Mamy za sobą dwa referenda. Jedno niedoszłe - prezydenckie - odrzucone przez Senat. Drugie krakowskie, w którym odwołano prezydenta, ale pozostawiono Radę Miasta. Oba są smutnym dowodem postępującego niszczenia dopiero co uzyskanego prawa obywateli do wyrażania swojej woli bez pośrednictwa tych, którzy - jako ich reprezentanci - najczęściej mają tę wolę jedynie na ustach - pisze dla TVN24+ filozof i publicysta dr Tomasz Kowalczuk.Artykuł dostępny w subskrypcji
Politycy często w swych kulawych wywodach powołują się na mądrość Polaków. Wierzą w nią albo napominają adwersarza, by jej nie obrażał. A jednak kolejnymi wypowiedziami dają świadectwo czegoś wręcz odwrotnego - pogardy dla intelektu słuchaczy.
Nie inaczej jest z pytaniem referendalnym, którym w imię woli narodu poczęstował nas prezydent. Sam Karol Nawrocki nazwał je uczciwym i prostym. W rzeczywistości tak prostym, jak przedstawił prezydent, nie jest, a w konsekwencji nie jest też uczciwym.