Chiny potępiają Kanadę i Tajwan za wsparcie dla protestujących w Hongkongu

Świat


Pekin potępił w poniedziałek rząd w Tajpej za deklarację o możliwości udzielenia pomocy humanitarnej ubiegającym się o azyl uczestnikom trwających od tygodni prodemokratycznych protestów. Do zaprzestania ingerowania w sprawy Hongkongu wezwała w niedzielę Kanadę także ambasada Chin w tym kraju.

Demokratycznie wybrana prezydent Tajwanu Caj Ing-wen oświadczyła w lipcu w kontekście doniesień prasowych o Hongkończykach, zamierzających ubiegać się o ochronę na wyspie, że "ci przyjaciele z Hongkongu zostaną potraktowani w odpowiedni sposób na gruncie humanitarnym".

Jak dotąd nie pojawiły się oficjalne informacje o przypadkach złożenia wniosków o status uchodźcy na Tajwanie przez uczestników hongkońskich protestów.

Rzecznik chińskiego biura ds. Tajwanu Ma Xiaoguang wezwał władze wyspy, którą komunistyczna ChRL uważa za własne terytorium, aby "przestały podważać praworządność w Hongkongu, ingerować w jego sprawy oraz by nie popierały przestępców w żaden sposób" - napisano w komunikacie na stronie internetowej biura.

Jego zdaniem władze Tajwanu chcą "nie tylko ukrywać przestępstwa nielicznych brutalnych radykałów z Hongkongu, ale też przyczyniają się do nasilenia ich niszczycielskich dla Hongkongu zachowań". Tajpej "otwarcie oferuje im azyl i zmienia Tajwan w 'raj unikania winy'" - ocenił Ma.

"Żaden rząd mający poczucie odpowiedzialności nie pozostałby bezczynny"

W niedziele także ambasada Chin w Kanadzie wezwała rząd w Ottawie do poszanowania prawa międzynarodowego (...) i natychmiastowego zaprzestania ingerowania w sprawy Hongkongu i wewnętrzne sprawy Chin".

Według ambasady ChRL w Kanadzie demonstracje, które trwają w Hongkongu od tygodni, "przerodziły się w ekstremalną przemoc" i "żaden rząd mający poczucie odpowiedzialności nie pozostałby bezczynny".

Minister spraw zagranicznych Kanady Chrystia Freeland i szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini wspólnie wyraziły zaniepokojenie sytuacją w Hongkongu w sobotę, w przeddzień największego w ostatnich miesiącach wiecu w tej byłej brytyjskiej kolonii.

"Podstawowe wolności, w tym wolność pokojowego gromadzenia się i wysoki stopień autonomii Hongkongu (...), zagwarantowane są w ustawie zasadniczej i w umowach międzynarodowych i muszą być nadal przestrzegane" - napisano w oświadczeniu.

Kryzys w Hongkongu

W niedzielę w Parku Wiktorii w dzielnicy Causeway Bay w Hongkongu odbyła się kolejna wielka manifestacja, w której według organizatorów wzięło udział co najmniej 1,7 mln osób. Demonstracja przebiegła stosunkowo spokojnie i tym razem nie doszło do starć z policją.

Był to już 11. z rzędu weekend protestów przeciwko władzom Hongkongu i zgłoszonemu przez nie projektowi nowelizacji prawa ekstradycyjnego, która umożliwiłaby m.in. transfer podejrzanych do Chin kontynentalnych. Protestujący żądają również niezależnego śledztwa w sprawie możliwego nadużycia siły przez policję, uwolnienia wszystkich osób zatrzymanych w związku z demonstracjami, wycofania wobec nich określenia "zamieszki" oraz powszechnych, demokratycznych wyborów władz regionu.

W ostatnich tygodniach regularnie dochodziło do starć pomiędzy protestującymi a policją. Hongkońskie władze zarzucały demonstrantom brutalność, a rząd centralny ChRL dopatrywał się w ich działaniach "oznak terroryzmu". Chiny zgromadziły oddziały Zbrojnej Policji Ludowej w mieście Shenzhen po drugiej stronie granicy administracyjnej, co większość komentatorów uznaje za pokaz siły i próbę zastraszenia demonstrantów.

HongkongPAP/Maciej Zieliński

Autor: ft/adso / Źródło: PAP

Tagi:
Raporty: