Szef MEN: nie ma obaw, aby ktoś nie mógł kontynuować edukacji na kolejnym etapie

Polska

Aktualizacja:
Dariusz Piontkowski mówił o rekrutacji do szkół ponadpodstawowych dzieci z podwójnego rocznika tvn24
wideo 2/35

Nadal są wolne miejsca w najlepszych szkołach. 16 lipca postaramy się przekazać całościowe dane dotyczące pierwszego etapu rekrutacji do szkół średnich - oświadczył na konferencji prasowej minister edukacji narodowej Dariusz Piontkowski. Przekonywał także, że "nie ma obaw, aby ktoś nie mógł kontynuować edukacji na kolejnym etapie".

W tym roku do szkół ponadpodstawowych pójdą uczniowie z dwóch równoległych roczników - tego, który skończył ostatnią klasę gimnazjum oraz o rok młodszego, który skończył ósmą klasę szkoły podstawowej. W związku z tym pojawiają się duże problemy z rekrutacją i miejscem w wybranych przez uczniów szkołach.

PRZECZYTAJ, O CO CHODZI Z PROBLEMAMI Z REKRUTACJĄ

Szef MEN: mamy 100 tysięcy miejsc dodatkowych w szkołach średnich

W piątek na konferencji prasowej w MEN szef resortu edukacji wskazał, że w skali kraju absolwentów szkół podstawowych i gimnazjów jest około 730 tysięcy, zaś szkoły średnie przygotowały ponad 830 tysięcy miejsc dla absolwentów gimnazjów i szkół podstawowych. - Mamy więc 100 tysięcy miejsc dodatkowych w szkołach średnich - mówił Dariusz Piontkowski.

Zaznaczył, że "terminy zakończenia rekrutacji pierwszego etapu są różne dla poszczególnych województw". - Część województw kończy dzisiaj, 12 lipca, część ogłosiła już wyniki wczoraj, część przedwczoraj, a kilka pozostałych województw będzie ogłaszało wyniki dopiero 16 lipca - wyliczał Piontkowski. - Dlatego zapraszamy na 16 lipca, postaramy się przekazać, mam nadzieję całościowe, wyniki pierwszego etapu postępowania rekrutacyjnego – dodał minister edukacji narodowej.

"Najlepsze szkoły oferują dużą liczbę nowych miejsc w drugim etapie rekrutacji"

Minister przekonywał także, że wolne miejsca po pierwszym etapie rekrutacji są nie tylko w szkołach mniej popularnych, ale także w najlepszych placówkach. - Wyraźnie widać, że także te najlepsze szkoły oferują dużą liczbę nowych miejsc w drugim etapie rekrutacji - powiedział Piontkowski.

Wymienił przy tym przypadek z Krakowa, gdzie po pierwszym etapie rekrutacji w II Liceum Ogólnokształcącym im. Jana III Sobieskiego zostało 20 dodatkowych miejsc, w VIII Liceum Ogólnokształcącym im. Stanisława Wyspiańskiego - 25, a w Zespole Szkół Łączności - 26. Dodał, że podobnie sytuacja wygląda w Lublinie i Olsztynie.

Jak mówił, w Krakowie w sumie "mamy ponad 2,5 tysiąca uczniów, którzy w pierwszym etapie rekrutacji nie znaleźli swojej szkoły, a jednocześnie mamy 3,9 tysięcy miejsc".

Szef MEN: zawsze istnieje możliwość, aby zwiększyć liczbę miejsc w szkołach średnich

Zapytany o pozew, który przeciwko Polsce w związku z "chaosem w edukacji" ma zamiar złożyć ojciec dwóch dziewczynek z Łodzi, Piontkowski odpowiedział, że "odpowiedzialną instytucją za nabór do szkół jest samorząd". - Proszę pytać panią prezydent [Łodzi, Hannę Zdanowską - red.], co zrobiła, by doprowadzić do tego, że będzie odpowiednia liczba miejsc w szkołach średnich - mówił szef MEN. Według niego "jeśli ktoś chce składać jakieś pozwy, to niech zapyta PO i PSL, dlaczego doprowadzą za kilka lat do tego, że kolejne dwa podwójne roczniki trafią do szkół średnich".

- Pragnę przypomnieć, że PO z PSL - przy poparciu ZNP [Związku Nauczycielstwa Polskiego - red.] - zmusiły rodziców do tego, aby posłali dzieci sześcioletnie do szkół. To spowodowało, że (...) te dzieci za kilka lat rozpoczną rekrutację do szkół średnich (...). Czy ten ojciec, albo kolejni rodzice, wysyłali pozwy, że dzieci z dwóch roczników miały gorsze warunki w pierwszych klasach szkoły podstawowej, że nie mieli komfortu nauki? Jakoś sobie nie przypominam - powiedział.

