ONZ: Sytuacja się pogarsza. Wstrząsające zbrodnie wymagają śledztwa


Wstrząsające zbrodnie w Demokratycznej Republice Konga wymagają wszczęcia międzynarodowego dochodzenia - ogłosił we wtorek wysoki komisarz ONZ do spraw praw człowieka Zeid Ra'ad Al-Hussein. Kościół katolicki poinformował o 3383 ofiarach konfliktu od października 2016 roku.

"Od kilku miesięcy sytuacja humanitarna dramatycznie się pogorszyła. Różne strony dokonały zbrodni etnicznych w najprawdopodobniej zaplanowanych atakach przeciwko ludności cywilnej w Kasai (prowincja w środkowej części kraju, przy granicy z Angolą - red.)" - głosi raport biura wysokiego komisarza ONZ.

Przemoc wobec dzieci i kobiet

"Uchodźcy z regionu Kamonya wskazali, że rebelianckie milicje w ostatnich dwóch miesiącach zabiły setki mieszkańców oraz zniszczyły całe wioski" - dodano w dokumencie. Przedstawiciele ONZ informują o przemocy wobec dzieci i kobiet. Niektóre ofiary mają odcięte kończyny, rany po ciosach maczetą i poparzenia. W wyniku konfliktu ponad 1,3 miliona osób zostało zmuszonych do opuszczenia swoich domów.

"Nalegam, by w sprawie łamania praw człowieka w Kasai wszcząć niezależne międzynarodowe śledztwo we współpracy z władzami kongijskimi, biurem wysokiego komisarza ONZ do spraw praw człowieka, agendami ONZ oraz Międzynarodowym Trybunałem Karnym. Międzynarodowe śledztwo może zapobiec eskalacji konfliktu oraz wskazać indywidualną odpowiedzialność za zbrodnie" - oświadczył Al-Hussein.

Opublikowany we wtorek raport Kościoła katolickiego wskazuje, że kongijskie służby bezpieczeństwa oraz milicja są odpowiedzialne za śmierć co najmniej 3383 osób w regionie Kasai od października 2016 roku. Oskarża również rebelianckie milicje o zabicie kilkuset osób, spalenie czterech wiosek oraz ataki na mienie kościelne.

Wojna o diamenty

Armia DRK nie skomentowała zarzutów. Rząd w Kinszasie odrzucał w przeszłości oskarżenia o stosowanie nadmiernej przemocy i sprzeciwiał się międzynarodowemu śledztwu, twierdząc, że naruszałoby one suwerenność kraju.

Walki w Kasai wybuchły w sierpniu ubiegłego roku, gdy rządowe wojsko zabiło wodza Kamwinę Nsapu, przywódcę tamtejszych separatystów, który odgrażał się, że wypędzi z Kasai wszystkich urzędników, sędziów, poborców podatkowych i policjantów przysłanych przez rząd z Kinszasy. Ta bogata w diamenty prowincja od lat próbuje oderwać się od reszty kraju i uzyskać niezależność.

W grudniu w Kinszasie wybuchły zamieszki, w których zginęło około 50 ludzi, a kongijska opozycja zjednoczyła się w sojuszu Zgromadzenie. Przed politycznym kryzysem i wojną domową (ostatnia, z przełomu wieków, pochłonęła życie prawie pięciu milionów ludzi i wzięło w niej udział kilka sąsiednich państw) ocaliła Kongo mediacja miejscowych biskupów, którzy w noc sylwestrową wynegocjowali porozumienie pokojowe między prezydentem DRK Josephem Kabilą a opozycją. Opozycja zgodziła się, by Kabila jeszcze przez rok pozostawał prezydentem, pod warunkiem, że nie wystartuje w jesiennych wyborach.

Rozruchy w Kasai nabrały dodatkowego, politycznego znaczenia, gdy na początku lutego zmarł przywódca kongijskiej opozycji Etienne Tshisekedi, którego ród wywodzi się właśnie z Kasai.

Autor: mm/sk / Źródło: PAP