Gisele Pelicot o najtrudniejszej rzeczy, jaką kiedykolwiek musiała zrobić

Gisele Pelicot GettyImages-2190416608
Gisèle Pelicot opuszcza sąd w Awinionie we Francji, 25 listopada 2024 roku
Gisele Pelicot stała się symbolem walki o prawa kobiet, gdy głośno mówiła o krzywdzie, jaką wyrządził jej mąż oraz kilkudziesięciu innych mężczyzn. W nowym wywiadzie Francuzka opowiedziała o tym, co było dla niej najtrudniejsze, gdy dowiedziała się, że padła ofiarą gwałtów.

Gisele Pelicot i jej były mąż Dominique, który odsiaduje wyrok 20 lat więzienia, mają troje dorosłych dzieci. - Doskonale zdawałam sobie sprawę, że dla moich dzieci będzie to niezwykle trudne - powiedziała Pelicot w wywiadzie, który kanał BBC Two wyemitował w niedzielę. Jak zaznaczyła, wykonanie trzech telefonów do dzieci i poinformowanie o tym, jaką krzywdę wyrządził jej ich ojciec, było "najtrudniejszą rzeczą, jaką kiedykolwiek musiała zrobić".

Wywiad z Gisele Pelicot. Dzieci niszczyły rzeczy na jej oczach

- Usłyszałam krzyk mojej córki [Caroline - red.]. To był niemalże nieludzki krzyk - powiedziała Francuzka. Zapamiętała również szok starszego syna Davida oraz to, że młodszy syn, Florian, od razu zapytał, jak się czuje. - Zdali sobie sprawę, że jestem sama i że mogę zrobić coś głupiego. Dla nich to również było niczym wybuch - powiedziała Pelicot.

Dzień później cała trójka odwiedziła matkę i zniszczyła lub wyrzuciła rzeczy należące do rodziny - od mebli po albumy ze zdjęciami - próbując pozbyć się pamiątek związanych z ojcem. - Powiedziałam sobie, że moje życie legło w gruzach, że poza dziećmi nie mam nic - wyznała Pelicot w nowym wywiadzie. Jak dodała, sama przyglądała się niszczeniu rzeczy.

W innej części nowego wywiadu Pelicot powiedziała, że "coś w niej eksplodowało", gdy uświadomiła sobie skalę krzywdy wyrządzonej jej przez męża. - To było jak tsunami - zaznaczyła.

Pelicot ocierała łzy, gdy podczas wywiadu prowadząca go dziennikarka pokazała jej nagrania z Francuzkami dziękującymi za to, że nie zdecydowała się na proces za zamkniętymi drzwiami. "Dziękujemy za odwagę" - mówi bohaterka jednego z nagrań. "Jesteśmy tu, aby cię wspierać! Życie jest piękne, madame!" - wyznaje inna.

- Bardzo mnie to wzrusza, bo to są twarze osób, które spotkałam w trakcie procesu. Widziałam, jak podnoszą plakaty, widziałam ich kolaże, transparenty - powiedziała Pelicot. - Były naprawdę wyjątkowe - podkreśliła.

Transparent z podziękowaniami dla Gisele Pelicot. Sąd w Awinionie, 19 grudnia 2024 r.
Transparent z podziękowaniami dla Gisele Pelicot. Sąd w Awinionie, 19 grudnia 2024 r.
Źródło: PAP/EPA/GUILLAUME HORCAJUELO

Proces, o którym usłyszał świat

W grudniu 2024 roku sąd we francuskim Awinionie uznał winnymi wszystkich 51 mężczyzn oskarżonych w sprawie odurzania i gwałtów na Gisele Pelicot. Były mąż Francuzki, Dominique Pelicot przed sądem przyznał się, że przez blisko dekadę podawał swojej ówczesnej żonie środki odurzające, by następnie gwałcić ją, a także oferować gwałty na niej innym mężczyznom.

Gisele Pelicot w zgodzie z francuskimi przepisami mogła uniknąć otwartego procesu i pozostawić swoją historię za zamkniętymi drzwiami. Zdecydowała jednak, że ​​ważne jest, aby cała Francja usłyszała o tym, co ją spotkało. Pomimo rozwodu i zmiany nazwiska podczas procesu używała nazwiska Pelicot, żeby - jak tłumaczyła - opinia publiczna zachowała je w pamięci. Podkreślała również, że to nie ona musi się wstydzić, ale oskarżeni mężczyźni. Dzięki swojej odwadze Pelicot "stała się ikoną feminizmu" - pisał portal France24.

W 2025 roku ta ikona walki o prawa zgwałconych kobiet została odznaczona Legią Honorową - najwyższym francuskim odznaczeniem.

Opracował Maciej Wacławik/am

Czytaj także: