Przyczyny katastrofy znane, konwencja chicagowska niekorzystna dla Polski

 
Komisja Millera może podać już raport końcowy
Źródło: Archiwum TVN24

Komisja szefa MSWiA Jerzego Millera badająca przyczyny katastrofy smoleńskiej ma już wszystkie niezbędne informacje do sporządzenia raportu końcowego i podania przyczyn katastrofy prezydenckiego tupolewa. Takiego zdania jest prof. Marek Żylicz, członek Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych. W jego opinii, polski rząd popełnił błąd godząc się na zastosowanie przy śledztwie załącznika 13. konwencji chicagowskiej, który był dla Polski niekorzystny.

Prof. Żylicz napisał w gazecie prawniczej "Państwo i Prawo", że porozumienia polskiego i rosyjskiego w tej sprawie rządu było nieformalne, przyjęte w trybie roboczym.

Podkreślił, że decyzję o tym, żeby podstawą badania przyczyn tej katastrofy był załącznik 13. konwencji chicagowskiej, podjęli więc sami Rosjanie, nie konsultując jej ze stroną polską. A rząd Donalda Tuska, zaskoczony całą sytuacją, ją tylko zaakceptował (premier nie dysponował przy tym żadną opinią prawną, czy będzie to zgodne z prawem i korzystne dla nas).

Po wyrażeniu zgody okazało się, że postanowienia tej konwencji nie mają zastosowania do takich lotów, jaki odbywał się Tu-154M do Smoleńska. Jak podkreślił prof. Żylicz, lot ten należy traktować jako państwowy-niewojskowy, co oznacza, że nie podlega on reżimowi konwencji chicagowskiej. Decyzja rządu była więc błędem.

Prof. Żylicz wyraził też opinię, że komisja Millera jest w stanie dokończyć swe prace na podstawie posiadanych już materiałów i informacji. - A stosunkowo nieliczne, których brakuje dla dodatkowego potwierdzenia polskich ustaleń, mogą być częściowo uzupełnione w toku śledztw prokuratorskich - podkreślił.

Ekspert nie poinformował jednak, z jakich powodów komisja zwleka z przygotowaniem raportu i podaniem przyczyn katastrofy.

Premier spodziewa się w czerwcu

W ubiegłym tygodniu premier Donald Tusk powiedział, że liczy na opublikowanie przynajmniej głównych wątków raportu w czerwcu.

- Nie nakłaniam komisji, aby na siłę coś przyspieszyła czy opóźniła. Muszą pracować w swoim rytmie, zgodnie z własnym planem i własnym sumieniem. Opisałem jednak komisji oczywisty interes publiczny polegający na tym, że Polacy chcą możliwie szybko dowiedzieć się o głównych przyczynach katastrofy - mówił wtedy szef rządu.

Zaznaczył wówczas również, że nie chce wyznaczać daty opublikowania raportu, ale dodał, że efekt prac komisji - "ze względu na interes publiczny" - Polacy powinni poznać przed wyborami.

Źródło: "Rzeczpospolita"

Czytaj także: