11 września 2001 roku w Nowym Jorku zginęło prawie trzy tysiące osób. Ostatecznie ofiar ataków było więcej. - Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że inni ratownicy też zaczęli chorować, aż w końcu jeden z naszych przyjaciół dostał raku przełyku, a koleżanka raka piersi - relacjonowała Valerie Cicora, wdowa po nowojorskim policjancie Jeffie Cicorze. - To się zaczęło jakieś 15 lat po atakach. Jeden po drugim słyszeli te diagnozy - dodała.
Przez wiele miesięcy po zamachu w centrum Nowego Jorku pracowały tysiące strażaków, policjantów, ratowników medycznych - odgruzowywali miasto, gasili pożary, wydobywali szczątki ofiar.
- Najgorzej było, gdy zaczęli przekopywać się przez gruzowisko. Wznosiły się chmury gęstego pyłu. Filtry w maskach zatykały się w ciągu 20 minut - opisywał szef The World Trade Ceter Health Program, dr Michael Crane. - Strażacy je wymieniali, ale ile razy w ciągu dnia możesz zmieniać filtr. Skończyło się na tym, że wielu pracowało bez masek - przyznał.
Dzień i noc, tydzień po tygodniu wdychali toksyczne pyły i opary - drobinki betonu, szkła i metali, z których zbudowane były wieże: ołów, rtęć, azbest, kadm.
Były strażak Conrad Matos pierwszą diagnozę usłyszał w 2021 roku. - W głowie znaleźli mi guza wielkości piłki do golfa. Prawie mnie to zabiło. Przeszedłem dwie operacje i chemię - wspomniał.
Odtajnione dokumenty po zamachach z 9 września
Wtedy ani ratownicy, ani zwykli Nowojorczycy nie wiedzieli, jak skrajnie niebezpieczne warunki panują w Strefie Zero, czyli w miejscu zawalenia się wież. Wiedziały o tym władze Nowego Jorku, ale próbowały uspokajać nastroje i przywracać w mieście normalność.
Ćwierć wieku później obecny burmistrz odtajnił 170 tysięcy stron dokumentów, przechowywanych w magistracie i dotyczących sytuacji tuż po zamachach. - Te dokumenty pokazują, że władze miasta wiedziały, że powietrze jest toksyczne i podejmowały działania, żeby ograniczyć swoją odpowiedzialność - powiedział Zohran Mamdani. - Są tu akta z miejskiego departamentu środowiska. Są raporty, że azbest był znajdywany dosłownie wszędzie - dodał burmistrz Nowego Jorku.
Departamenty odpowiedzialne w mieście za środowisko i za zarządzanie kryzysowe otrzymywały często sprzeczne ekspertyzy dotyczące bezpieczeństwa powietrza i wody. Niecały miesiąc po atakach jeden z urzędników alarmował, aby nie zezwalać na otwarcie biur i mieszkań.
"Właściciele budynków i przedsiębiorcy ze strefy czerwonej naciskają na biuro burmistrza, aby otworzyć większą część miasta. Zdaniem Biura Zarządzania Kryzysowego niektóre ulice na północ i południe od Strefy Zero nadają się do zamieszkania. Departament Środowiska uważa jednak, że jakość powietrza nadal na to nie pozwala. Otrzymałem informację, że w przyszłym tygodniu biuro burmistrza zezwoli na otwarcie tych terenów" - informował.
Wszędzie wykrywano obecność azbestu i choć zgodnie z prawem mogli usuwać go tylko licencjonowani specjaliści, miasto zalecało samodzielne sprzątanie budynków mokrymi ścierkami i mopami. Z odtajnionego pisma krążącego wśród miejskich urzędników wynika, że bardziej martwiono się o możliwe pozwy niż o bezpieczeństwo Nowojorczyków.
"Jeśli obawy kongresmena Nadlera są uzasadnione, to nie informujemy mieszkańców o realnym zagrożeniu dla zdrowia, a miasto może mieć z tego powodu problemy wizerunkowe i prawne. Chociaż przestańmy mówić ludziom, żeby sami sprzątali mokrymi ścierkami" - sugerowano.
Dziesiątki tysięcy osób zapłaciły wysoką cenę za heroizm
Władze federalne też długo nie chciały dostrzec, że bohaterowie ze Strefy Zero płacą za swoje zaangażowanie potwornie wysoką cenę. Dopiero 10 lat po zamachach uruchomiono dla nich specjalny program opieki zdrowotnej - obecnie korzystają z niego 154 tysiące osób.
Według oficjalnych szacunków z powodu długiej ekspozycji na toksyny co najmniej osiem tysięcy osób zmarło. U 57 tysięcy oficjalnie potwierdzono choroby - najczęściej wykrywane są nowotwory skóry, prostaty, piersi i chłoniaki.
- Wtedy 11 września wszyscy tam pobiegliśmy z pomocą, chociaż brakowało nam sprzętu. Nie mieliśmy masek, respiratorów, aparatów tlenowych. Spędziłem tam pół roku. Wracałem, bo wciąż masz nadzieję, ale nikogo żywego nie znaleźliśmy - opisywał Conrad Matos. - Nie wiem, czy dzisiaj postąpiłbym tak samo - podkreślił.
Nie sposób stwierdzić, ilu pacjentów nigdy nie zgłosiło się po federalną pomoc i ilu zmarło, bo jej nie otrzymało.