To nie depresja ani "szaleństwo". Psychiatra: bywa śmiertelna, ale nie jest wyrokiem

shutterstock_2674865391
Rośnie liczba chorujących na zaburzenia psychiczne. Wzrost o blisko 40 procent
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Shutterstock
Choroba afektywna dwubiegunowa bywa mylona z depresją, romantyzowana albo bagatelizowana jako zwykła zmienność nastrojów. - To poważne zaburzenie biologiczne, które nieleczone potrafi zniszczyć relacje, karierę i całe życie - mówi prof. Janusz Rybakowski. Jak podkreśla, przy właściwym leczeniu pacjenci mogą funkcjonować stabilnie przez wiele lat.

Czterdzieści pięć lat temu medycyna odeszła od terminu "psychoza maniakalno-depresyjna", zastępując go nazwą "choroba afektywna dwubiegunowa". Zmiana miała zdjąć z pacjentów piętno szaleństwa i jasno wskazać biologiczny charakter zaburzenia. Mimo to, jak podkreśla prof. Janusz Rybakowski, światowy autorytet w leczeniu choroby dwubiegunowej, do dziś wielu pacjentów latami pozostaje bez właściwej diagnozy. Skutkiem są niepotrzebne cierpienie, utrata relacji, problemy zawodowe i opóźnione leczenie choroby, która ma charakter przewlekły i nawrotowy.

 Najbardziej niebezpieczna konfiguracja

Choroba afektywna dwubiegunowa nie polega wyłącznie na naprzemiennych "dołkach" i "górkach" nastroju. Prof. Rybakowski wyjaśnia, że jej istotą są nawrotowe epizody depresji oraz manii lub hipomanii, a także tak zwane stany mieszane, które należą do najtrudniejszych klinicznie.

W stanie mieszanym pacjent może jednocześnie doświadczać depresyjnego nastroju, poczucia bezsensu i myśli samobójczych, a przy tym silnego pobudzenia, gonitwy myśli i ogromnego niepokoju. Jak podkreśla psychiatra, to połączenie rozpaczy z energią do działania czyni te epizody wyjątkowo groźnymi. Wbrew potocznym wyobrażeniom, stany mieszane nie są rzadkością i wymagają szczególnej czujności diagnostycznej oraz terapeutycznej.

Specjalista zaznacza, że w cięższych postaciach manii mogą pojawiać się urojenia wielkościowe. Pacjent bywa przekonany o swojej wyjątkowości, szczególnej misji czy ponadprzeciętnych zdolnościach. W hipomanii objawy są łagodniejsze i często postrzegane przez samych chorych jako "dobry okres", co dodatkowo utrudnia rozpoznanie.

Dlaczego depresja myli lekarzy?

Jak wynika z danych przywoływanych przez prof. Rybakowskiego, klasyczna postać choroby dwubiegunowej z pełnymi epizodami manii dotyczy co najmniej jednego procenta populacji. Jeśli uwzględnić chorobę typu drugiego oraz szerokie spektrum hipomanii, odsetek ten wzrasta do trzech-czterech procent. Oznacza to, że nie jest to rzadka jednostka chorobowa, lecz problem dotyczący milionów ludzi.

Jednym z największych wyzwań pozostaje diagnostyka. Około połowa przypadków zaczyna się od epizodu depresji. Pacjent może mieć kilka epizodów depresyjnych, zanim pojawi się hipomania lub mania. Hipomania bywa interpretowana jako ambicja, zakochanie, wzmożona aktywność czy kreatywność. W efekcie od pierwszej depresji do właściwego rozpoznania choroby dwubiegunowej mija często od siedmiu do dziesięciu lat.

Prof. Rybakowski podkreśla, że sama zmienność nastroju nie wystarcza do postawienia diagnozy. Konieczna jest obecność manii lub hipomanii. Same epizody depresyjne pozwalają rozpoznać depresję nawracającą, ale nie chorobę dwubiegunową. Szczególną czujność powinny wzbudzać m.in. depresje rozpoczynające się przed 25. rokiem życia, depresje poporodowe, depresje z objawami mieszanymi lub psychotycznymi oraz epizody krótkie, ale często nawracające.

Ryzykowne decyzje, rozpad relacji, wysoka śmiertelność

W fazie manii pacjenci, jak opisuje prof. Rybakowski, podejmują pochopne i ryzykowne decyzje finansowe, zawodowe oraz osobiste. Zdarzają się nieprzemyślane inwestycje, nadmierne wydatki, nagłe zmiany partnerów, decyzje o ślubach czy rozwodach. Po epizodzie choroby pacjenci często zostają z konsekwencjami, których w trakcie manii nie byli w stanie przewidzieć ani ocenić.

Jednak to depresja jest fazą najbardziej upośledzającą funkcjonowanie i najściślej związaną z ryzykiem samobójstwa. Szacuje się, że 15-20 procent chorych na chorobę dwubiegunową umiera w wyniku samobójstwa. Psychiatra zaznacza, że pacjenci zwykle zgłaszają się po pomoc w depresji, natomiast w manii lub hipomanii często czują się bardzo dobrze i nie widzą potrzeby leczenia.

Ogromną rolę w rozpoznaniu choroby odgrywają bliscy. To rodzina i partnerzy jako pierwsi zauważają skrócenie snu, nadmiar planów, impulsywność, drażliwość czy wzmożoną aktywność. Ich reakcja bywa kluczowa dla szybkiego wdrożenia leczenia.

"Diagnoza to narzędzie, nie wyrok"

Prof. Rybakowski zwraca uwagę, że choroba dwubiegunowa jest nadreprezentowana wśród artystów i ludzi twórczych. W Polsce mówiło się o niej m.in. w kontekście Wojciecha Młynarskiego czy Marka Grechuty. Na świecie przywoływane są historie Robina Williamsa czy pisarza Jerzego Kosińskiego. Z nowszych przykładów publicznie o chorobie mówiła także Mika Urbaniak.

W ostatnich latach szerokim echem odbiły się również wypowiedzi Seleny Gomez, która otwarcie opowiadała o własnym doświadczeniu choroby dwubiegunowej i depresji. Artystka przyznała, że do diagnozy doprowadził epizod psychozy. W jednym z wywiadów mówiła, że przez długi czas nie rozumiała, co się z nią dzieje, a możliwość nazwania choroby była momentem przełomowym. Podkreślała, że wypowiedzenie diagnozy na głos dało jej poczucie kontroli, choć proces leczenia był trudny i wymagał czasu.

Gomez mówiła także o długich okresach, w których nie była w stanie normalnie funkcjonować, wychodzić z domu ani pracować, oraz o momentach bezsenności i nadmiernego pobudzenia. Jak podkreślała, dopiero odpowiednio dobrane leczenie farmakologiczne i terapia pozwoliły jej odzyskać względną stabilność. W publicznych wypowiedziach zaznaczała, że choroba nie definiuje jej jako osoby, ale wymaga stałej pracy i czujności.

Kluczowa jest farmakoterapia

Jak zaznacza prof. Rybakowski, choroba dwubiegunowa jest przewlekła i nawrotowa, ale można ją skutecznie leczyć. Podstawą leczenia są leki normotymiczne, przede wszystkim lit. Psychiatra podkreśla, że ma pacjentów, którzy od kilkudziesięciu lat przyjmują ten stabilizator nastroju, nie doświadczają nawrotów choroby i funkcjonują bardzo dobrze zawodowo, rodzinnie i społecznie. Zwraca uwagę, że farmakoterapia jest kluczowa w profilaktyce nawrotów, a psychoterapia może ją wspierać, ale nie jest w stanie jej zastąpić. Istotne znaczenie ma także psychoedukacja oraz pomoc pacjentom w systematycznym przyjmowaniu leków.

Największe szkody, podkreśla specjalista, wyrządza nie sama choroba, lecz jej nierozpoznanie oraz przerywanie leczenia w momencie poprawy samopoczucia. Diagnoza nie jest wyrokiem, ale narzędziem, które pozwala pacjentowi odzyskać kontrolę nad życiem.

Jeśli doświadczasz problemów emocjonalnych i chciałbyś/chciałabyś uzyskać poradę lub wsparcie, tutaj znajdziesz listę organizacji oferujących profesjonalną pomoc. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia zadzwoń na numer 997 lub 112.

Opracowała Agata Daniluk/ap

Źródło: PAP, tvn24.pl
Czytaj także: