Zespół Laska znów odpiera tezę o wybuchach w Tu-154M

Na pokładzie samolotu Tu-154M nie doszło do wybuchu
Na pokładzie samolotu Tu-154M nie doszło do wybuchu
Źródło: KPRM

Nie ma podstaw, by twierdzić, że przyczyną katastrofy smoleńskiej był wybuch lub seria wybuchów – oświadczył w poniedziałek zespół wyjaśniający opinii publicznej okoliczności katastrofy lotniczej z 10 kwietnia 2010 r.

To odpowiedź na artykuł "Ukryty dowód na wybuch" opublikowany w tygodniku "wSIECI". Jego autor, powołując się na ekspedycję zorganizowaną przez naukowców z Instytutu Archeologii i Etnografii PAN, przedstawia tezę, według której rozpad samolotu na tysiące szczątków można tłumaczyć tylko "potężną eksplozją". Według tygodnika, z raportu archeologów wynika, że Tu-154M rozpadł się na co najmniej 20 tys. elementów.

Dowody na to, że wybuchu nie było

"Wbrew przedstawianym w dniu dzisiejszym w jednym z tygodników hipotezom chcemy podkreślić, że nie ma żadnych przesłanek do twierdzenia, że w samolocie Tu-154M, jego skrzydle i innych miejscach doszło do wybuchu lub ich serii" – napisał kierowany przez Macieja Laska zespół w oświadczeniu przesłanym do PAP.

Według zespołu Macieja Laska samolot z prezydentem Lechem Kaczyńskim na pokładzie był sprawny. Rejestratory lotu nie zapisały niczego, co świadczyłoby o wybuchu (wybuchach), skoku ciśnienia czy odgłosów eksplozji, charakterystycznych śladów energii cieplnej lub mechanicznej.

O tym, że w samolocie nie doszło do eksplozji ma świadczyć również brak osmaleń i nadtopień charakterystycznych dla wybuchów i towarzyszącej im temperatury sięgające 3000 st. Celsjusza. Na ciałach ofiar nie stwierdzono obrażeń świadczących o pożarze. Eksperci podkreślają, że "wskazywane przez Antoniego Macierewicza rzekomo 'osmolone' części samolotu to materiał izolacyjny o czarnym kolorze". Natomiast zarejestrowany wzrost wibracji w jednym z silników był wywołany przez kawałki gałęzi, które wpadły do prawego silnika, po zderzeniu z drzewem, przekonują eksperci Laska. W oświadczeniu odkreślono również, że szczątki samolotu nie noszą śladów mechanicznego działania fali uderzeniowej czy wzrostu ciśnienia.

Zespół do spraw wyjaśniania opinii publicznej treści informacji i materiałów dotyczących przyczyn i okoliczności katastrofy w Smoleńsku przypomniał także, że "wzdłuż toru lotu samolotu aż do punktu jego zderzenia z ziemią nie było szczątków pochodzących z wnętrza kadłuba, co świadczy o tym, że do zderzenia z ziemią kadłub maszyny był cały, i wyklucza możliwość rozerwania go w powietrzu przez eksplozję". Żaden ze świadków na ziemi nie słyszał zaś odgłosu wybuchu, wynika z dokumentacji.

Jaka przyczyna?

Przywołując dowody rzeczowe - zapisy rejestratorów oraz charakter uszkodzeń drzew wzdłuż trajektorii samolotu - zespół stwierdził: "Nie ma najmniejszych wątpliwości, że przyczyną katastrofy (...) było zejście poniżej minimalnej wysokości zniżania przy nadmiernej prędkości opadania, w warunkach atmosferycznych uniemożliwiających wzrokowy kontakt z ziemią i spóźnione rozpoczęcie procedury odejścia na drugi krąg. Doprowadziło to do zderzenia z przeszkodą terenową, oderwania fragmentu lewego skrzydła wraz z lotką, a w konsekwencji do utraty sterowności samolotu i zderzenia z ziemią".

Zespół przypomniał, że jego członkowie, którzy wchodzili w skład tzw. komisji Millera, przeanalizowali wszystkie powyższe elementy, podczas gdy "żaden z ekspertów posła A. Macierewicza nie był w Smoleńsku, nie widział miejsca katastrofy, nie badał wraku ani zapisów rejestratorów lotów".

Wersja Antoniego Macierewicza

Natomiast Antoni Macierewicz, podczas konferencji w Sejmie ocenił, że ilość szczątków, ich wielkość i rozmieszczenie wskazują na wybuch w powietrzu. Przypomniał, że jego zespół posługiwał się zdjęciami całego terenu po katastrofie, podczas gdy analiza archeologiczna dotyczy fragmentu. Zdjęcia terenu po katastrofie pokazują, że pierwsze szczątki znajdują się jeszcze przed brzozą, z którą miał się zderzyć Tu-154M, a kończą się około 400 metrów przed pasem lotniska. Według Macierewicza wojskowa prokuratura ukrywała raport archeologów, co - jak uznał - jest działaniem na szkodę państwa.

- Prace zespołu parlamentarnego są komplementarne i dokładnie pokrywają się z danymi, które posiada rząd Donalda Tuska, tylko ukrywa je przed opinię publiczną.(...) Najwyższy czas, żeby prokuratura wojskowa przestała ukrywać prawdę i przestała zajmować się śledztwem - powiedział Macierewicz.

Autor: jl//kdj / Źródło: PAP

Czytaj także: