Jeden szedł za Ewą Tylman i Adamem Z., drugi "dziwnie" zawracał na moście. Sąd ich przesłuchał

TVN24

Jednym ze świadków był mężczyzna widoczny na tym nagraniuTVN 24
wideo 2/36

Przerwy trwały mniej więcej tyle, ile zeznania świadków. A te trudno uznać za przełomowe. Zakończyła się ostatnia w tym roku rozprawa w sprawie śmierci Ewy Tylman. Po roku trudno mówić o tym, żeby sąd był bliżej ustalenia tego, w jaki sposób dziewczyna zginęła i za co powinien odpowiadać Adam Z. - za zabójstwo czy za nieudzielenie pomocy.

Świadkowie, których przesłuchał w środę sąd trudno uznać za kluczowych. Ale zdaniem Wojciecha Wizy, pełnomocnika rodziny Ewy Tylman, ich zeznania pokazują, że linia obrony Adama Z. nie jest spójna.

Jako pierwsze przesłuchane zostały dwie pracownice stacji paliw przy ulicy Królowej Jadwigi w Poznaniu. Obie miały widzieć kręcącego się tam Adama Z. Kamery monitoringu zarejestrowały go tam rozmawiającego przez telefon przez 10 minut. Było to tuż przed godziną 4, pół godziny po tym, jak ostatni raz na nagraniach pojawiał się w towarzystwie Ewy Tylman.

Strach przed Adamem Z.

- Zachowywał się nerwowo, dzwonił do kogoś, chodził jakoś tak chaotycznie - zeznawała pierwsza kobieta.

Ubrany w niebieską kurtkę chłopak z kapturem na głowie wzbudził ich zaniepokojenie.

- Troszeczkę się z koleżanką wystraszyłyśmy, zamknęłam drzwi od stacji - mówiła pracownica stacji. Adam Z. do drzwi stacji jednak się nie zbliżył. Po około 10 minutach odszedł.

Po nich zeznawał mężczyzna, którego feralnej nocy w pobliżu mostu św. Rocha nagrały kamery monitoringu. Przejeżdżał przez most, po czym zawrócił. A to wzbudziło podejrzenia funkcjonariuszy, którzy zajmowali się sprawą zaginięcia Ewy Tylman.

- Policja po mnie tydzień później przyjechała, stwierdziła, że to nawracanie było podejrzane... A tam niedaleko mi sklep otwierają, koło trzeciej nocy dowoziłem towar. Coś podejrzanego czy zauważyłem? Ja zakręcałem na zakazie, dlatego było, jak było, ale nic podejrzanego nie zauważyłem - tłumaczył w sądzie.

Przeczytano także jego wcześniejsze zeznania. A z nich dowiedzieliśmy się, że wielokrotnie podwoził w tamtych dniach różne kobiety. Tej samej nocy, gdy ostatni raz widziano Ewę Tylman podwoził bardzo pijaną kobietę, która pochodziła z Konina. Była ubrana na czarno i nie miała na sobie kurtki. Policjanci podczas jednego z przesłuchań mieli pokazać mu zdjęcia czterech kobiet, wśród nich Ewy. Podejrzewali, że mógł on zabrać z okolic mostu św. Rocha 26-latkę. Krzysztof M. nie rozpoznał jednak jej na żadnym ze zdjęć.

"Bez przełomu"

Po nim na sali pojawił się pracownik biura Krzysztofa Rutkowskiego, którego trzy dni po zaginięciu dziewczyny zatrudniła rodzina zaginionej. Opowiadał, w jaki sposób zabezpieczał monitoring i przypomniano jego wcześniejsze zeznania, w których opowiadał między innymi o wyłowieniu ręki z Warty.

Po kilku dniach okazało się, że ręka należała do bezdomnego.

Zeznania ze śledztwa radcy prawnej, która pierwsza miała kontakt z Adamem Z. po zaginięciu 26-latki, zostały utajnione. Teraz sąd zdecydował się zwolnić kobietę z tajemnicy zawodowej.

Wojciech Wiza, pełnomocnik rodziny Ewy Tylman, nie uważa jednak jej zeznań za przełomowe. - Na pewno coś wniosły zeznania tej pani. Korzyścią jest wszystko, co doprowadza do ustalenia, jak doszło do śmierci Ewy Tylman i w tym sensie te zeznania są korzystne - powiedział po rozprawie.

"Żona powiedziała: szuka cię cała Polska"

Jako ostatni zeznawał 40-letni operator wytwórni betonu, który w nocy z 22 na 23 listopada 2015 r. bawił się w mieście. To jego zarejestrowała kamera monitoringu na ulicy Wrocławskiej.

Na nagraniu z kamery zamontowanej w pobliżu skrzyżowania z ul. Podgórną, widoczni są idący chwiejnym krokiem Ewa Tylman z Adamem Z. Mężczyzna obejmuje ją, potem oboje się przepychają. Dalej dziewczyna sprawia wrażenie, jakby się śmiała. W pewnym momencie oboje upadają.

Całe zajście obserwował 40-latek. Mężczyzna w pewnym momencie podszedł do pary, a potem, gdy Ewa i Adam wychodzą z kadru, ruszył za nimi.

- Spytałem, czy w czymś pomóc. Dziewczyna zaczęła się śmiać z tym swoim kolegą. Jeszcze przez moment za nimi szedłem, potem skręciłem w ulicę Szkolną. Wsiadłem tam w taksówkę i pojechałem do domu - wyjaśniał swoje zachowanie.

Mężczyzna po tym, gdy to nagranie pojawiło się w mediach, sam zgłosił się na policję. - Żona powiedziała mi 11 grudnia, że szuka mnie cała Polska. Rozpoznałem się na nagraniach monitoringu - zeznawał.

Ewa Tylman opuściła klub już o 2:16. Nagranie z monitoringu
Fakty TVN

Rozprawa po rozprawie

Proces w sprawie zabójstwa Ewy Tylman ruszył w styczniu. Od tego czasu odbyło się jedenaście rozpraw. Twardych dowodów na zabójstwo jak nie było, tak nie ma.

WSZYSTKO O ZNIKNIĘCIU I POSZUKIWANIACH EWY TYLMAN

Według prokuratury 23 listopada 2015 r. Adam Z., przewidując możliwość pozbawienia życia Ewy Tylman, zepchnął ją ze skarpy, a potem nieprzytomną wrzucił do wody. Za zabójstwo z zamiarem ewentualnym Adamowi Z. grozi kara do 25 lat więzienia lub dożywocie.

Sąd uprzedził już strony o możliwości zmiany kwalifikacji czynu dla oskarżonego Adama Z. z zabójstwa o zamiarze ewentualnym na nieudzielenie pomocy. Jeśli dojdzie do takiej zmiany kwalifikacji czynu, groziłyby mu maksymalnie trzy lata więzienia.

Zobacz, co działo się na wcześniejszych rozprawach:

1) Adam Z. odmówił składania wyjaśnień, w związku z czym sędzia odczytała protokoły zeznań mężczyzny, których oskarżony w części nie potwierdził. - Ja nie popchnąłem Ewy Tylman do wody, nie wrzuciłem jej tam, nie szarpałem. Nie zgwałciłem jej (...). Nie zabiłem jej - powtarzał Adam Z. Odtworzono także eksperymenty procesowe.

2) Zeznawała siostra Adama Z. oraz trójka policjantów, którym Adam Z. miał przyznać się do zabójstwa. Z ich relacji wynikało, że Ewa Tylman stała przy barierkach, a Adam Z. niechcący spowodował, że spadła ze skarpy. Nieprzytomną dziewczynę przeciągnął potem brzegiem i wrzucił do rzeki.

3) Zeznawali partnerzy Ewy Tylman i Adama Z. (deklaruje, że jest gejem) oraz współpracownik Krzysztofa Rutkowskiego. Zeznania Dominika M., partnera Adama, zostały utajnione. Najważniejszym momentem rozprawy niewątpliwie była informacja sądu, że rozważy możliwość zmiany kwalifikacji czynu.

Kilka dni później sąd zdecydował o wypuszczeniu na wolność Adama Z.

4) Przesłuchano szwagra Adama Z. i jego trzy siostry, a także brata Ewy Tylman. Siostrom mówił, że nie pamięta drogi do domu i tego, co wydarzyło się nad rzeką, oraz skarżył się na policjantów, którzy mieli wymuszać na nim zeznania i szydzić z jego orientacji seksualnej.

5) Sąd przesłuchał uczestników imprezy, którzy opowiadali o "ostrym piciu" podczas tamtej nocy. W trakcie rozprawy sędzia musiała uspokajać Andrzeja Tylmana, ojca Ewy. Jego zdaniem mężczyzna oskarżony o zabicie jego córki, śmiał się na sali.

6) Zeznania składali "koledzy spod celi" Adama Z. Homoseksualista, skazany za zabójstwo swojego byłego partnera, twierdził, że Adam Z. przyznał mu się w celi do zabójstwa Ewy Tylman. Oskarżony temu zaprzeczył i przekonywał, że Kacper Ch. kłamie, bo "dał mu kosza". Drugi z osadzonych przesłuchany był za zamkniętymi drzwiami. Sąd przesłuchał także ojca dziewczyny oraz jej brata.

7) Przesłuchiwany był m.in. Krzysztof Rutkowski. Były detektyw włączył się w akcję poszukiwania Ewy Tylman trzy dni po jej zaginięciu. Jak się okazało, w pewnym momencie podejrzewał nawet brata Ewy Tylman o udział w sprawie. - Jego (Rutkowskiego) zatrudnienie to był nasz największy błąd - podsumował po rozprawie Piotr Tylman.

8) Przesłuchano 5 świadków. Najważniejsza informacja to podważenie zeznań Pawła P., który twierdził, że Adam Z. przyznał mu się na spacerze w areszcie do zabójstwa

9) Zeznawał m.in. świadek, który w maju napisał do prokuratury, że widział nad Wartą dwie kłócące się osoby. Przyjechał do sądu konwojem, prosto z aresztu śledczego w Śremie. Jak mówił, trafił tam za przywłaszczenie. Przed sądem zasłaniał się niepamięcią i mieszał wersje zdarzeń. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że jego zeznania trudno uznać za wiarygodne.

10) Sąd przesłuchał siedmiu świadków. Wśród nich znaleźli się współpracownik Krzysztofa Rutkowskiego, mężczyzna, który szedł za Adamem Z. i Ewą Tylman oraz właściciele i pracownicy lokali, w których wcześniej para się bawiła. Po rozprawie ojciec Ewy Tylman tłumaczył, że w aktach sprawy nie ma monitoringu, na którym mieli być widoczni Adam i Ewa. Według niego, para miała znajdować się w innym miejscu, niż wynika to z ustaleń śledczych. Zarzut ten oddala prokuratura.

Autor: FC, ww/gp / Źródło: TVN 24 Poznań