- Mężczyzna usłyszał kilka zarzutów. Najpoważniejszy to usiłowanie zabójstwa 9-letniego chłopca w związku z wzięciem go wcześniej jako zakładnika, przetrzymywaniem go i szczególnym udręczeniem. Wcześniejsze uprowadzenie chłopca to odrębny czyn. Kolejny zarzut to kierowanie gróźb karalnych wobec innej osoby, spowodowanie lekkich obrażeń ciała u innej osoby oraz zmuszanie tej osoby do określonego zachowania i zniszczenie mienia - przekazała we wtorek po godzinie 13.30 prokurator Karolina Staros, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.
Mężczyźnie grozi dożywotnie więzienie.
Prokurator poinformowała, że podejrzany odmówił ustosunkowania do zarzutów. - Nie oświadczył, czy się przyznaje, czy się nie przyznaje. Odmówił składania wyjaśnień - powiedziała Staros.
- Prokurator złożył do sądu wniosek o tymczasowy areszt dla podejrzanego - dodała. Argumentował go obawą matactwa, grożącą surową karą, a także uzasadnioną obawą, że podejrzany Pavlo R. popełni inne przestępstwo przeciwko życiu i zdrowiu, czym mężczyzna groził.
Po godzinie 18.00 prok. Staros przekazała, że sąd zgodził się z tą argumentacją i zastosował trzymiesięczny areszt wobec mężczyzny.
W mediach pojawiły się informacje o tym, że mężczyzna miał spowodować obrażenia u porwanego dziecka. Jednak na ten moment prokuratura nie chce ujawniać szczegółów na ten temat.
- Dziecko cały czas przebywa w szpitalu. Jego stan jest stabilny - powiedziała prokurator Staros.
Dramatyczna akcja na Białołęce
Jak informowaliśmy w tvn24.pl, w niedzielę po kłótni z byłą partnerką (również Ukrainką) 36-latek porwał jej 9-letnie dziecko i uciekł. Na warszawskiej Białołęce przez wiele godzin trwała akcja służb, żeby chłopiec mógł bezpiecznie wrócić do domu. Do akcji włączyli się policyjni negocjatorzy.
"Mężczyzna przez wiele godzin odmawiał współpracy z policjantami i nie chciał oddać dziecka, przetrzymując je na terenach zielonych przy ulicy Obrazkowej" - informowała Komenda Stołeczna Policji.
Ostatecznie chłopca udało się uwolnić w późnych godzinach wieczornych. 36-latek został zatrzymany i przewieziony do policyjnego aresztu.
Policja informowała, że mężczyzna przebywał w Polsce legalnie. Kontaktował się ze swoją partnerką w sposób naturalny. Nie miał zakazu kontaktowania się z tą rodziną. Mógł ją swobodnie odwiedzać.