Świat

Alarm w brygadzie "sił pokojowych". Putin nie cofnie się przed wojną?

Świat

Jacek Czaputowicz o szczycie czwórki normandzkiej w Paryżutvn24
wideo 2/23

Wzrasta prawdopodobieństwo bezpośredniej interwencji wojskowej Rosji na Ukrainie. Aby uratować słabnącą rebelię Władimir Putin może wysłać do Donbasu żołnierzy pod pretekstem "misji pokojowej" i zmusić stronę ukraińską do rozejmu. Analiza Grzegorza Kuczyńskiego, tvn24.pl.

Ukraińska ofensywa zagroziła separatystycznemu "projektowi Noworosja". Będących w nieustannym odwrocie rebeliantów uratować może już tylko zawieszenie broni. Władimir Putin mówi, że zrobi wszystko, aby do niego doprowadzić. To "wszystko" sugeruje także interwencję zbrojną – pod pretekstem "pokojowej misji" mającej ratować ludność przed "humanitarną katastrofą".

Ten scenariusz Rosja przećwiczyła już kiedyś wobec Mołdawii i Gruzji. Tam do dziś "błękitne hełmy" kojarzą się z wojną i utratą części terytorium. I w przypadku Naddniestrza i Abchazji oraz Osetii Południowej Moskwa najpierw wspierała nieoficjalnie separatystów, by potem wprowadzić w strefy konfliktów "mirotworców" - czyli swoich żołnierzy w błękitnych barwach sił pokojowych. Rosja stawiała w ten sposób wszystkich, w tym organizacje międzynarodowe, przed faktem dokonanym. Najpierw na teren konfliktu wchodzili rosyjscy żołnierze w błękitnych hełmach, a dopiero potem rozmawiano na temat legalności ich wejścia. Kończyło się porozumieniem i przyznaniem Rosjanom międzynarodowego mandatu.

"Marsze na nieznane poligony"

Nic dziwnego, że każde doniesienie o pojawieniu się w pobliżu Donbasu rosyjskich żołnierzy i pojazdów bojowych z oznaczeniami "sił pokojowych" wzbudzało wśród Ukraińców alarm. Tak było choćby na początku lipca, gdy duża kolumna "błękitnych hełmów" pojawiła się w obwodzie kurskim. To były pododdziały 15. Samodzielnej Brygady Zmotoryzowanej z Samary - jednostki Centralnego Okręgu Wojskowego przeznaczonej do prowadzenia misji pokojowych. Tamten sprawdzian zakończył się 1 lipca.

Ale w ostatnią środę brygadę znów postawiono w stan gotowości bojowej. "Pododdziały brygady znajdują się w gotowości do wykonania wielokilometrowych marszów na nieznane poligony, gdzie przyjdzie im działać praktycznie po raz pierwszy" - poinformowało ministerstwo obrony. "Mirotworcy" mają ćwiczyć wspólnie z oddziałami 2. i 41. armii oraz oddziałami wojsk powietrzno-desantowych na poligonach obwodów samarskiego, kemerowskiego i czelabińskiego. Oznacza to, że w najbliższych dniach "brygada sił pokojowych" może zostać błyskawicznie przerzucona na Ukrainę – jeśli taki rozkaz padnie.

MOŻLIWY SCENARIUSZ "POKOJOWEJ" INTERWENCJI - czytaj

To samo tyczy innych jednostek i formacji, które w ciągu ostatniej doby rozpoczęły ćwiczenia. W czwartek na górskim poligonie Cabał w Abchazji rozpoczęły się ćwiczenia zwiadu Południowego Okręgu Wojskowego. To specjalny kurs taktyki działań na tyłach przeciwnika bez kontaktu z głównymi siłami. Dzisiaj ruszyły ćwiczenia lotnictwa i obrony przeciwlotniczej Centralnego Okręgu Wojskowego na poligonie Aszułuk (obwód astrachański). Mają trwać do 31 lipca. Operacyjno-taktyczne lotnictwo Centralnego Okręgu Wojskowego - ponad 20 załóg bombowców Su-24M i myśliwców przechwytujących MiG-31BM - już od poniedziałku ćwiczy ataki bombowe i odpalanie rakiet "powietrze-powietrze".

Warto też zwrócić uwagę na jeszcze jedne ćwiczenia – i to wcale nie bojowe. Zaczęły się w czwartek w Jekaterynburgu, a biorą w nich udział lekarze szpitala wojennego Centralnego Okręgu Wojskowego. Głównym elementem ćwiczeń ma być jednorazowe dostarczenie do szpitala bardzo dużej liczby "rannych". Każde poprzednie takie szkolenia, tak jak i masowe wezwania lekarzy do wojskowych komend uzupełnień rosyjscy komentatorzy odbierali jako sygnał ostrzegawczy przed nadciągającą wojną.

Putin "przymusi do pokoju"?

Prawdopodobieństwo rosyjskiej interwencji jest dziś dużo większe niż w kwietniu czy maju. Z jednego zasadniczego powodu: serii porażek separatystów. W tej chwili wszystko wskazuje na to, że "projekt Noworosja" da się uratować już tylko poprzez wstrzymanie walk. Jeśli nie uda się tego osiągnąć środkami dyplomatycznymi (m.in. presją Berlina i innych krajów zachodnich na Kijów), Rosjanie mogą nie zawahać się użyć siły. Brak ostrej reakcji Zachodu na zestrzelenie malezyjskiego boeinga może ich tylko ośmielić.

Tacy rosyjscy eksperci jak Andriej Piontkowski, Andriej Iłłarionow czy Stanisław Biełkowskij są pesymistami, jeśli chodzi o dalsze zachowanie Putina. "Jeśli poczuje, że presja na niego wzrasta, może jeszcze bardziej zwiększyć pomoc dla separatystów, podsyci konfrontację z Zachodem, żeby podnieść stawkę w grze" - pisze na swoim blogu Biełkowskij.

Obecnie trudno sobie wyobrazić, by Kijów zgodził się wstrzymać ogień i dać oddech przeciwnikowi. Zbyt dużą ma przewagę. Jak ją zniwelować, aby przywrócić względną równowagę w rejonie konfliktu i skłonić Ukrainę do rozmów? Na przykład wprowadzając rosyjskie siły. Jeśli nie na lądzie, to choćby w powietrzu.

Stosunek sił ukraińskich na południowym wschodzie kraju do rosyjskich stojących w pobliżu granicy jest dość wyrównany. Na tyle, że zdaniem ukraińskich ekspertów, oddziały Kijowa na lądzie zdołałyby zatrzymać ofensywę rosyjską. Na lądzie, bo w powietrzu Rosja ma gigantyczną przewagę. Najbardziej prawdopodobne jest więc ograniczone użycie rosyjskiego wojska, np. bombardowanie pozycji ukraińskich i opanowanie przestrzeni powietrznej.

Rosyjski dron strącony w pobliżu granicymediarnbo.org

Putin znalazł się w trudnej sytuacji. Jeśli będzie nadal aktywnie wspierał rebeliantów, Zachód może nałożyć jeszcze poważniejsze sankcje. Ale jeśli ograniczy pomoc, może błyskawicznie stracić poparcie w kraju. Przecież przez kilka ostatnich miesięcy to, co dzieje się w Donbasie, w Rosji przedstawiano jako walkę o obronę rodaków przed eksterminacją. Jeśli teraz Putin się wycofa, uznają go za zdrajcę.

Ale żeby zacząć zbrojnie "przymuszać do pokoju" (takie sformułowanie funkcjonuje wręcz w oficjalnej doktrynie rosyjskiej), trzeba mieć jakiś bezpośredni pretekst.

Gra nerwów

Rosyjskie wojsko prowokuje Ukraińców od dawna. Ale w ostatnim czasie przyjmuje to już rozmiary szokujące. Trudno inaczej nazwać regularny ostrzał sił ukraińskich na terytorium Ukrainy przez rosyjską artylerię z terytorium Rosji. Jak nazwać zestrzelenie w środę dwóch ukraińskich Su-25, lecących na pułapie osiągalnym tylko dla broni będącej na wyposażeniu wojska rosyjskiego? A do tego przecież dochodzi stała pomoc w sprzęcie i ludziach (według ostatnich ustaleń strony ukraińskiej rosyjskie "zielone ludziki" stanowią już nawet 1/3 sił rebelianckich). W środę rzecznik Pentagonu informował, że tylko w ostatnich dniach Rosja dostarczyła rebeliantom ponad 100 dodatkowych sztuk sprzętu wojskowego. W tym czołgi, artylerię, wyrzutnie rakietowe.

Robią to często pod osłoną ognia artyleryjskiego. Kijów twierdzi, że wygląda to tak, iż najpierw rebelianci ostrzeliwują z ukraińskiego terytorium obszar rosyjski (na ogół niezaludniony – wyjątkiem była śmierć mieszkańca rosyjskiego Doniecka 12 lipca), a Rosjanie odpowiadają ogniem – tyle, że już w pozycje ukraińskich wojsk. I pod osłoną ognia wprowadzają pomoc dla rebelii. Tak było w niedzielę w rejonie punktu granicznego "Izwarino", gdy z rosyjskiej strony wdarła się na Ukrainę kolumna pojazdów wojskowych. W środę w obwodzie sumskim, na przejściu granicznym "Grajworon" kolumna rosyjskich pojazdów wojskowych z flagami i oznaczeniami wojska rosyjskiego, złożona z 7 transporterów opancerzonych i 2 opancerzonych wozów rozpoznawczych z dużą prędkością wjechała na pas ziemi niczyjej. Gdy po stronie ukraińskiej ogłoszono alarm bojowy, Rosjanie zawrócili na terytorium FR.

Ze strony rosyjskiej prowadzony jest też ostrzał sił ukraińskich walczących z rebelią – co potwierdza wywiad amerykański. Najgorzej pod tym względem jest na południowym odcinku granicy. Ostatnio w czwartek Rosjanie ostrzelali Ukraińców w rejonie punktu granicznego Marinowka. Na społecznościowych portalach pojawiają się wpisy rosyjskich żołnierzy, którzy się tym chwalą. Jeden z nich opublikował zdjęcia haubic z podpisem "Całą noc tłukły Ukrainę". Z jego wpisów wynika, że jednostka najpierw prowadziła ćwiczenia na Kaukazie i stamtąd została przerzucona do obwodu rostowskiego w pobliże granicy z Ukrainą. Inny żołnierz pochwalił się: "Stoimy na granicy Ukrainy, wieś Jekatierinowka". Lokalizacja dodana do zdjęcia wskazuje, że to rejon Matwiejew-Kurgan (obwód rostowski).

Rosyjscy żołnierze chwalą się na portalach społecznościowych ostrzeliwaniem pozycji ukraińskichvk.ru

Póki co Rosjanom nie udało się sprowokować przeciwnika do odwetowego ostrzału. Biorąc pod uwagę chaos w rejonie walk można być jednak pewnym, że nawet powściągliwość Ukraińców wobec prowokacji nie powstrzyma Rosjan, jeśli Putin da rozkaz do ataku. - To nie Gruzini. I nie separatyści. To trzecia siła. Tak mówił mi - wskazując oczami mapę Federacji Rosyjskiej - oficer z misji obserwacyjnej OBWE o autorach ataków terrorystycznych na terytorium Osetii Południowej latem 2008 roku, które doprowadziły w efekcie do gorącej fazy rosyjsko-gruzińskiej wojny w sierpniu tego roku - wspomina Andriej Iłłarionow, były doradca prezydenta Putina, nawiązując do obecnej sytuacji na Ukrainie.

Znów straszą

Szef ukraińskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Andrij Parubij, uzasadniając niedawną decyzję o kolejnej "częściowej mobilizacji" na Ukrainie, wskazał zagrożenie czające się tuż za granicą: 41 tys. żołnierzy rosyjskich, 150 czołgów, 450 innych pojazdów wojskowych. Amerykanie mówią tymczasem tylko o co najmniej 12 tys. Rosjan przy granicy. Skąd tak duża różnica? Być może Waszyngton ma na myśli tylko rejon walk w Donbasie, natomiast Kijów wszystkie kierunki zagrożenia: granica wschodnia (12 tys.), Krym (22 tys.), Naddniestrze (4 tys.). Plus parę tysięcy spadochroniarzy, których można błyskawicznie przerzucić z głębi Rosji.

Powrót Rosjan nad granicę ukraińską zaczął się w drugiej połowie czerwca. - Armia rosyjska znowu ściąga wojska do granicy. Teraz znajduje się tam około ośmiu batalionów. Będą w stanie przekroczyć granicę w razie konieczności – mówił 9 lipca naczelny dowódca sił NATO w Europie, amerykański generał Philip Breedlove. 20 lipca rzecznik prasowy Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Andrij Łysenko informował, że w rejonach przygranicznych obwodów biełgorodzkiego, rostowskiego, briańskiego zaobserwowano pododdziały zmechanizowane i pancerne należące do jednostek rosyjskich przemieszczonych z Zabajkalskiego i Dalekowschodniego okręgów wojskowych.

