Premium

Chce pan/pani rozmawiać ze ścianą? A wystarczy dobra wola

Przychodzi osoba niesłysząca do lekarza, a lekarz mówi: proszę przyjść z tłumaczem. To jednak kosztuje i nie wszędzie i nie zawsze jest możliwe. A wystarczyłoby trochę dobrej woli, uchylić maseczkę, przy zachowaniu dystansu, żeby ci, co czytają z ruchu warg, mieli szansę zrozumieć, zobaczyć odpowiedź na pytanie. Język migowy to nie tylko ruch dłoni. - Twarz to nasze przecinki, gramatyka, emocje – tłumaczy mi Monika. Poza tym można też napisać, to co się mówi.

Gwar kawiarni. W tle słychać spokojną muzykę i szum rozmów osób, które w kolejce, zachowując dystans, czekają na zamówiony napój. Kolejną z nich jest Piotr. Mężczyzna prosi o kawę dla siebie oraz sok pomarańczowy dla przyjaciółki, z którą umówił się w pobliskim parku. Widzi, że baristka coś do niego mówi. Prosi o powtórzenie. Nie rozumie. Prosi o uchylenie maseczki. Młoda kobieta odmawia. On tłumaczy, że jest osobą słabosłyszącą. Ponowna odmowa. Zdenerwowany znajduje w torbie tablet; widzi, jak osoby w kawiarni zaczynają go obserwować. Kładzie go na blacie i mówi: "Proszę teraz powiedzieć". Okazuje się, że nie ma soku pomarańczowego. Zamawia jabłkowy. Po chwili odbiera zamówienie i wychodzi. Tego samego dnia robi zakupy w popularnej spożywczej sieciówce. Idzie do kasy samoobsługowej. "Tak będzie prościej" – myśli. Okazuje się, że jeden z produktów kosztuje więcej, niż wynika z kartki z ceną na sklepowej półce. Podchodzi pomocny ekspedient. Żywo gestykuluje i coś mówi. Jest w maseczce. "Dobrze, proszę odłożyć, nie kupuję" – mówi Piotr. Ekspedienta również poprosił wcześniej o uchylenie maseczki. Nie zrobił tego.

Piotr mówi, że nieźle mu się żyło i nie miał problemu z komunikacją do czasu wybuchu epidemii. Gdy nosił aparat słuchowy, całkiem dobrze słyszał, wspomagając się czytaniem z ruchu warg. Teraz, gdy ktoś ma maseczkę, mowa, którą słyszy, jest niewyraźna, zniekształcona. Ma problem z poprawnym jej zrozumieniem. Piotr pracuje w Polskim Związku Głuchych.

Piotr mówi, że nieźle mu się żyło i nie miał problemu z komunikacją. A potem wybuchła epidemia

Monika dwa lata temu, po długiej chorobie, straciła słuch. Płynnie czyta z ruchu warg. W drogerii chciała kupić krem przepisany przez dermatologa. Nie chciała tracić czasu, więc podeszła do jednej z ekspedientek i poprosiła o pomoc. Nie powiedziała, że nie słyszy. Była tego dnia zmęczona i nie miała ochoty jak zwykle się tłumaczyć. Ekspedientka chodziła pomiędzy półkami. W pewnym momencie coś powiedziała. Miała na sobie maseczkę, więc Monika nie zrozumiała ani słowa. Podziękowała i zrezygnowana wyszła ze sklepu.

Monika po długiej chorobie straciła słuch

Mateusz, nauczyciel, którego uczniowie nazywają "Kangur", bo marzy o wyprawie do Australii, chcąc urozmaicić swoim wychowankom lekcję, postanowił przed zajęciami kupić parę rzeczy w sklepie papierniczym. Całą drogę powtarzał listę produktów. Od dziecka ma problemy ze słuchem. Kiedy był mały, nie wszczepiało się jeszcze jak dziś implantów od razu po urodzeniu. Już jako dorosły mężczyzna mógł poddać się operacji, jednak ma pewne obawy. Nie wiadomo, czy się przyjmą, a każdy implant uszkadza resztki słuchowe. Ma kilku znajomych, którzy podczas tego zabiegu stracili słuch. Wspomaga się aparatami słuchowymi. Mówi, ale mowa nie jest całkowicie wyraźna. Rozumie, co mówi rozmówca, dzięki obserwacji ruchu warg. Kiedy w sklepie wymienił listę produktów, zdziwiła go reakcja sprzedawcy.

Mateusz od dziecka ma problemy ze słuchem

- Przeprosiłem, ale powiedziałem, że jestem osobą słabosłyszącą i nie wszystko zrozumiałem. "A co mnie to obchodzi?" – usłyszałem. Sprzedawca myślał, że chce go zarazić, prosząc o uchylenie maseczki. W Polsce nie ma szacunku i zrozumienia dla osób z ubytkiem słuchu.

Mateuszowi nie udało się zrobić zakupów. Zrezygnowany wrócił do swoich uczniów, którzy uczą się w Instytucie Głuchoniemych.

Wszyscy moi rozmówcy wielokrotnie podkreślali, że rozumieją konieczność zasłaniania ust i nosa podczas epidemii. Sami również nie chcą się zarazić. Wiedzą, że przy zachowaniu odpowiedniego dystansu można zrobić to w bezpieczny sposób, tak by oni jako klienci, petenci i pacjenci mogli zrozumieć, co mówi do nich sprzedawca, urzędnik czy lekarz.

I o ile bez kontaktu ze sprzedawcą w sklepie można się obyć, o tyle jednak bez wizyty u lekarza i zrozumienia tego, co mówi – już nie. A i tu głusi napotykają nierzadko na mur braku wrażliwości.

Agnieszka miała farta?

Czytaj bez ograniczeń

premium

Uzyskaj dostęp do tego artykułu i innych treści specjalnych. Za darmo