Za pomocą AI chcieli poróżnić Polaków i Czechów

Donald Tusk o przyjaźni polsko-czeskiej na X
Lichnerowicz: rosyjska dezinformacja karmi się różnymi naszymi słabościami
Źródło wideo: TVN24
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Jak informowały czeskie media oraz NASK, w Polsce i Czechach trwała operacja, gdzie próbowano zasiać wrogość - a przynajmniej nieufność - między Polakami a Czechami. Prawdopodobnie to działania obcych służb. Do działań wykorzystano m.in. sztuczną inteligencję. Do sprawy odnieśli się premierzy obu krajów.

Premier Donald Tusk opublikował grafikę pokazującą Reksia i Krecika jako przyjaciół. Każdy z bohaterów kreskówki trzyma flagę kraju, z którego pochodzi. Post opatrzono czeskim tekstem, w którym premier napisał, że Polska i Czechy są prawdziwymi przyjaciółmi. Do jego treści odniósł się premier Czech Andrej Babis.

Wpis jest reakcją na ujawnienie przez czeski portal Seznam Zpravy manipulacji dotyczących relacji polsko-czeskich. Dziennikarz portalu przeprowadził śledztwo, w którym pokazał mechanizmy szerzenia dezinformacji. Jak wskazał w swoim tekście Lukas Valasek, prawdopodobnie za całym zamieszaniem stoją rosyjskie służby.

To im miałoby zależeć na podsycaniu antagonizmów związanych z ziemią cieszyńską w związku z dawnym sporem terytorialnym i wydarzeniami z okresu międzywojnia. To pośrednio miałoby osłabić wsparcie Ukrainy przez koalicję europejskich państw.

Czechy mają obecnie niecałe 370 hektarów tzw. długu terytorialnego wobec Polski po korekcie granicy w 1958 roku. Strona czeska go nie kwestionuje, sprawa jest przedmiotem negocjacji od lat 90. Rozmowy toczą się jednak spokojnie.

AI, fałszywe profile i strona

Czeski portal przekazał, że na Facebooku krążyły plakaty, które miały zachęcać do rzekomej demonstracji w Trzyńcu. W serwisie społecznościowym informowano o tym z profilu o nazwie "Adam Sikora" i straszono, że Polacy chcieliby zająć część terytorium Czech. Seznam Zpravy jednak sprawdziło i nikt w wymaganym terminie takiej demonstracji nie zgłosił. Sam profil miał mieć zdjęcie prawdopodobnie wygenerowane przez sztuczną inteligencję i miał być założony stosunkowo niedawno. Przez AI miał być też stworzony obraz domu na Zaolziu, który chciał "sprzedać" "Adam Sikora".

Według Seznam Sprawy z innych profili pisano po polsku, że powinno się przyłączyć czeskie tereny do Polski, a z jeszcze innych atakowano Polaków. Problem w tym, że - jak opisał to Lukas Valasek - umieszczano na nich zdjęcia (np. profilowe) wygenerowane prawdopodobnie przez AI.

Demonstracja miała się odbywać z powodu rzekomego dokumentu przekazanego przez stronę polską, a który miał odnosić się do rzeczywistego długu terytorialnego wobec naszego kraju.

Fałszywy profil ambasadora

Portal CyberDefence informował, że w sieci stworzono fałszywy prywatny profil ambasadora Czech w Polsce. Umieszczono na nim dokument, którzy rzekomo miała wysłać strona polska. Stworzono także stronę, o bardzo podobnym adresie (różniła się tylko jedną literą - "l" zamiast "i"), jak czeska rozgłośnia iRozhlas. Na stronie zacytowano "fałszywego" ambasadora, a sam portal przypominał wyglądem ten prowadzony przez rozgłośnię.

Co ciekawe, jak poinformował polski portal, zdjęcie rzekomego dokumentu przedstawionego przez stronę polską w pierwotnej wersji miało błąd - cały tekst był po czesku, a dwa ostatnie słowa po polsku. Prawdopodobnie wynikało to ze złego wygenerowania obrazu przez AI.

"Nie dajmy się skłócić"

Do sprawy związanej z rosyjskim śladem i antagonizowania Czechów i Polaków odniósł się na serwisie X minister Radosław Sikorski. Nawiązał przy tym do odebrania Czechom na Zaolziu terenów w 1938 roku. Jak czytamy na stronach Muzeum Historii Polski, Zaolziem nazywa się potocznie zachodnią część Śląska Cieszyńskiego (Śląsk Cieszyński leży w granicach dwóch krajów).

"Nie dajmy się skłócić. Wkroczenie do Zaolzia było jedną z najgłupszych decyzji polskiej polityki zagranicznej w historii, ale mam nadzieję, że bracia Czesi pamiętają, że w osobie prezydenta Lecha Kaczyńskiego, na Westerplatte w 2009 roku, Polska za nią publicznie przeprosiła" - napisał polski minister spraw zagranicznych.

Z kolei czeska ambasada w naszym kraju na serwisie X przypomniała, że Polska i Czechy chcą rozwiązać sprawę długu granicznego poprzez stworzenie wspólnego projektu ochrony przeciwpowodziowej.

Włamanie na portal Polskiego Radia

Co istotne, doszło także do włamania do systemu portalu internetowego Polskiego Radia PiK. Jak czytamy w oświadczeniu z 16 sierpnia, "ktoś włamał się do systemu edycji portalu radiopik.pl i zamienił opublikowany tekst na nieprawdziwy - o tym, że Polska rzekomo planuje zajęcie kawałka terytorium Czech". Redakcja odcięła się od opublikowanego tekstu i poinformowała, że radio "po raz kolejny stało się ofiarą internetowego włamania".

Sprawą zajmuje się Naukowa i Akademicka Sieć Komputerowa (NASK). Jej Ośrodek Analizy Dezinformacji wraz z czeskimi partnerami dalej monitoruje sytuację.

Zaolzie to historyczny region w Czechach znajdujący się w zachodniej części Śląska Cieszyńskiego - po stronie czeskiego brzegu rzeki Olzy. Jego granice trudno jednoznacznie określić
Zaolzie to historyczny region w Czechach znajdujący się w zachodniej części Śląska Cieszyńskiego - po stronie czeskiego brzegu rzeki Olzy. Jego granice trudno jednoznacznie określić
Źródło zdjęcia: Google Maps

"Jak ustalono, jego publikacja była możliwa prawdopodobnie poprzez przejęcie konta jednego z redaktorów. Operacja dezinformacyjna trwała od 15 do 17 sierpnia. Na jej potrzeby przygotowano sześć kont w serwisie Facebook oraz przeprowadzono atak hakerski na redakcję Radia PiK. Opublikowane treści wskazują, że głównym celem autorów operacji było wzbudzenie wrogości pomiędzy Polakami a Czechami na kanwie prawdziwej potencjalnie spornej kwestii związanej z obecnym przebiegiem granicy" - przekazała tvn24.pl NASK. W przesłanej nam informacji NASK wskazała także, że "każdemu z bezpośrednio zaangażowanych kont starano się zbudować przynajmniej pozory autentyczności przy pomocy materiałów dostępnych w internecie oraz treści generowanych przez AI". Wszystkie konta związane z operacją zostały zgłoszone moderacji Facebooka.

"Materiały w polskiej infosferze nie spotkały się z szerokim odzewem, kampania była bardziej obecna po drugiej stronie granicy" - twierdzi NASK.

Źródło: tvn24.pl
Czytaj także: