Nagranie, na którym funkcjonariusze po cywilnemu gonią demonstrantów, od piątku elektryzuje polski internet. Większość z policjantów jest ubrana w odblaskowe kamizelki służbowe, wśród nich jest mężczyzna bez niej - i to jego zachowanie wzbudziło największe kontrowersje.
Łapie on jednego z uciekających, prawdopodobnie pryska mu w twarz gazem, po czym kopie go kilkukrotnie w głowę, choć demonstrant nie stawia oporu. Napastnik przydeptuje protestującego i kopie w głowę, nawet kiedy ten już leży na ziemi, a w pobliżu są inni funkcjonariusze.
Wszczęto postępowanie
W poniedziałek rzecznik stołecznej policji przyznał, że napastnikiem był jeden z funkcjonariuszy. - W tej sprawie komendant stołeczny policji podjął decyzję o wszczęciu postępowania sprawdzającego. Policjant musi się też liczyć z odpowiedzialnością karną, bo sprawa zostanie skierowana do prokuratury - powiedział.
Jednocześnie zastrzegł: - Nie chciałbym, żeby ta sytuacja decydowała o ocenie naszej działalności tego dnia. Było nas tam trzy tysiące.
Jak się dowiedzieliśmy, policjant przebywa na zwolnieniu lekarskim. Wcześniej, podczas tej akcji, miał zostać pobity.
"Na służbie reprezentuje prawo"
- Policjant musi sobie zdawać sprawę, że na służbie reprezentuje prawo i musi się godnie zachowywać. Natomiast te zarzuty, które słyszymy, że ktoś został pobity na komisariacie czy nie było wody, czy tłumacza, to zaręczam państwu, że to nieprawda - dodał Karczyński w rozmowie z reporterką TVN24.
Źródło: tvn24.pl