Obecnie wozy konne, znane pod Tatrami również jako fasiągi, kursują na odcinku z Palenicy Białczańskiej do Włosienicy, liczącym około siedmiu kilometrów. Od 1 września konie będą kończyć kurs przy Wodogrzmotach Mickiewicza po przejechaniu niespełna trzech kilometrów. "Oznacza to skrócenie odcinka pracy koni o około cztery km, czyli o ponad połowę" - wyjaśnia Tatrzański Park Narodowy w komunikacie. Oznacza to również, że trasa piesza dla pasażerów zaprzęgów wydłuży się z ok. kilometra do ok. pięciu kilometrów. Można ją nieco skrócić, korzystając z wyznaczonych alternatywnych podejść kamienistą trasą.
Celem skrócenia trasy jest poprawa dobrostanu koni - wyjaśnia ministra klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska. - Jest coraz cieplej latem, coraz trudniejsze są warunki pracy koni, a ta trasa zawsze była wyzwaniem - mówi "Faktom" TVN. - Konie znikną z najbardziej stromej, najtrudniejszej części trasy - podkreśliła ministra podczas konferencji prasowej.
Krótsza trasa koni na Morskie Oko - sukces?
Obrońcy praw zwierząt mają jednak wątpliwości, czy zmiana przyniesie ulgę koniom. - Sukcesem ciężko to nazwać, bo konie na trasie pozostają i będą wciąż pracowały w przeciążeniu. Krócej, mniej, ale wciąż ponad siły - mówi Anna Plaszczyk ze stowarzyszenia OTOZ Animals.
Przewoźnicy z Podhala przekazali "Faktom", że jeszcze nie wiedzą, jak ocenić nowy pomysł. "Trasa dla koni staje się krótsza i łagodniejsza, co znacząco zmniejszy dystans ich pracy. Jednocześnie przewozy konne pozostają na szlaku jako cenny, kulturowy element tradycji naszego regionu" - przekazało w mediach społecznościowych Stowarzyszenie Przewoźników do Morskiego Oka z gminy Bukowina Tatrzańska.
Adwokatka Katarzyna Topczewska zwraca uwagę, że pierwsze dorożki pojawiły się na trasie do Morskiego Oka dopiero w 1989 roku. - Dorożki puchły i puchły, aż w końcu przybrały postać tych tirów konnych - stwierdza. - Polską tradycją nie powinno być wykorzystywanie zwierząt ponad ich siły - dodaje.
Decyzja po upadku konia
Ministerstwo i TPN zapewniają, że skrócenie trasy było planowane od dawna, decyzję ogłosiły jednak kilka dni po upadku konia Henia. Andrzej Mąka, prezes Stowarzyszenia Przewoźników do Morskiego Oka z gminy Bukowina Tatrzańska przekazał, że "koń, podobnie jak człowiek, może się potknąć", a sam fakt potknięcia "nie przesądza ani o jego przyczynie, ani o stanie zdrowia zwierzęcia".
Henio jeszcze tego samego dnia przeszedł badania. "Nie stwierdzono objawów chorobowych, a jego stan zdrowia, utrzymania i odżywienia oceniono jako dobry. Stwierdzono jedynie lekkie otarcia naskórka przednich kończyn i zalecono czasową przerwę w pracy" - poinformował TPN.
Busikiem do Morskiego Oka
Jaka jest alternatywa dla fasiągów? Jak wyjaśnia TPN, docelowo trasa od Wodogrzmotów Mickiewicza do Włosienicy ma być obsługiwana przez transport elektryczny. "Wrześniowy pilotaż jest praktycznym etapem wdrażania tego rozwiązania" - czytamy w komunikacie.
Obecnie park dysponuje czterema elektrycznymi busami, na 16 kolejnych rozpisano przetarg. W ubiegłym roku e-busami przewieziono ponad 26 tys. turystów. Do końca lipca bieżącego roku - już ponad 15 tys. osób. "Zainteresowanie przewozami e-busami jest bardzo duże" - podkreśla TPN.
Redagował AM