|

"Jak wiedza o moich zarobkach ma uzdrowić system?"

Lekarz w sali zabiegowej (zdjęcie ilustracyjne)
Lekarz w sali zabiegowej (zdjęcie ilustracyjne)
Źródło zdj. gł.: Terelyuk/Shutterstock
Podpisana kilka dni temu przez prezydenta Karola Nawrockiego ustawa pozwalająca na monitorowanie zarobków lekarzy to zaledwie dwie i pół strony tekstu. Drobne zmiany w dwóch obowiązujących od lat aktach prawnych. Ale to wystarczyło, żeby rozpalić dyskusję o tym, czy powinniśmy wiedzieć, ile zarabiają lekarze.Artykuł dostępny w subskrypcji

"Pokaż, lekarzu, co masz w garażu!" - domaga się opinia publiczna, zbulwersowana doniesieniami o milionowych wynagrodzeniach. Premier Donald Tusk wsłuchuje się w głosy społecznego niezadowolenia. Już dzień po wybuchu afery z 1,6 mln zł, jakie w rok miał zarobić Dawid Kacprzyk, niespełna 30-letni lekarz bez specjalizacji, premier zapowiada ustawę, która ma zatrzymać tę - jak mówi - "narastającą falę podejrzliwości i niepewności, jak wyglądają zarobki, za co są wypłacane, czy są uzasadnione".

"Króciutki projekt ustawy", jak podkreśla Tusk, ma umożliwić Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT) orientację: kto w jakich miejscach ile zarabia. Z imienia i nazwiska.

Nowe prawo, zwane już powszechnie "ustawą o jawności zarobków lekarzy" albo "ustawą peselową", tak naprawdę jest niewielką zmianą dwóch obowiązujących ustaw: o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz ustawy o działalności leczniczej.

Pozostało 92% artykułu
Z tego artykułu dowiesz się:
Do kogo trafią informacje o zarobkach lekarzy i czy wcześniej ktoś już je zbierał.
Czy zbieranie danych o wynagrodzeniach obejmie wszystkie miejsca pracy każdego lekarza.
Dlaczego "ustawę peselową" przyjęto bez konsultacji publicznych, m.in. UODO, choć dotyczy danych wrażliwych.
Czy zarobki lekarzy można kontrolować inaczej. I czego obawiają się dziś medycy.
Eksperci tłumaczą, czy nowe przepisy oznaczają realne zmiany w ochronie zdrowia.
Czytaj także: