"Telefon komórkowy nie był już tajemnicą". Raport komisji śledczej

Posiedzenie komisji śledczej ds. inwigilacji systemem Pegasus w Sejmie
Podsumowanie prac komisji śledczej do spraw Pegasusa
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: PAP/Przemysław Piątkowski
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Komisja śledcza do spraw Pegasusa sporządziła zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa wobec 11 osób - podsumowała przewodnicząca komisji Magdalena Sroka. Jak mówiła, według ustaleń komisji kontrolę nad systemem Pegasus i pozyskanymi z jego użyciem danymi sprawowała izraelska firma, a w 2022 roku odebrała licencję na oprogramowanie. 
Kluczowe fakty:
  • Przewodnicząca komisji ds. Pegasusa przedstawiła w poniedziałek wnioski z jawnej części raportu komisji. 
  • Łącznie komisja, powołana w 2024 roku, zebrała się na 130 posiedzeniach i przesłuchała 77 świadków.
  • Komisja złożyła 41 wniosków o ukaranie świadków karą porządkową, 11 wniosków o zatrzymanie i przymusowe doprowadzenie, trzy wnioski o uchylenie immunitetów oraz dwa wnioski dotyczące immunitetów europosłów. 
  • Według ustaleń "państwo polskie nigdy nie miało pełnej kontroli nad systemem", którą miał sprawować w rzeczywistości producent Pegasusa - izraelska firma NSO Group. 
  • Za zakup systemu zapłacono 33,4 miliony złotych - przekazała Sroka. - To nie jest jednak całość kosztów, które ponieśliśmy jako państwo - zaznaczyła.
  • Pegasus nie miał akredytacji bezpieczeństwa teleinformatycznego i przez "cały okres eksploatacji od 2017 roku" działał "poza systemem bezpieczeństwa państwa". 
  • Komisja ustaliła, że oprogramowanie nie mogło być stosowane wobec numerów zarejestrowanych w Rosji, Chinach, Korei Północnej, Izraelu czy Białorusi. 

Na poniedziałkowym posiedzeniu sejmowa komisja śledcza ds. Pegasusa przedstawiła jawną część raportu dotyczącą zakupu, legalności i sposobu wykorzystywania tego systemu w okresie rządów PiS. 

Przewodnicząca Magdalena Sroka na początku poinformowała o sporządzeniu 11 zawiadomień o popełnieniu przestępstwa wobec:

  • byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry,
  • byłego koordynatora służb specjalnych Mariusza Kamińskiego,
  • zastępcy koordynatora służb specjalnych Macieja Wąsika,
  • byłego wiceministra sprawiedliwości Michała Wosia,
  • byłego szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego Ernesta Bejdy i jego zastępcy Grzegorza Ocieczka,
  • byłego szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Piotra Pogonowskiego,
  • byłego szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego Macieja Materki,
  • byłej prokurator regionalnej w Gdańsku Teresy Rutkowskiej-Szmydyńskiej,
  • byłego dyrektora departamentu w Ministerstwie Sprawiedliwości Mikołaja Pawlaka,
  • byłego zastępcę służby SKW Macieja Szpanowskiego.

Jak wyjaśniła, "podstawowym zarzutem, który łączy niemal te wszystkie zawiadomienia, jest przekroczenie uprawnień i niedopełnienie obowiązków przez wyżej wymienione osoby". 

- W niektórych zawiadomieniach chodzi jednak o znacznie więcej. O umożliwienie ujawnienia informacji niejawnych podmiotom zagranicznym, o wyrządzenie szkody majątkowej w wielkich rozmiarach, pomocnictwo w pozyskaniu narzędzia do popełnienia przestępstw komputerowych - tłumaczyła posłanka PSL. 

Sroka: komisja odbyła 130 posiedzeń, przesłuchano 77 świadków

Sroka powiedziała, że przygotowane po dwóch i pół roku stanowisko komisji "nie jest dokumentem o programie komputerowym". - Jest to dokument o tym, jak władza publiczna w Polsce sięgnęła po narzędzie ingerujące w nasze prawa obywatelskie. Narzędzie, jakie pierwszy raz w życiu trafiło w ręce polskich służb - podkreśliła. 

Posłanka PSL przypomniała również, że za powołaniem komisji w 2024 roku głosowało 432 posłów i nikt się nie wstrzymał. - Przypominam to wszystkim tym, którzy dzisiaj mówią, że komisja jest nielegalna. Za tą ustawą głosowali również politycy Prawa i Sprawiedliwości - dodała. 

- Komisja odbyła 130 posiedzeń jawnych i niejawnych, przesłuchała 77 świadków na jawnym i niejawnym posiedzeniu komisji. Przesłuchała byłych ministrów, szefów służb, funkcjonariuszy służb, służb specjalnych, prokuratorów, sędziów, urzędników Najwyższej Izby Kontroli, przedstawiciela pośrednika handlowego oraz osoby inwigilowane. Wysłuchała biegłych, w tym specjalistów z zakresu bezpieczeństwa teleinformatycznego. Zgromadziła tysiące dokumentów, w tym dokumenty, które do czasu ich odtajnienia dla opinii publicznej były głęboko schowane - podsumowała. 

Sroka: To nie był podsłuch. To było przejęcie życia osób inwigilowanych

Sroka podkreśliła, że komisja "musiała walczyć o samą możliwość pracy". - Musieliśmy skierować do sądu 41 wniosków o ukaranie świadków karą porządkową, 11 wniosków o zatrzymanie i przymusowe doprowadzenie, trzy wnioski o uchylenie immunitetów, dwa wnioski dotyczące immunitetów europosłów Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika - mówiła. 

Jak podsumowała, sądy "świadkom, którzy nie stawiali się na posiedzeniach komisji, wymierzyły łączną karę prawie 50 tysięcy złotych". W ocenie przewodniczącej "jednym z najtrwalszych dorobków" komisji jest staranie się o odtajnienie dokumentów, które przez lata "chowały się za klauzulami". 

- To między innymi wystąpienie pokontrolne Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Są to dokumenty kontrwywiadu wojskowego, są pisma szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Są to raporty techniczne i projekt umowy na zakup Pegasusa, korespondencje między Centralnym Biurem Antykorupcyjnym a dysponentem tego narzędzia i jej producentem, izraelską firmą NSO - wymieniła. 

Posłanka mówiła także o działaniu systemu szpiegowskiego. - Po przełamaniu zabezpieczeń każdy telefon komórkowy nie był już tajemnicą (...) taki dostęp dawał możliwość zaglądania do wiadomości, zdjęć, kontaktów, lokalizacji, do uruchamiania mikrofonu i kamery, a także do danych z dowolnie odległej przeszłości - mówiła.

- To nie był podsłuch. To było przejęcie życia osób inwigilowanych - oceniła.

OGLĄDAJ: Prokuratura "była bardzo zdeterminowana". Kupili system bez przetargu, "chcieli to ukryć"
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji

Sroka: kontrolę sprawował producent Pegasusa

Sroka powiedziała w trakcie posiedzenia, że ustalono to, co "poprzednia władza przez lata ukrywała". - Państwo polskie nigdy nie miało pełnej kontroli nad systemem. Pegasus nie działał lokalnie w serwerowni CBA. Działał przez sieć anonimizującą producenta oprogramowania, rozmieszczoną w różnych miejscach świata, przez którą przechodziły pobierane dane z telefonów polskich obywateli - kontynuowała. 

- Biegły powołany przez komisję powiedział wprost: kto ma władzę nad siecią anonimizującą, ma władzę nad danymi - zaznaczyła. 

Poinformowała też, że komisja w 2024 roku wystąpiła do Prokuratury Krajowej o wykonanie oględzin systemu znajdującego się w CBA. Jak wyjaśniła decyzją prokuratura generalnego część opinii została odtajniona. - Niektóre elementy systemu Pegasus, część infrastruktury anonimizującej znajdowały się pod kontrolą NSO Group, izraelskiej firmy, co oznacza, że strona polska nie miała kontroli nad elementami znajdującymi się poza siedzibą CBA. CBA nie posiadało między innymi haseł dostępu do części kont z uprawnieniami administracyjnymi, co oznaczało, że nie mogło pełnić kontroli nad elementami systemu znajdującymi się wewnątrz siedziby CBA. Kontrolę sprawował producent tego oprogramowania - przekazała Sroka. 

Jak mówiła, pod "wyłączną kontrolą producenta" był także "moduł serwera odpowiedzialny za infekowanie urządzeń osób będących w zainteresowaniu służb". - Dane pobierane przez system Pegasus opuszczały terytorium Polski. Używano zagranicznych adresów IP - kontynuowała. 

Sroka: to jest definicja utraty suwerenności operacyjnej

Sroka zaznaczyła, że producent oprogramowania miał "dostęp do materiałów z kontroli operacyjnej realizowanej przez polskie służby" z użyciem Pegasusa. 

- Kiedy system potrzebował wsparcia technicznego ze strony producenta poprzez usuwanie błędów, nie przerywano kontroli operacyjnej, które były realizowane. To samo działo się w momencie aktualizacji systemu - mówiła i poinformowała, że te informacje "nie były wiedzą tajemną dla służb". 

- Mówimy więc jasno: dane polskich sędziów, prokuratorów, adwokatów, samorządowców, polityków, polityków opozycji były w rękach zagranicznej firmy - podsumowała przewodnicząca komisji. - Był jeszcze jeden dowód na to, kto tak naprawdę był gospodarzem systemu. Producent miał techniczną możliwość odcięcia służb od systemu. Według ustaleń komisji licencja została odebrana w 2022 roku - powiedziała. 

- Polska służba specjalna została pozbawiona narzędzia operacyjnego decyzją zagranicznej korporacji. I to jest definicja utraty suwerenności operacyjnej za czasów rządu PiS-u - podsumowała. 

Ile kosztował Pegasus? Sroka: to nie jest całość kosztów, które ponieśliśmy

Sroka w dalszej części posiedzenia mówiła o samym zakupie Pegasusa. Jak podkreśliła, "decyzja polityczna zapadła na styku Ministerstwa Sprawiedliwości, gdzie ministrem był wówczas Zbigniew Ziobro oraz pionu służb specjalnych nadzorowanych przez Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika". - Zbigniew Ziobro sam przedstawił się, na posiedzeniu komisji podczas przesłuchania, że jest inicjatorem zakupu systemu - zauważyła. 

Jak mówiła, komisja od początku pracy zadaje pytanie o koszt Pegasusa. - Do tej pory mówiliśmy o 25 milionach, które z Funduszu Sprawiedliwości zostały przekazane do Centralnego Biura Antykorupcyjnego. To nie jest jednak całość kosztów poniesionych przez państwo polskie - powiedziała. 

Poinformowała, że za zakup systemu zapłacono 33,4 miliony złotych. Jak dodała, ponad osiem milionów miało trafić do firmy pośredniczącej w zakupie. To nie jest jednak całość kosztów, które ponieśliśmy jako państwo. Za eksploatację tego systemu również płaciliśmy. Łączny koszt przedstawiony jest w niejawnej części raportu - tłumaczyła Sroka. - Jest on co najmniej o kolejną tę sumę wyższy - zaznaczyła. 

Według posłanki to "dopiero początek rachunku". - Licencja Pegasusa to pakiet celów, które można inwigilować jednocześnie i pakiet ten trzeba odnawiać. Z systemu korzystało poza Centralnym Biurem Antykorupcyjnym także Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Służba Kontrwywiadu Wojskowego, również policja. Te dwie służby specjalne również partycypowały w kosztach jego utrzymania - tłumaczyła. 

Sroka nawiązała też do zeznań byłego szefa SKW przed komisją. Pytany, czy jego służba płaciła około dwóch milionów złotych co pół roku, łącznie około 11 milionów, odmówił podania kwoty. - Można powiedzieć, że 11 to nie jest duży koszt - miał powiedzieć były szef SKW, cytowany przez posłankę.

Sroka: Pegasus nie miał akredytacji bezpieczeństwa

Sroka mówiła też, że "system, który miał przetwarzać informacje niejawne, musi mieć akredytację bezpieczeństwa teleinformatycznego wydaną przez odpowiednią służbę". - W tym przypadku tą służbą była Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Pegasus takiej akredytacji nigdy nie uzyskał. CBA nigdy nie wystąpiło do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego o przeprowadzenie takiej akredytacji - powiedziała. 

- Przez cały okres eksploatacji od 2017 roku Pegasus działał poza ustanowionym systemem bezpieczeństwa państwa. Każdy szef służby, który dopuścił do użytkowania, i każdy minister, który o tym wiedział, nie dopełnił obowiązku, za które ustawa przewiduje odpowiedzialność karną - przekonywała. Jak dodała, wiążę się to ze złamaniem art. 48 z ustawy o ochronie informacji niejawnej. 

Sroka: Pegasus nie mógł działać wobec numerów z Rosji

Posłanka wspomniała też o sądach, które wyrażały zgodę na kontrolę operacyjną. - Były wprowadzane w błąd (…) Przesłuchani sędziowie Sądu Okręgowego w Warszawie i Sądu Apelacyjnego zeznali zgodnie: nikt ich nigdy nie poinformował, że za wnioskiem o kontrolę operacyjną stoją narzędzia, które przejmują cały telefon, sięgają po dane sprzed lat. O Pegasusie dowiedzieli się z mediów - przekazała. 

Na koniec Sroka odniosła się jeszcze do argumentów byłego obozu rządzącego o tym, że Pegasus miał służyć do walki ze szpiegami i terrorystami. - Komisja ustaliła, że to był mit powtarzany przez polityków ówczesnej władzy. System nie mógł działać wobec numerów zarejestrowanych w Rosji, Chinach, Korei Północnej, Izraelu czy Białorusi - podsumowała. 

Źródło: TVN24
Czytaj także: