W czwartek odbyła się inauguracja zainicjowanej przez Donalda Trumpa Rady Pokoju w Waszyngtonie. - Rada Pokoju to jedna z najważniejszych rzeczy, w którą jestem zaangażowany, niosąca największe konsekwencje - ocenił prezydent USA w przemówieniu otwierającym posiedzenie.
- Nigdy nie było niczego nawet zbliżonego do tej Rady Pokoju, ponieważ składa się ona ze wspaniałych przywódców świata. Prawie wszyscy przyjęli zaproszenie. Ci, którzy jeszcze nie, to przyjmą. Niektórzy trochę się z tym bawią - mówił.
Trump przekonywał, że według niego Rada Pokoju jest "najbardziej prestiżowym organem". - Chcę bardzo podziękować tym przywódcom oraz dygnitarzom, którzy przejechali wielkie odległości, by uczestniczyć w tym bardzo ważnym posiedzeniu - powiedział.
Amerykański prezydent nawiązał następnie do członków Rady, którzy - jak mówił - szczodrze podeszli do kwestii finansowych związanych z organem. - Stany Zjednoczone również bardzo hojnie podchodzą do tej sprawy, ponieważ nie ma nic ważniejszego niż pokój i nie ma też nic mniej drogiego niż pokój ze względu na to, że wojna kosztuje sto razy więcej niż pokój - powiedział.
Trump: mamy trochę pracy do wykonania z Iranem
W trakcie przemówienia Trump odniósł się do napiętej sytuacji wokół Iranu. - Być może dojdzie do zawarcia porozumienia, przekonamy się o tym w najbliższych 10 dniach, ale dzisiejsze spotkanie jest dowodem na to, że przy zdecydowanym przywództwie nic nie jest niemożliwe - powiedział Trump.
- Mamy trochę pracy do wykonania z Iranem. Nie mogą mieć broni jądrowej. To proste, inaczej nie będzie pokoju na Bliskim Wschodzie. Powiedziano im, że nie mogą mieć broni jądrowej, powiedziano im to bardzo stanowczo - dodał.
Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt przekazała w środę, że mimo pewnego postępu stanowiska USA i Iranu są wciąż bardzo rozbieżne i zaznaczyła, że prezydent Donald Trump ma do podjęcia decyzję w sprawie ewentualnego uderzenia na Iran. W związku z możliwym atakiem Pentagon przenosi tymczasowo do Europy i USA część personelu z Bliskiego Wschodu. Trump już wcześniej ostrzegał, że jeśli negocjacje z Teheranem nie przyniosą rezultatów, to stanie się coś "bardzo złego".
Trump o Strefie Gazy
Amerykański prezydent ogłosił, że USA przeznaczą na rzecz Rady Pokoju 10 miliardów dolarów. Odniósł się też do sytuacji w Strefie Gazy. Jak przekazał, wojska i siły policyjne wyślą tam: Indonezja, Maroko, Albania, Kosowo i Kazachstan.
Wysiłki te - jak dodał - mają wesprzeć też Egipt i Jordania poprzez "bardzo, bardzo znaczącą pomoc, wojska, szkolenie i wsparcie dla bardzo godnej zaufania palestyńskiej policji".
Ponadto dziewięć krajów, czyli Kazachstan, Azerbejdżan, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Maroko, Bahrajn, Katar, Arabia Saudyjska, Uzbekistan i Kuwejt, zobowiązało się do przeznaczenia łącznie 7 miliardów dolarów na pomoc humanitarną. Trump zapowiedział przy tym, że fundusze na pomoc Strefie Gazy zbierze też federacja piłkarska FIFA, a kolejne spotkanie Rady Pokoju zorganizuje Norwegia. Wspominając o tym, Trump przyznał, że miał nadzieję, że zapowiedź Oslo o spotkaniu dotyczy Nagrody Nobla dla niego, dodając, że został oszukany przez Komitet Noblowski.
Rada Pokoju a ONZ
Amerykański prezydent wypowiedział się też o samej Radzie Pokoju, przedstawiając ją jako ciało wspierające i wręcz nadzorujące ONZ. - Pewnego dnia mnie tu nie będzie. Myślę, że Organizacja Narodów Zjednoczonych będzie znacznie silniejsza. Rada Pokoju będzie niemal nadzorować Organizację Narodów Zjednoczonych i dbać o jej prawidłowe funkcjonowanie. Ale my wzmocnimy Organizację Narodów Zjednoczonych - mówił.
- Zadbamy o to, aby jej infrastruktura była dobra. Potrzebują pomocy, i to finansowej. Pomożemy im finansowo i zadbamy o to, aby Organizacja Narodów Zjednoczonych była w stanie działać - przekonywał.
Trump o przywódcach. "Popieram ich, kiedy ich lubię"
W trakcie swojej mowy otwierającej posiedzenie Rady Pokoju Trump przedstawił 16 przywódców państw, którzy przyjechali na spotkanie w Waszyngtonie. Chwaląc wielu z nich, wspomniał, że niektórym - w tym prezydentowi Argentyny Javierowi Mileiowi i premierowi Węgier Viktorowi Orbanowi - udzielił poparcia w wyborach, choć - jak przyznał - nie powinien tego robić.
- Ale popieram ich, kiedy ich lubię - powiedział. Przypomniał przy tym, że jego "całkowite i kompletne" poparcie Orbana nie spodobało się "wielu w Europie".
Zaplanowane na 75 minut posiedzenie zgromadziło przedstawicieli 49 państw, w tym większość w charakterze obserwatora. Kilkanaście krajów było reprezentowanych na szczeblu głowy państwa lub szefa rządu. To między innymi: Argentyna, Bahrajn, Katar, Kazachstan, Uzbekistan, Indonezja, Albania, Egipt, Węgry, Rumunia, Armenia i Kambodża.
Polskę reprezentował szef Biura Polityki Międzynarodowej kancelarii prezydenta Marcin Przydacz.
Autorka/Autor: Kamila Grenczyn /akw, akr
Źródło: Reuters, PAP, TVN24
Źródło zdjęcia głównego: Reuters