Pomorze

Czterech policjantów przed sądem za tortury w komendzie. "Oni się zachowali jak esesmani"

Pomorze

Matka Kornela: nie chcę takiej policji w tym kraju
Matka Kornela: nie chcę takiej policji w tym krajutvn24
wideo 2/6

Zaczął się proces czterech policjantów, którzy mieli się znęcać nad 18-letnim Kornelem lub dopuszczać do znęcania się nad nim, by wymusić zeznania. Prokuratura zarzuca jednemu z nich, Marcinowi W., między innymi wielokrotne użycie paralizatora. Rodzice pokrzywdzonego komentują sprawę bardzo emocjonalnie.

We wtorek przed sądem w Kołobrzegu rozpoczął się proces czterech policjantów z tego miasta. Prokuratura w Białogardzie zarzuca funkcjonariuszom stosowanie przemocy wobec zatrzymanego 18-latka, spowodowania jego obrażeń ciała i wymuszania oświadczeń. Jeden z nich miał użyć paralizatora wobec zatrzymanego mężczyzny. Żaden z funkcjonariuszy nie przyznaje się do zarzucanych czynów.

"Tortury z zimną krwią"

Emocje przed rozprawą były bardzo napięte. Żaden z oskarżonych nie chciał rozmawiać z reporterami. Za to rodzice pokrzywdzonego, choć nie chcą ujawniać swojego wizerunku, ostro skomentowali postępowanie funkcjonariuszy.

- Oni się zachowali jak esesmani w trakcie II wojny światowej. Ja tego nie rozumiem, jak można z zimną krwią torturować bezbronnego, skutego człowieka – mówiła pani Iwona, matka 18-latka. – My absolutnie nie pałamy żądzą zemsty. Ja tu walczę o sprawę. Nie chcę takiej policji w tym kraju – dodała.

- Gdyby nie reporterzy, sprawa dawno by została zamieciona pod dywan – mówił z kolei pan Krzysztof, ojciec Kornela. Podkreśla, że syn bardzo przeżył tę sytuację. – Po tej sytuacji przez około tydzień nie wychodził z domu – wspomina.

Dziś zeznawał właśnie Kornel. Opowiedział o zajściu w komendzie. Jego zeznania są podstawą aktu oskarżenia.

Na podłogę i prądem

Prokurator zarzuca funkcjonariuszom także przekroczenie uprawnień i niedopełnienie obowiązków. Według relacji Ryszarda Gąsiorowskiego z Prokuratury Okręgowej w Koszalinie, policjanci mieli doprowadzić zatrzymanego do budynku komendy, do korytarza, w którym nie ma monitoringu wewnętrznego.

Następnie mężczyzna miał zostać położony chwytem obezwładniającym na podłogę. Policjanci mieli użyć wobec niego paralizatora, chcąc uzyskać informację o tożsamości drugiego współsprawcy zdarzenia, w związku z którym doszło do zatrzymania.

Według prokuratora, jeden z policjantów przynajmniej cztery razy raził zakutego w kajdanki młodzieńca paralizatorem przez ubranie i na gołą skórę. W rezultacie Kornel miał 16 punktowych oparzeń (każde użycie paralizatora zostawia dwa ślady, co wskazuje, że porażeń mogło być nawet 8). Podczas zdarzenia policjanci mieli także zaniechać pouczenia zatrzymanego o przysługujących mu uprawnieniach.

Czterech w ławie oskarżonych

- Prokuratura Rejonowa w Białogardzie przesłuchała czterech policjantów. Po ogłoszeniu im zarzutów podali oni do protokołu, że nie przyznają się do popełnienia zarzucanych im czynów i odmówili złożenia wyjaśnień - powiedział nam w listopadzie prokurator Gąsiorowski po odczytaniu mężczyznom zarzutów.

- Policjant, który stosował paralizator, ma w zarzucie wskazanie, że to on go stosował. Pozostali trzej funkcjonariusze mają w zarzucie niedopełnienia obowiązków, gdyż nie przeciwdziałali temu, nie zareagowali. Patrzyli na to, co robi kolega, i nie zapobiegli temu - wyjaśnił Gąsiorowski.

- Zdaniem prokuratury, w momencie kiedy zatrzymany jest skuty, użycie środka przymusu bezpośredniego w postaci paralizatora jest elementem znęcania się nad nim - podkreślił prokurator. Zgodnie z przepisami Kodeksu karnego policjantom grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności.

Wersja policjantów jest inna

Wyjaśnienia składał we wtorek przed sądem Marcin W., ten sam, który w nocy z 17 na 18 lipca 2016 roku użył tasera. Nie przyznaje się do winy. Mówi, że paralizatora użył na 18-latku tylko na zewnątrz, gdy ten uciekał przed policjantami. Miał się też szarpać i wyrywać. – Miał na sobie tylko koszulkę, więc mogła mu się podwinąć – wyjaśniał, skąd ślady porażeń na nagiej skórze.

Zatrzymany Kornel - według wyjaśnień oskarżonego policjanta - miał być położony na podłodze ze względu na bezpieczeństwo. Składający wyjaśnienia przed sądem funkcjonariusz miał też wtedy sprawdzać i opowiadać pozostałym policjantom, jak działa taser. Tę rozmowę mógł według oskarżonego usłyszeć zatrzymany Kornel.

Jednak mężczyzna, który - według policjanta - został obezwładniony zasadnie, przedstawił zupełnie inną wersję wydarzeń. To dziennikarze TVN pierwsi dotarli do niego. 18-letni Kornel powiedział im, że do końca życia będzie pamiętał wizytę w komisariacie w Kołobrzegu. - Policjanci rzucili mnie na ziemię i się zapytali, czy sr**em, bo jak nie, to zaraz się zes**m. I razili mnie paralizatorem, próbując wymusić zeznania - mówił. W poniedziałek powtarzał to w sądzie.

Gdzie boli najbardziej

- Na początku zostałem porażony przez koszulkę kilka razy i w pewnym momencie uznali, że chyba za słabo to na mnie działa. Podciągnęli mi koszulkę i wtedy ten drugi policjant temu rażącemu pokazywał, w których miejscach najlepiej razić, żebym najbardziej to poczuł - relacjonował dziennikarzom TVN Kornel.

Po zebraniu dokumentacji, po kilku dniach od zdarzenia, rodzina Kornela zwróciła się o wszczęcie postępowania w tej sprawie. Po miesiącu na komendzie skończyło się postępowanie skargowe. Uznano, że "nie potwierdzono stosowania paralizatora i siły fizycznej w budynku komendy".

- Osoba, która przeprowadzała to postępowanie, nie zrobiła nic. Nie sprawdziła tasera ani monitoringu. Przesłuchała tylko swoich kolegów - mówił wtedy "Faktom" TVN ojciec chłopaka. Pod koniec sierpnia rodzina Kornela wnioskowała o zabezpieczenie danych z paralizatora, ale odpowiedzialne za to osoby zwlekały z tym przez 8 miesięcy, a potem okazało się, że nie zachowało się żadne nagranie.

Dyscyplinarki dla trzech, dwóch do zwolnienia

Sprawą zajęli się dziennikarze śledczy TVN. Ich zainteresowanie doprowadziło do ponownego wszczęcia procedur. Rzeczniczka prasowa Komedy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie nadkom. Alicja Śledziona poinformowała nas, że w czerwcu 2017 roku wobec trzech policjantów wszczęto postępowanie dyscyplinarne, zakończone uznaniem ich za winnych. Wymierzono im karę stwierdzenia o niepełnej przydatności na zajmowanym stanowisku.

Wobec czwartego policjanta, który podczas zdarzenia dysponował paralizatorem, także przeprowadzono postępowanie dyscyplinarne. - Ze względu na ważny interes służby 30 sierpnia 2017 roku został on zwolniony z policji – oświadczyła nadkom. Śledziona.

Zwolniony został także policjant, który przeprowadzał pierwszą kontrolę, która nie wykazała nieprawidłowości.

- Wydział Kontroli Komendy Wojewódzkiej Policji uznał, że była ona przeprowadzone ze zbyt małą dociekliwością. Funkcjonariusz, który ją prowadził, nie jest już w czynnej służbie. Natomiast wobec osoby nadzorującego postępowanie wyciągnięto konsekwencje dyscyplinarne - wyjaśniła nadkom. Śledziona.

Sprawa wyszła na jaw dzięki śledztwu dziennikarzy "Superwizjera" TVN oraz "Fakty" TVN.

Jeśli chcielibyście nas zainteresować tematem związanym z Waszym regionem - czekamy na Wasze sygnały/materiały. Piszcie na Kontakt24@tvn.pl.

Autor: eŁKa//ec / Źródło: TVN24 Szczecin

Źródło zdjęcia głównego: tvn24

Pozostałe wiadomości