Jechał pijany, śmiertelnie potrącił chłopca. Sąd go uniewinnił, ale będzie apelacja

Pomorze

Rodzice są przekonani o winie kierowcy (wideo archiwalne)tvn24
wideo 2/6

Będzie apelacja w sprawie śmiertelnego potrącenia 11-letniego Kacpra, który trzy i pół roku temu zginął po zderzeniu z autem prowadzonym przez pijanego kierowcę. Oskarżony Stanisław G. miał wówczas zakaz prowadzenia pojazdów, właśnie z powodu prowadzenia "pod wpływem", ale sąd go uniewinnił.

Sprawą śledczy zajmowali się od lipca 2015 r. Akt oskarżenia trafił do Sądu Rejonowego w Lipnie po trzech latach. Ten pod koniec listopada uniewinnił oskarżonego, uznając, że winny zdarzenia jest chłopiec, który miał wyjechać rowerem pod koła auta w miejscowości Steklinek k. Lipna (kujawsko-pomorskie). Tak stwierdziły trzy z czterech opinii biegłych.

Jak stwierdził sąd, chłopiec wjechał pod koła samochodu oskarżonego i ten nie miał szans uniknąć potrącenia. Dodatkowo, w ocenie sądu, rodzice powinni lepiej zabezpieczyć wyjazd z posesji.

Procedowanie sądu "zdumiewa"

- Ta sprawa na każdym kroku budzi kontrowersje. Wydawało się po akcie oskarżenia, który po latach bojów trafił do sądu, że droga do wyjaśnienia okoliczności tej sprawy i pociągnięcia do odpowiedzialności karnej kierowcy jest prosta, ale tak się nie stało. Największe zdziwienie przyniósł wyrok sądu pierwszej instancji, który uniewinnił kierowcę od zarzucanego mu przez prokuraturę czynu. Sama treść wyroku budzi uzasadnione wątpliwości i zastrzeżenia. Zdumiewa też samo procedowanie sądu. W moim odczuciu przewód sądowy został zamknięty zbyt szybko. Wyrok uniewinniający zapadł po 15-minutach zastanawiania się jednoosobowego składu sądu – powiedział w rozmowie z PAP pełnomocnik ojca 11-letniego Kacpra adwokat Mariusz Lewandowski.

Dodał, że sąd nie wezwał w trakcie trwania procesu biegłych, nie przesłuchał ich, a także zignorował najbardziej kompleksową opinię biegłych z uznanego krakowskiego Instytut Ekspertyz Sądowych im. profesora dra J. Sehna.

Już wcześniej prowadził pijany

- Krakowska opinia wskazywała na odpowiedzialność kierowcy, ale sąd bez przesłuchania biegłych zawierzył wcześniejszym ekspertyzom, które to w zachowaniu dziecka na drodze upatrywały przyczynę zdarzenia. Według wyroku sądu winne jest dziecko. Wydaje się też, że sprawa powinna być prowadzona przez prokuraturę szybciej, a akt oskarżenia wcześniej trafić do sądu. Czemu tak późno zwrócono się do instytutu w Krakowie? Dopiero na etapie sądowym i oględzin późną jesienią wyjaśniona została kwestia zalesienia posesji. Czemu nie zrobiono tych oględzin wcześniej? – wskazał w rozmowie z PAP Lewandowski.

W wyniku potrącenia przez auto prowadzone przez Stanisława G. chłopiec zmarł. Kierowca miał 0,42 promila alkoholu we krwi, ale tej okoliczności sąd nie wziął pod uwagę, wskazując, że za prowadzenie auta pod wpływem alkoholu mężczyzna został ukarany w odrębnym postępowaniu. Wcześniej – przed wypadkiem w lipcu 2015 r. – był już karany za jazdę pod wpływem alkoholu i miał sądowy zakaz poruszania się samochodami.

Teraz sprawą zajmie się Sąd Okręgowy we Włocławku.

- Bez wątpienia będziemy składali apelację w tej sprawie. Nie wyobrażam sobie, żeby tego samego nie zrobiła prokuratura. Nie mam jednak nadal jeszcze pisemnego uzasadnienia wyroku. Termin na jego przekazanie przez sąd minął, więc mam nadzieję, że w najbliższych dniach je otrzymam. Wtedy mam 14 dni na złożenie apelacji, co na 100 procent zrobię, jako pełnomocnik ojca dziecka. Wiem także, że pełnomocnik matki też tak zrobi – dodał Lewandowski.

Walka rodziców

11-letni Kacper został potrącony w lipcu 2015 roku w miejscowości Steklinek (woj. kujawsko-pomorskie). Zmarł w wyniku poniesionych obrażeń. Od początku twierdził jednak, że to chłopiec wyjechał mu prosto pod auto.

Rodzice 11-letniego Kacpra utrzymują, że to kierowca opla jest winny śmierci ich syna. Wskazują, że miejsce tragedii znajduje się około 20 metrów od bramy wyjazdowej z posesji, więc chłopiec wcale nie wjeżdżał na drogę, ale już się nią poruszał. Argumentują, że widoczność wokół posesji jest dobra, Kacper nie mógł nie zauważyć auta. Wskazują też, że przy bramie, skąd miał wyjeżdżać chłopiec, nie było śladów hamowania. Są przekonani, że to alkohol i brawura kierowcy doprowadziły do śmierci ich syna.

Jeśli chcielibyście nas zainteresować tematem związanym z Waszym regionem - czekamy na Wasze sygnały/materiały. Piszcie na Kontakt24@tvn.pl.

Autor: eŁKa/gp / Źródło: TVN24 Szczecin/PAP