- Na przykładzie Mazowsza widać, że część samorządów zauważa, że będzie potrzeba zwiększenia miejsc w szkołach średnich i to spokojnie robi. Inne tego dotąd nie zrobiły, ale zawsze istnieje możliwość, aby spokojnie zwiększyć liczbę oddziałów, liczbę miejsc w szkołach średnich - zaznaczył.

Dodał, że z informacji od samorządów wynika, iż miejsc jest zdecydowanie więcej niż absolwentów gimnazjów i szkół podstawowych. - Po pierwszym etapie rekrutacji, z tych pierwszych wyników, które mamy widać wyraźnie, że liczba miejsc wolnych do drugiego etapu rekrutacji jest zdecydowanie większa niż liczba uczniów, którzy nie znaleźli miejsca w tych wybranych przez siebie szkołach - przekonywał.

- Spokojnie czekamy, aż koleje samorządy przekażą nam informację o tym, jak wygląda pierwszy etap rekrutacji - dodał minister. Piontkowski podkreślił, że "nie ma obaw, aby ktoś nie mógł kontynuować edukacji na kolejnym etapie".

Zapewnił, że nie ma również obaw, aby uczeń z Warszawy nie znalazł na jej terenie miejsca w szkole i musiał dojeżdżać do szkoły kilkanaście kilometrów. - Prezydent Warszawy (...) zobowiązany jest do tego, aby zapewnić miejsca nauki dzieciom ze swojego terenu. A więc pan prezydent dzisiaj może wydać decyzję o tym, aby utworzyć dodatkowe oddziały, aby żadne dziecko z Warszawy nie musiało gdzieś jeździć w poszukiwaniu szkoły - powiedział szef resortu edukacji.

Piontkowski: nie ma obaw, aby ktoś nie mógł kontynuować edukacji na kolejnym etapietvn24

Sipiera: sytuacja pokrycia miejsc w placówkach jest absolutnie pod kontrolą

Uczestniczący w konferencji wojewoda mazowiecki Zdzisław Sipiera mówił, że "od wielu miesięcy prowadzimy z kurator (mazowieckiej oświaty Aurelią Michałowską - przyp. red.) dokładną analizę tego, co dzieje się w naszych szkołach i absolutnie nie było takiego momentu, o którym moglibyśmy wspólnie powiedzieć, że jest jakiś ogromny problem" związany z rekrutacją uczniów do szkół.

- Sytuacja pokrycia miejsc we wszystkich naszych placówkach jest absolutnie pod kontrolą - zapewniał. Wskazał również, że "to nie jest tak, że samorząd nie ma planowania", ale "musi planować".

- Obowiązkiem planowania przez każdy samorząd jest to, żeby nie tylko mówić o dniu dzisiejszym, ale też o tym, co jest na przestrzeni najbliższych lat - ocenił. Sipiera zaznaczył, że reforma edukacji "nie jest prowadzona od roku".

- O tym było mówione wiele, wiele lat, dlatego też w sytuacji, w której jest większa subwencja dla samorządów, jest więcej osób (chodzących do szkół - przyp. red.), to to jest koszt, który nazywa się kosztem rozwoju - powiedział. - Apeluję, żeby (...) te sprawy rozwiązywać w dialogu, a nie epatowania, że "brakuje", "nie ma", "tragedia" - dodał.

Według niego "nie ma żadnej tragedii, natomiast oczywiście są pewne wybory i od tego jesteśmy, żeby pomóc edukacji: wydziały w stolicy, wydziały dzielnicowe, biura edukacji, zastępca prezydenta, sam prezydent, czy też kurator i wojewoda". Jak dodał, instytucje te "są od tego, żeby pomagać, ale nie zastępować, bo kompetencja ta jest przypisana do samorządu".

Sipiera powiedział również, że "jesteśmy dorośli i zajmujemy odpowiednie funkcje, żeby pomagać młodym ludziom". - Apeluję, żebyśmy to robili w maksymalnym konsensusie, a nie szukali elementów, które są w tym zakresie edukacji ponadnormatywnie wykorzystywane - mówił dalej Sipiera. - Jesteśmy partnerami, a nie przeciwnikami, załatwiamy sprawy wspólnie, a nie szukamy różnic - dodał wojewoda mazowiecki.

Sipiera: sytuacja pokrycia miejsc w placówkach jest absolutnie pod kontrolą tvn24

Autor: akr\mtom / Źródło: PAP

Raporty: