O godzinie 8 rano rozpoczęło się głosowanie do parlamentu Saksonii-Anhaltu, jednego z 16 krajów związkowych w Niemczech. Choć to wybory na poziomie lokalnym, to od wielu miesięcy przykuwają one uwagę polityków i dziennikarzy. Realne szanse na wygraną ma bowiem prawicowa Alternatywa dla Niemiec. Partia ta może po raz pierwszy w historii objąć władzę na kraju związkowego.
Patrząc na sondaże, jej zwycięstwo jest w zasadzie przesądzone. Według najnowszego badania ośrodka Forschungsgruppe Wahlen, partia może liczyć na poparcie 41 procent wyborców. Drugie miejsce zajmuje rządząca Saksonią-Anhaltem chadecka CDU, jednak strata jest ogromna - rządząca regionem nieprzerwanie od 2002 r. partia popierana jest przez 23 procent wyborców. Miejsce w parlamencie w Magdeburgu znaleźć się ma także dla Lewicy (11 proc.), socjaldemokratycznej SPD (8,5 proc.) oraz Zielonych (6 proc.).
Zdecydowane zwycięstwo nie gwarantuje jednak, że AfD obejmie w regionie władzę, ponieważ pozostałe ugrupowania stanowczo odrzucają z nią współpracę. Gdyby zatem wybory zakończyły się rezultatem jak w powyższym sondażu, AfD zabrakłoby mandatów do stworzenia samodzielnego rządu. Kluczowe poza samym wynikiem AfD będzie również to, ile partii przekroczy przekroczy pięcioprocentowy próg wyborczy.
Głosowanie potrwa do godziny 18. Uprawnionych do udziału w wyborach jest 1,6 mln osób.
Ekspert: wszystko zależy od tego, ile partii przekroczy próg
- Fakt utworzenia rządu rozegra się zupełnie gdzie indziej. Mamy partie, które balansują na granicy progu wyborczego - komentował na antenie TVN24 dr Piotr Andrzejewski z Instytutu Zachodniego, a także z Instytutu Studiów Politycznych PAN. Jak wskazał, poza SPD i Zielonymi, szanse na wejście do rządu ma również lewicowa BSW, a także liberalna FDP. - Obecnie żaden analityk nie będzie tworzył scenariusza, która z tych partii wejdzie, bo granica błędu jest marginalna - ocenił Andrzejewski.
Jaki wpływ na władzę miałaby AfD, gdyby objęła rządu w Saksonii-Anhalcie? - Kraje związkowe mają bardzo konkretne prerogatywy. Alternatywa dla Niemiec nie może zrobić wszystkiego, bo zderzy się ze ścianą rządzenia - wskazał Andrzejewski.
Jest jednak szereg zmian, które mogłaby wprowadzić. Przede wszystkim, mówił ekspert, "bardzo szybko" może dokonać zmian w szkolnictwie, mediach, a także "przebudować system bezpieczeństwa wewnętrznego, policji czy służb specjalnych".
"Poziom niezadowolenia jest ogromny"
Skąd wynika tak wysokie poparcie skrajnej prawicy w tym landzie? - 75 procent wyborców AFD głosuje na tę partię z jednego powodu: to jest migracja - ocenił Andrzejewski. Jak mówił, "de facto ci wyborcy głosują przez kwestie migracyjne i poczucie braku stabilności i braku bezpieczeństwa na ulicach własnych miast".
- AfD uważa, że jest problem z tym, jak Niemcy wyglądają. Obwiniają za to instytucje państwowe, ale w zdecydowanie większym stopniu obecne elity polityczne, zwłaszcza uderzają w CDU - komentował Andrzejewski
Zwrócił też uwagę, że "jeżeli zsumujemy partie antysystemowe skrajnej prawicy i skrajnej lewicy, czyli AfD i BSW, to jest 50 procent. - Co drugi wyborca w Saksonii-Anhalcie głosuje na partię protestu, więc poziom niezadowolenia jest ogromny - powiedział Andrzejewski.
Niedługo wybory w kolejnych landach
W niemieckich mediach głosowanie w Saksonii-Anhalcie jest uznawane również za wielki test tzw. zapory ogniowej, czyli polityki izolowania AfD przez partie głównego nurtu. Na poziomie federalnym zasada ta stosowana jest szeroko. Na poziomie lokalnym, zwłaszcza na wschodzie kraju, nie jest jednak przestrzegana restrykcyjnie.
Dwa tygodnie po Saksonii-Anhalcie wybory odbędą się w Berlinie oraz Meklemburgii-Pomorzu Przednim. Pojawiają się też spekulacje, że od rezultatu wyborów w tych trzech landach zależy przyszłość kanclerza Friedricha Merza na stanowisku szefa rządu.
AfD prowadzi również w sondażach w skali całego kraju ze stabilną, kilkupunktową przewagą nad współrządzącym blokiem chadeckich partii CDU-CSU. Kolejne wybory do Bundestagu planowane są na 2029 rok.