Pomysł z wcześniejszymi wyborami parlamentarnymi, które miałyby się odbyć na wiosnę 2011 roku, ma coraz więcej zwolenników. Wyszedł z nim Jarosław Gowin, który uzasadnił go w "Poranku" TVN24 mówiąc, że jesienią 2011 przypada Polska prezydencja w Unii Europejskiej. Ocenił jednocześnie, że nie do pomyślenia byłyby wybory parlamentarne w czasie polskiej prezydencji. Dodał jednak, że to jest jedyny powód planowania przyspieszonych wyborów i nie przewiduje żadnego kryzysu w koalicji rządowej, który miałby przyspieszyć wybory.
Budżet i prezydencja przemawiają za wcześniejszymi wyboramiGoście "Kawy na ławę" także przychylili się do tego pomysłu i wskazali jeszcze jeden powód przemawiający za wcześniejszymi wyborami: budżet. - To nie tylko kwestia prezydencji w Unii, ale także sprawa budżetu. Wreszcie skończyłoby się to przerzucanie winy jednego rządu na drugi - mówił w TVN Jarosław Kalinowski z PSL. Jego zdaniem, to byłby dramat, gdyby wybory miały się odbyć w okresie naszego przewodnictwa w Unii. Joachim Brudziński zaznaczył, że kwestia prezydencji była poruszana jeszcze przed wyborami. - Trzeba jakoś ten okres płynnie przejść. Ale do tego czasu nie może trwać nieustanna kampania wyborcza, podporządkowana prezydenckim aspiracjom Donalda Tuska.
Wybory na wiosnę 2011? To dobry pomysł
Ryszard Kalisz przypomniał, że politycy lewicy od dawna upominali się o wybory na wiosnę. - Tak byłoby lepiej dla projektowania i realizacji budżetu - wyjaśnił.
Źródło: TVN24, tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: TVN24