W ostatni weekend na stację kolejową Lichaja (obwód rostowski) przybył transport ok. 100 pojazdów wojskowych. Po rozładowaniu miał wyruszyć w stronę Nowoszachtyńska – stutysięcznego miasta niedaleko granicy. To z tego rejonu, skąd Rosjanie prowadzą też najbardziej intensywny ostrzał Ukraińców, jest najbliżej do Doniecka.

W czwartek Andrij Łysenko przedstawił kolejne informacje o ruchach rosyjskich w pobliżu granicy. - Niedaleko od granicy z Ukrainą na terytorium obwodu briańskiego zbudowano obóz polowy Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej. W leśnym masywie koło wsi Staryj Ropsk, 10 km od granicy państwowej, zgromadzono do 30 pojazdów wojskowych – powiedział Łysenko. Jak dodał, inny obóz z taką samą liczbą pojazdów znajduje się w leśnym masywie koło wsi Ljady, zaledwie 3-4 km od granicy. Natomiast "w leśnym masywie, koło wsi Czurowicze, Zielenyj Kut i Rudnja Cata, 10 km od granicy państwowej kontynuowane jest okopywanie zamaskowanych pozycji ogniowych wozów bojowych piechoty".

Według władz ukraińskich, innym przykładem zbierania sił przez Rosję w pobliżu granicy jest obecność 5 wozów bojowych piechoty, 3 czołgów i innych pojazdów na terenie letniego obozu dla dzieci na skraju wsi Gołowczino w obwodzie biełgorodzkim – przy granicy obwodu charkowskiego. Ma być tam już ok. 500 żołnierzy rosyjskich, a ich liczba wciąż rośnie.

Nienawiść i strach

Czy prezydent Rosji jest zdolny wywołać wojnę, aby nie przegrać Ukrainy? Żeby na to odpowiedzieć, najpierw trzeba zidentyfikować motywy jego agresji wobec sąsiada.

Putin wojuje z Kijowem nie z obawy przed wejściem Ukrainy do UE i NATO (bo na to nie ma i nie będzie zgody po stronie samego Zachodu - gdzie Rosja ma zresztą wielu przyjaciół). Putin nienawidzi Ukrainy bo w Kijowie doszło do autentycznej rewolucji. Dużo groźniejszej dla reżimów postsowieckich, niż "pomarańczowa rewolucja". Wtedy zmieniły się nazwiska, dokonano (fasadowej zresztą) korekty polityki zagranicznej na prozachodnią, a istota systemu się nie zmieniła - dalej były oligarchia i korupcja.

Teraz - nawet jeśli oficjalne stanowiska sprawują ludzie "starego systemu" (np. oligarcha Poroszenko) – to muszą się oni liczyć z opinią tzw. Majdanu. Wydarzenia lutowe - przelana krew ok. 100 ofiar - dokonały przełomu. To nie była bezkrwawa "pomarańczowa" rewolucja. Teraz, jeśli Ukraińcy znów poczują się zdradzeni przez rządzących, nie zawahają się wyjść na ulice raz jeszcze. Obecna władza będzie zmuszona realizować autentyczne reformy. Przynajmniej dopóki patrzy im na ręce Majdan (w sensie społeczno-politycznego ruchu czy zjawiska). Najlepszym tego przykładem jest operacja w Donbasie. Poroszenko drugi raz nie może sobie pozwolić na rozejm - mimo presji zewnętrznej.

Tego wszystkiego nienawidzi i boi się Putin. Z tego samego powodu nienawidził Gruzji i Micheila Saakaszwilego. To nie przypadek, że dwie wojny rozpętał właśnie z tymi postsowieckimi krajami, które postanowiły dokonać autentycznych reform, zerwać z oligarchią i związać się z Zachodem. To dlatego Putin nie poprzestał na Krymie – choć Zachód jest gotów faktycznie zaakceptować tę aneksję. I to dlatego chce uczynić z Donbasu drugie Naddniestrze i na stałe destabilizować Ukrainę, aby zamiast reformami zajmowała się wciąż "donieckim wrzodem".

Zdaniem niezależnego eksperta wojskowego Pawła Felgenhauera, wojsko rosyjskie będzie w pełni gotowe do wojny z Ukrainą w pierwszych dniach sierpnia.

Jacek Czaputowicz o szczycie czwórki normandzkiej w Paryżutvn24
wideo 2/23

Autor: Grzegorz Kuczyński / Źródło: tvn24.pl

Źródło zdjęcia głównego: mil.ru

Tagi:
Raporty: