Dziki osioł, peepshow i wielki rollercoaster. Takie było pierwsze wesołe miasteczko w Polsce

Poznań

Pewuka. Cud nad WartąWesołe miasteczko urządzono na terenie dzisiejszego parku Kasprowicza

Dzieciaki zderzały się małymi samochodzikami i szalały na kolejkach. Panowie tylko czekali, aż paniom podwinie się sukienka. Albo - ku zgorszeniu pań - podglądali "Najpiękniejsze kobiety świata". Obok wszystkiemu przyglądała się grupka Senegalczyków. A właściwie to im się przyglądano. Tak wyglądało pierwsze polskie wesołe miasteczko. Zorganizowano je 90 lat temu na Powszechnej Wystawie Krajowej w Poznaniu.

Więcej ciekawostek znajdziecie w książce "Pewuka. Cud nad Wartą"

90 lat temu w Poznaniu trwała Powszechna Wystawa Krajowa (Pewuka), która podsumowywała pierwszą dekadę Polski po odzyskaniu niepodległości i prezentowała dorobek gospodarczy, kulturalny, naukowy i polityczny kraju, który po 123 latach wrócił na mapy. Była to największa wystawa, jaką kiedykolwiek zorganizowano w kraju (i taką pozostaje do dziś!). Zajmowała około 65 hektarów - obszar trzykrotnie większy niż obecne Międzynarodowe Targi Poznańskie. Można go porównać do 93 boisk piłkarskich.

Miasto szykowało się na tę imprezę pełną parą - powstały dziesiątki nowych budynków, nowa dzielnica, największy hotel w Polsce (Polonia), największa restauracja (Dwór Huggera). W mieście pojawił się pierwszy neon i pierwsza sygnalizacja świetlna.

Zadbano też o rozrywkę - powstało najnowocześniejsze kino w Polsce, pierwszy multipleks, hipodrom czy arena do zawodów sportowych. Największą furorę robił jednak urządzony na terenach dzisiejszego parku Kasprowicza lunapark, a w zasadzie wesołe miasteczko, bo tak po raz pierwszy w Polsce nazwano tego typu przybytek. Nazwa szybko przyjęła się w całym kraju i funkcjonuje do dziś.

Twardowskiland

Patronem wesołego miasteczka został Pan Twardowski, o czym przypominała rzeźba przedstawiająca legendarnego polskiego szlachcica siedzącego na księżycu (świeciła w nocy!).

Bawiono się tu do białego rana. A było na czym szaleć!

Niewątpliwie największą atrakcją był rollercoaster z największym torem, jaki Polska widziała - o długości 2 km. "Już sam widok kolejki co chwilę skręcającej, wznoszącej się, to znów spadającej na łeb na szyję, przejmował grozą i zapierał dech w piersiach. A co dopiero przeżywać na własnej skórze to dzikie szaleństwo" - pisał Zbigniew Zakrzewski w książce "Wspominam Poznań".

Kolejka górska "Himalaya" - największa atrakcja wesołego miasteczka na PewuceArchiwum MTP

Diabelski młyn jak teatrzyk

Był tam też prawdopodobnie pierwszy w Polsce symulator - "Kolejka przez Karpaty". Jak wyglądał? Otóż wchodziło się do imitacji wagonu kolejowego, zasiadało się wygodnie na fotelu i oglądało film przedstawiający jazdę pociągiem z Krakowa do Zakopanego. Seans trwał trzy minuty. I tylko czepialscy zamiast Karpat widzieli Alpy...

A mogli widzieć, bo całe Wesołe Miasteczko składało się z maszyn ściągniętych z zagranicy, głównie z Niemiec.

Wesołe miasteczko z lotu ptakaNAC

Był też diabelski młyn. Ale nie taki, jaki dziś sobie wyobrażamy. W 1929 r. tak nazywano zupełnie inną atrakcję - pomieszczenie, w którym zamykano publiczność i sprawiano wrażenie, że całe się rusza, poprzez poruszanie… dekoracji znajdujących się za oknem.

Do wody i w powietrze

Dużą popularnością cieszyła się zjeżdżalnia wodna, z której z wysokości kilku pięter, można było zjechać łódkami po szynach do basenu.

Zjeżdżalnia wodnaŚwiatowid nr 29/1929

Wodę, ale tylko w nazwie, miała inna atrakcja - schody Shimmy z wodospadem Niagara. Tu wjeżdżało się po ruchomych schodach i pasach na górę, po czym spadało się na ruchomej ławeczce ze szczytu, niczym woda z największego wodospadu świata.

A wszystko ku radości grupki panów, która zawsze zbierała się wokół tej atrakcji. "Paniusie i panieneczki z garderobą wielokroć mocno nie w porządku, wytrwale i uparcie windują się na górę po schodach, które złośliwie idą w przód, to znów się cofają" - pisał "Dziennik Poznański".

Były też karuzele: z małymi samolocikami unoszącymi się raz w górę a raz w dół, koło śmiechu, koło tańca czy latające fotele.

Samolociki na łańcuchach latały w górę i w dółArchiwum MTP

"ELki" z Pewuki

Sporo atrakcji przewidziano dla fanów motoryzacji. Wtedy mało kogo stać było na samochód, na ulicach dominowały pojazdy konne. Najmłodsi mogli zasiąść w miniaturowej autokolejce, która wiozła ich między wiejskimi domkami ustawionymi wokół toru w kształcie elipsy. Starsi woleli autodrom, czyli znane do dziś małe samochody, którymi można się zderzać.

Dorośli, którzy nigdy nie siedzieli za kółkiem, mogli z kolei spróbować swoich sił za kierownicą opla na torze samochodowym. Jazdę poprzedzał krótki, 15-minutowy kurs obsługi auta, a już po wyjeździe na plac, na tylnym siedzeniu błędy kierowcy korygował instruktor.

Głośno było też o "dzikich osłach". Były to pojazdy z głową osła na przodzie, które - jak pisał "Dziennik Poznański" - "wyprawiają niesamowite harce", raz "stając dęba", by za chwilę popędzić naprzód i nagle rzucić się w bok.

"Dziki osioł" cieszył się sporą popularnościąNAC

Pchły, "wioska murzyńska" i roznegliżowane kobiety

Publiczność mogła też turlać się w amerykańskich beczkach śmiechu, zjeżdżać na torze bobslejowym, wjechać wagonikiem do "piekła" czy przeglądać się w krzywych zwierciadłach. Do tego zorganizowano cały szereg spektakli we wszelkiej maści teatrach objazdowych: były pokazy iluzji, marionetek, a nawet... pcheł.

Wśród panów furorę robił pokaz "Najpiękniejsze kobiety świata". Pod tą nazwą krył się pierwszy w Polsce... peepshow. Przez dziurkę można było tu podglądać roznegliżowane kobiety. Ta atrakcja 90 lat temu w wielu kręgach wywoływała zgorszenie...

Zajrzeć też można było do wsi "murzyńsko-arabskiej". Tę zamieszkiwała grupa Senegalczyków i Arabów, których można było oglądać w tańcach, śpiewach i przy zwykłym życiu domowym. Ot, takie zwiedzanie świata w dobie, gdy o podróżach po świecie większość nawet nie śniła.

Wioska murzyńsko-arabska na terenie wesołego miasteczkaNAC

Dziś podobna "atrakcja" budziłaby powszechne oburzenie. Ale w 1929 r. to była norma. Zaledwie rok wcześniej w stolicy Wielkopolski gościli Cejlończycy pokazujący swoje obyczaje w... zoo. To właśnie w ogrodzie zoologicznym najczęściej prezentowano "egzotycznych ludzi", jak wtedy ich nazywano. Na przełomie XIX i XX wieku pojawiali się m.in. karawana Nubijczyków z dwoma hipopotamami, amazonki z Dahomeju, Tatarzy, wojownicy Mahdiego z Sudanu czy tubylcy z wysp Samoa. "Wioska murzyńska" powstała także przy okazji Wystawy Wschodnioniemieckiej w 1911 r. Takie to były czasy...

WIĘCEJ O WESOŁYM MIASTECZKU PRZECZYTACIE W KSIĄŻCE "PEWUKA. CUD NAD WARTĄ". WKRÓTCE W KSIĘGARNIACH

Autor: Filip Czekała / Źródło: Pewuka. Cud nad Wartą

Źródło zdjęcia głównego: Archiwum MTP