Polska

Prokuratorzy kontra premier Kopacz. Nie czują się winni ujawnienia zdjęć akt w internecie

Polska


"Poważne zastrzeżenia" budzi wykorzystanie publikacji w sieci akt afery podsłuchowej jako pretekstu do odwołania Andrzeja Seremeta - stwierdzili prokuratorzy w przyjętej w środę uchwale. Podkreślili, że to nie oni są winni przecieku. - W tym przypadku nie było żadnego przecieku z prokuratury - zgadza się profesor Zbigniew Ćwiąkalski, były minister sprawiedliwości, współtwórca reformy prokuratury.

Wiele, gorzkich słów pod adresem mediów i polityków pada w środowej uchwale zgromadzenia prokuratorów Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie w związku z ujawnieniem przez Zbigniewa Stonogę fotografii akt śledztwa w sprawie nielegalnego nagrywania polityków i biznesmenów. To właśnie w jednej z jednostek warszawskiej apelacji jest prowadzone to śledztwo – w prokuraturze okręgowej na warszawskiej Pradze.

Swoje stanowisko prokuratorzy przekazali m.in. premier Ewie Kopacz i prezydentowi Bronisławowi Komorowskiemu.

Przeciwko Kopacz

Prokuratorzy skrytykowali premier Kopacz, która zapowiedziała rozpoczęcie procedury odwołania Andrzeja Seremeta z funkcji prokuratora generalnego w związku z upublicznieniem akt.

"Wykorzystanie tego zdarzenia jako powodu zapowiedzianego nieprzyjęcia przez Prezesa Rady Ministrów sprawozdania Prokuratora Generalnego z działalności prokuratury za 2014 rok i zainicjowania procedury odwołania Prokuratora Generalnego z pełnionej funkcji budzi poważne zastrzeżenia, tym bardziej, że powyższy dokument nie został nawet jeszcze oceniony przez Ministra Sprawiedliwości.

"Nie jesteśmy winni"

Oskarżyciele wyrazili "zdecydowany protest" przeciwko negatywnym ocenom pracy prokuratury. Uważają, że prawidłowo i zgodnie z prawem udostępnili akta afery podsłuchowej pokrzywdzonym, podejrzanym i ich pełnomocnikom.

"Nie do zaakceptowania są formułowane przez media i osoby publiczne wypowiedzi o rzekomym 'przecieku' z prokuratury, insynuujące możliwości popełnienia czynu zabronionego w sytuacji, gdy w Internecie zostały ujawnione legalnie udostępnione stronom materiały przedmiotowego śledztwa. (…) Prokuratorzy udostępniając akta śledztwa V Ds. 74/14 (sprawa afery podłuchowej – red.) stronom, ich pełnomocnikom i obrońcom, a także wyrażając zgodę na kopiowanie materiałów śledztwa, realizując gwarancje procesowe stron, działali zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa, uchwalonymi przez Parlament w 2013 roku. Nie mogą oni ponosić odpowiedzialności za złamanie prawa przez osobę z w/wymienionego kręgu, która udostępniła materiały śledztwa celem ich upublicznienia. Dlatego też nieuprawnione i nieuczciwe jest obciążanie winą za zaistniałą sytuację prokuratorów prowadzących przedmiotowe postępowanie jak również Prokuratora Generalnego" – czytamy w uchwale.

Ćwiąkalski zgada się z prokuratorami

- Zgadzam się z tym całkowicie. W tym przypadku nie ma żadnego przecieku z prokuratury. Kto inny udostępnił te akta w internecie. Wystarczy przeczytać kodeks postępowania karnego. W tej sprawie prokuratorzy przez 8 miesięcy nie udostępniali akt. Zrobili to dopiero pod koniec postępowania – zwraca uwagę profesor Ćwiąkalski, były minister sprawiedliwości. Prawnik nie zgadza się z zarzutami, że to wina prokuratury, iż w internecie znalazły się także adresy domowe m.in. szefa CBA, widniejące na protokołach przesłuchań. - Wielu świadków nie podaje swoich domowych adresów lecz służbowe, jako te do doręczeń - zauważa profesor.

W takim samym tonie wypowiadał się dzisiaj w Sejmie sam Seremet, z którym spotkali się posłowie z komisji ds. służb specjalnych. Według oświadczenia, które zamieściła na swojej stronie Prokuratura Generalna szef polskich prokuratorów powiedział w środę, że "działania podejmowane przez prokuratorów w zakresie udostępnienia akt uznać należy za prawidłowe, a formułowane w mediach pod adresem prokuratury zarzuty dotyczące rzekomo sprzecznego z prawem ujawnienia materiałów z akt śledztwa – za całkowicie niezasadne".

- Fakt upublicznienia akt śledztwa był skutkiem bezprawnego rozpowszechnienia informacji, które legalnie znalazły się w dyspozycji uczestnika postępowania - stwierdził Seremet.

"Gazeta Wyborcza" opublikowała cały list Falenty do prezydenta
"Gazeta Wyborcza" opublikowała cały list Falenty do prezydentaFakty TVN
wideo 2/33

Autor: Maciej Duda, Robert Zieliński / Źródło: tvn24.pl

Tagi:
Raporty:
Pozostałe wiadomości