Premium

Tylko ryba nie utonie. Nie wyłączaj mózgu

W trzech centymetrach wody, w ciszy, w niespełna 20 sekund utonie dziecko. Zanim tonący dorosły straci przytomność, może minąć nawet pięć minut. Serce przestanie mu bić po minucie siódmej. Śmierć w wodzie boli. Na dno pociągnie każdego, nawet tego, co kocha. A tych, co zostali, strąci na dno rozpaczy. 

Jezioro Dąbie, Szczecin. Łódka, którą płynęło siedem osób, przewróciła się do góry dnem. W zamkniętej kabinie była dziesięcioletnia dziewczynka. Kiedy została już wyciągnięta na brzeg, było za późno. 

Zalew Bachmaty, Dubicze Cerkiewne. Mężczyzna wskoczył do wody, ale na powierzchnię już nie wypłynął. Z toni wydobył go dopiero płetwonurek. Reanimacja nie przyniosła rezultatu.

Jezioro Czerniakowskie, Warszawa. Spacerowiczów przeraził mężczyzna unoszący się na wodzie, nie dawał znaków życia. Niedługo potem strażacy wyłowili jeszcze jedno ciało.

Zalew w Poraju, okolice Częstochowy. Nieprzytomny mężczyzna był na brzegu reanimowany kilkadziesiąt minut. Lekarz stwierdził zgon.

Tylko w zeszły weekend utonęło 17 osóbW trzech centymetrach wody, w ciszy, w niespełna 20 sekund utonie dziecko. Zanim tonący dorosły straci przytomność, może minąć nawet pięć minut. Serce przestanie mu bić po minucie siódmej. Śmierć w wodzie boli. Na dno pociągnie każdego nawet tego, co kocha. A tych, co zostali, strąci na dno rozpaczy. TVN24 Łódź

To pięć z kilkunastu dramatów, do których doszło tylko w ten weekend. Statystyka: siedem zgonów w sobotę, dziesięć w niedzielę.  

Od kwietnia w Polsce utopiło się już 196 osób.

Apele, kampanie społeczne - w ocenie tych, którzy co roku śmierci w wodzie odnotowują - ratownicy, Rządowe Centrum Bezpieczeństwa - nie przynoszą pożądanego efektu, wprost: nie docierają.  

Może historie tych, których bliscy stracili życie albo zdrowie w wodzie, zadziałają na wyobraźnię. "Dopóki ktoś przez to nie przejdzie, to nie zrozumie" - mówią.

W przeliczeniu na 100 tysięcy mieszkańców w Polsce statycznie toną dwie osoby. W reszcie UE ofiar jest proporcjonalnie dwukrotnie mniej.NIK

PŁYWACZKA

Historia osiemnastoletniej Dominiki

SIERPIEŃ 2016

Opowiada Anna, matka

Domofon zadzwonił przed północą. Pomyślałam, że Dominika źle wpisała kod i zamiast otworzyć sobie drzwi do klatki, obudziła cały dom. Ale domofon dzwonił.

- Tak?

- … z policji… Dominika… proszę otworzyć - tyle zrozumiałam.

Policjantów było dwóch.

- Dominika wypadła z łódki, jest w ciężkim stanie. Jej kolega utonął. Musi pani jechać z nami do szpitala, żeby potwierdzić jej tożsamość – powiedział jeden z nich.

Jak?… Przecież trenowała pływanie. "Duży talent" - mówili trenerzy. To nieporozumienie… Jeszcze ostatnio z nią rozmawiałam, że chce być ratowniczką.

"Córuś. To, że pływasz nie znaczy, że to bezpieczne. Jak ktoś tonie, to może pociągnąć cię na dno" - tak jej mówiłam.

Szpital.

O Boże.

Ona!

- Była bardzo długo reanimowana. Jest w śpiączce farmakologicznej. Musimy czekać - tłumaczył lekarz.

Przez co nad wodą przeszła moja córka? Wiem niewiele. Ze znajomymi pojechała do domków nad jeziorem. Była z chłopakiem, o rok starszym, Robertem. Ona pływaczka, on nie umiał pływać i bał się wody. Lekarz stwierdził jego zgon już na plaży.

Wcześniej wylegiwali się nad wodą. Był jeszcze kolega Roberta, Łukasz. Jako jedyny wyszedł z eskapady bez szwanku, chociaż też nie umiał pływać. W pewnym momencie położyli się w łódce. Kołysała się przy pomoście. Łukasz mówił, że nawet się nie zorientowali, że odpłynęli na kilka metrów od brzegu. Jak podniósł głowę, to się wystraszył. Nie mieli wioseł, a na dnie łódki ujrzał wodę. Potem okaże się, że to była zwykła deszczówka. Ale strach zrobił swoje. Łódka się przewróciła.

Do pomostu, którego można się było złapać, było blisko. Łukasz jakoś do niego dotarł. Gdy chwytał ręką drewnianą konstrukcję, ostatni raz słyszał krzyk Roberta. Mignęło mu, że Dominika próbowała mu pomóc. Że łapczywie łapał powietrze. Tonął.

Krzyki usłyszeli ludzie w pobliskich domkach. Dość szybko przybyła pomoc. Dominika leżała z twarzą w wodzie. Płuca wytrawnej pływaczki nie pozwoliły jej iść na dno. Roberta, niemal z dna, wyciągnięto, gdy już nie żył.

Z Dominiką już nigdy nie porozmawiałam. Pierwsze trzy miesiące były obiecujące. Ale potem gasła. Bardzo chorowała, kontakt z nią był coraz mniejszy. Po długiej walce zmarła pod koniec 2018 roku.

Nieważne, jak pływasz. Kiedy znajdziesz się obok tonącej osoby, to ona może zrobić ci krzywdę. Nawet jeżeli bardzo cię kocha. Ta opowieść dużo mnie kosztowała. Chcę jednak, żeby inni byli świadomi tego, ile kosztować może kilka sekund beztroski nad wodą...

TONĄŁ W KARETCE

Historia sześcioletniego Kostka Suszkewicza

CZERWIEC 2012

Opowiada Zoryana, matka

Tamtego dnia Kostek był u dziadków. Nad zalew w Krasnobrodzie pojechał z wujkiem. Długo sobie zadawałam pytanie, co dokładnie stało się, zanim Kostek znalazł się w wodzie. Na pewno był na molo.

Kostek jest mądrym chłopcem, nie miał tendencji do ryzykowania. Nie wiem, czy ktoś go wystraszył, czy go popchnął. Fakt jest taki, że był w wodzie. Wszystko to działo się wtedy, kiedy na chwilę zniknął z oczu wujka.

Kostka dryfującego pod lustrem wody bez ruchu zauważył któryś z mężczyzn na molo. Wskoczył do wody i wyciągnął go na brzeg. Syn się ocknął, zwymiotował. Wydawało się, że nie stało się nic strasznego - ot, wszyscy najedli się strachu. Nad zalewem po chwili pojawiła się karetka, zwykła, transportowa.

Czytaj bez ograniczeń

premium

Uzyskaj dostęp do tego artykułu i innych treści specjalnych. Za darmo