Złe nastroje w policji ma poprawić 1000 złotych

TVN24 | Polska

Autor:
Robert
Zieliński
Źródło:
tvn24.pl
Policja pilnuje domu Jarosława Kaczyńskiego TVN24
wideo 2/23
TVN24Policja pilnuje domu Jarosława Kaczyńskiego

Specjalny dodatek w wysokości tysiąca złotych dla policjantów z oddziałów prewencji ma poprawić złe nastroje w policji. U steru policji pozostanie także generał Jarosław Szymczyk, który pełni tę funkcję od lutego 2016 roku.

Ostatnie fale demonstracji, które przetoczyły się przez cały kraj, ochraniali przede wszystkim policjanci z oddziałów prewencji.

To funkcjonariusze, którzy na co dzień patrolują ulice miast. Ale ich głównym zadaniem jest radzenie sobie z tłumem. W policyjnej nomenklaturze nazywa się to "prowadzeniem operacji policyjnych w sytuacji zagrożenia bezpieczeństwa i porządku publicznego".

OGLĄDAJ TVN24 W INTERNECIE >>>

Matki, żony, kochanki

Setki demonstracji uruchomiły w policji - tak w dużych miastach, jak i w małych miejscowościach - dwa zjawiska. Pierwsze dotyczy emocji wśród samych mundurowych.

Mamy matki, żony i kochanki. Tylko część z nas popiera linię rządu. Do tego działanie w zwartych szykach i życie w koszarach powoduje, że wirus rozprzestrzenia się między nami w sposób błyskawiczny.

Drugą, poważną konsekwencją protestów są zgrzyty - jak to określają rozmówcy tvn24.pl ze służb mundurowych - między komendantem głównym policji Jarosławem Szymczykiem, a ministrem spraw wewnętrznych Mariuszem Kamińskim i jego zastępcą, Maciejem Wąsikiem. Chodzi o taktykę działania oddziałów prewencji.

Mariusz Kamiński i Jarosław Szymczyk

Według doniesień tygodnika m.in. tygodnika "Wprost" ministrowie chcieli, by policja przyjęła ostrzejszą taktykę wobec protestujących.

Według nieoficjalnych informacji, tego miał życzyć sobie wicepremier do spraw bezpieczeństwa, Jarosław Kaczyński.

- Jednak generał Jarosław Szymczyk i kierownictwo stołecznej policji postawiło na taktykę ochrony demonstrantów, bez działań represyjnych - mówi nam urzędnik resortu spraw wewnętrznych i administracji.

Dochodziło do pojedynczych incydentów, jak na przykład pobicie dziennikarki we Wrocławiu. Najpoważniejszy był ten w okolicach warszawskiego ronda de Gaulle’a, gdzie tył marszu chcieli napaść pseudokibice Legii. Do akcji wkroczyli wtedy policjanci, którzy po cywilnemu, dwójkami bądź trójkami, byli przez cały czas wmieszani w tłum maszerujących.

- Kibole nie mieli szczęścia, bo tę część marszu ochraniali policjanci z oddziałów antyterrorystycznych. Stąd tak szybko spacyfikowali agresorów - mówi nam oficer Komendy Stołecznej Policji.

Zaufanie do generała

Innym elementem tych samych nacisków mają być kary zawieszenia oraz postępowań dyscyplinarnych dla policjantów z komisariatu na Żoliborzu. Nie przeszkodzili oni, by na płocie prywatnej posesji Jarosława Kaczyńskiego zawisły wieszaki i pieluchy.

- Ochronę prezesa bolało, że mundurowi nie ściągnęli tego, tylko jeden z ich ludzi musiał to zrobić - twierdzi jeden z naszych rozmówców.

Niecenzuralny napis zawisł na ogrodzeniu domu wicepremieraKatarzyna Pierzchała

Policjanci zbierają teraz pieniądze dla swoich zawieszonych kolegów i organizują im pomoc prawną.

- Absurdalna sytuacja, każdy w firmie o tym mówi. I nie ma takich, którym decyzja o zawieszeniu się podoba. Policja to nie prywatna ochrona - to najczęstsze komentarze, jakie usłyszeliśmy od policjantów.

Jednak według medialnych doniesień konflikt o taktykę miał tak nabrzmieć, że zapadła decyzja o odwołaniu generała Szymczyka.

- To byłaby w naszych szeregach fatalnie odebrana decyzja. Szymczyk jest ceniony, kompetentny i zapewnia spokój w formacji na tyle, na ile to możliwe w tych trudnych czasach. Związki zawodowe byłyby bardzo przeciwne odwołaniu generała - mówił nam jeden z czołowych związkowców.

Zadaliśmy wprost pytanie o przyszłość Jarosława Szymczyka wiceministrowi spraw wewnętrznych Maciejowi Wąsikowi.

- Mamy zaufanie do Szymczyka, nie planujemy zmiany - odparł wiceminister spraw wewnętrznych i zarazem zastępca koordynatora służb specjalnych.

Jarosław Szymczyk jest najdłużej urzędującym szefem polskiej policji od czasu upadku komunizmu.

Epidemia w policji

W samych szeregach policyjnych kolejnym problemem jest liczba zakażonych funkcjonariuszy, a także tych, którzy przebywają na kwarantannach.

Dobrze skalę problemu obrazuje sytuacja z największego w kraju oddziału prewencji, czyli warszawskiego. Jedna z kompanii (około 100 osób) była już w drodze na zabezpieczenie ubiegłotygodniowych demonstracji z koszarów w Piasecznie, gdy przed dotarciem do celu została zawrócona.

- Przyszły wyniki testów, kilku chłopaków okazało się zakażonych. To specyfika ich pracy: spędzają wiele godzin razem, w furgonetkach. Jedzą, a nawet śpią razem w koszarach, zatem wirus się rozprzestrzenia bardzo szybko - tłumaczy jeden z naszych rozmówców.

Już przed masowymi protestami liczby chorych wyglądały niepokojąco - np. w śląskim oddziale na 635 funkcjonariuszy chorowało 63, a 108 było w kwarantannie. W trzykrotnie mniejszych podlaskim oddziale chorych było 22, a na kwarantannie 19.

- Czekamy teraz, jakie będą efekty naszych działań w dużych miastach. Te liczby mogą solidnie wzrosnąć - mówi doświadczony oficer.

Dlatego do końca roku wraz z podstawowym wynagrodzeniem policjanci z oddziałów prewencji dostaną też dodatkowy tysiąc złotych, który wygospodarowali w budżetach minister Mariusz Kamiński i komendant Jarosław Szymczyk. Natomiast od przyszłego roku każdy policjant z tych oddziałów będzie miał stały dodatek w wysokości 500 złotych.

- To ma pomóc w poprawie nastrojów. Ale to też rzecz, o którą przez całe lata walczyły związki zawodowe. Dlatego, że to ciężka praca i znacznie trudniej w niej awansować niż w przypadku innych jednostek policji - tłumaczą nasi rozmówcy.

Autor:Robert Zieliński

Źródło: tvn24.pl