest gotowa na rozmowy pokojowe". - Wszystko wskazuje na to, że (Rosjanie - red.) jedynie udają, próbując jednocześnie złamać opór Ukraińców, co im się oczywiście nie udaje - powiedział litewski przywódca.
Kaczka: jeśli chcemy napić się gorącej herbaty, wstajemy o 3 nad ranem
Uczestnikiem debaty był także wicepremier Ukrainy Taras Kaczka. Mówił o rosyjskich atakach na infrastrukturę krytyczną, które doprowadziły do regularnych przerw w dostępie do prądu, wody i ogrzewania w Ukrainie.
- Można sobie wybrać dwa z trzech, czyli prąd, wodę lub ogrzewanie. Ale problem polega na tym, że u nas bardzo często nie ma ani prądu, ani ogrzewania, ani wody w tę bardzo złą zimę. Rosjanie starają się używać zimy jako broni - mówił.
Jak relacjonował, "życie w Ukrainie, zwłaszcza w Kijowie, jest takie, że nie mamy wyboru". - Jeżeli chcemy napić się gorącej herbaty, to trzeba wstać o 3 nad ranem, ponieważ wtedy jest prąd i wtedy można zagotować wodę - powiedział.
- Jeżeli dokądś chcemy pojechać albo jeżeli chcemy się wykąpać, to też musimy wstać o 2 czy o 3 w nocy - kontynuował wicepremier Ukrainy.
Powiedział również, że pięć kilometrów od jego mieszkania "jest dzielnica Kijowa, gdzie wielu ludzi nie ma dostępu do absolutnie niczego". - Systemy wytwarzania energii zostały zniszczone do takiego stopnia, że nie ma możliwości ich odbudowy - zaznaczył.
Wyjaśnił, że władze pomagają mieszkańcom przy użyciu agregatów prądotwórczych. Dodał, że europejskie rządy też zapewniają wsparcie. - To bardzo pomaga. Tak wygląda po prostu obraz katastrofy humanitarnej - mówił.
Polska również zaangażowała się w pomoc dla Ukrainy w dostarczaniu agregatów, o czym więcej przeczytasz w tekstach poniżej:
Kaczka przekonywał, że mimo trudnej sytuacji "morale społeczeństwa są wciąż bardzo wysokie". - Nasze stanowisko pozostaje takie samo. Jesteśmy gotowi do tego, by walczyć, by się bronić - podkreślił. Zaapelował też do obecnych sojuszników o wsparcie sprzętem wojskowym.
Autorka/Autor: Aleksandra Sapeta /lulu
Źródło: TVN24, PAP
Źródło zdjęcia głównego: Reuters