20 lat więzienia dla Polaka. Pogrzebał żywcem partnerkę

TVN24

Aktualizacja:
WikipediaKobieta sama wydostała się z grobu w lesie

Najpierw sparaliżował swoją narzeczoną, a potem zakopał ją żywcem w lesie. Kobieta zdołała się jednak uwolnić i niedoszły morderca wraz z pomocnikiem szybko zostali zatrzymani. Osiem miesięcy po tym dramatycznym wydarzeniu, brytyjski sąd skazał polskiego imigranta na karę wieloletniego więzienia. Sędzia uzasadniał swoją decyzję wyjątkowym okrucieństwem czynu Polaka.

- Była to zaplanowana próba zabójstwa. Oskarżony godził się na śmierć Michaliny L., a jego intencją było to, aby nie została ona odnaleziona i umierała powoli przez długi czas. Pogrzebanie żywcem to najbardziej okrutny rodzaj śmierci, jaki można sobie wyobrazić - powiedział sędzia Peter Collier.

25-letni Marcin K. został skazany przez sąd w Leeds na 20 lat więzienia. Pomagający mu 18-letni Patryk B. dostał wyrok 4,5 roku pobytu w zakładzie poprawczym.

Pogrzebana za życia

Traumatyczne przeżycie dla 27-letniej Michaliny L. rozegrało się w maju 2011 roku. K. dwukrotnie użył wobec swojej narzeczonej paralizatora o napięciu 300 tys. woltów. Następnie zakleił jej usta taśmą i ułożył kobietę w tekturowym pudle. Przy pomocy kolegi przewiózł prowizoryczną "trumnę" do lasu, gdzie razem zakopali ją w płytkim grobie. Następnie zamaskowali wykop gałęziami i odjechali.

L. zdołała się uwolnić z taśmy za pomocą pierścionka zaręczynowego i wydostała się z grobu, znajdującego się w naturalnym zagłębieniu terenu w lesie w okolicach Huddersfield (zachodnie Yorkshire). Początkowo zrobiła niewielkich rozmiarów otwór w pudle, a następnie z dużym trudem je rozerwała.

Gdy Michalinie L. udało się wystawić z grobu głowę, zaczęła wołać o pomoc, ale wokół nie było nikogo. Resztką sił wydostała się na powierzchnię i dotarła do najbliższej drogi, gdzie zatrzymała samochód. L. zeznała przed sądem że nadal ma koszmary z powodu tego, co ją spotkało. Po paralizatorze pozostał jej głęboki ślad na szyi.

Koniec miłości

K. nie przyznał się do winy. Jego adwokat Julian Goose sugerował, że otwory-uchwyty w tekturowym pudle, w którym umieszczono L., umożliwiły jej oddychanie a 25-latek jedynie chciał ją przestraszyć. Kobieta odpierała ten zarzut, mówiąc, że otwory nie zostały zaklejone tylko dlatego, że K. się spieszył. O jego intencjach świadczy to, że pobrał pieniądze z bankomatu na jej kartę.

Podczas procesu wyszło na jaw, że stosunki Marcina K. i Michaliny L. nie układały się dobrze od dłuższego czasu. Mężczyzna miał być znudzony swoją partnerką. 25-latek chciał zatrzymać ich trzyletniego syna Jakuba przy sobie i wychowywać go wraz z matką.

Źródło: PAP