"Trzeba sobie wszystko wyobrażać". Prezes PiS widzi możliwość współpracy z Mentzenem i Konfederacją

Kaczyński
Kaczyński pytany o koalicję z Konfederacją: w polityce wszystko trzeba sobie wyobrażać
Źródło: TVN24

Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński powiedział, że lepiej zawrzeć koalicję z Konfederacją niż z "ludźmi, którzy chcą zlikwidować państwo polskie". Ocenił, że "wybór jest bardzo smutny, fatalny". Słowa Sławomira Mentzena o gwałcie nie zmieniają jego zdania.

O to, czy wyobraża sobie koalicję z Konfederacją, szef PiS Jarosław Kaczyński został zapytany w środę przez reporterkę TVN24 Agatę Adamek w Sejmie. Odpowiedział, że "w polityce trzeba sobie wszystko wyobrażać".

Dopytywany, czy wyobraża więc sobie współpracę z ugrupowaniem, którego kandydat nazywa gwałt "jakąś nieprzyjemnością", szef PiS odparł, że "z drugiej strony mamy ugrupowanie, które zabija ludzi". - To, niestety, jest taki wybór, bardzo smutny, fatalny - ocenił Kaczyński.

Na pytanie, czy w takim razie "już lepiej z Konfederacją", Kaczyński stwierdził, że "lepiej (z nimi - red.) niż z ludźmi, którzy dążą do tego, żeby zlikwidować państwo polskie".

O poparcie dla aborcji w przypadku poczęcia dziecka w wyniku gwałtu kandydat Konfederacji na prezydenta Sławomir Mentzen pytany był w ubiegłotygodniowym wywiadzie w Kanale Zero. - Jestem głęboko przekonany, że nie wolno zabijać niewinnych dzieci, nawet jeżeli to dziecko wiąże się z jakąś nieprzyjemnością - odparł Mentzen.

- Nie mamy prawa zabić innego człowieka, tylko dlatego, że ten człowiek sprawia nam przykrość, że jest dla nas nieprzyjemny, że może bardzo zaszkodzić naszemu życiu. Nie zabijamy niewinnych ludzi. Uważam, że to jest bardzo ważne - stwierdził.

Kaczyński: nie martwią mnie sondaże

Szef PiS został również zapytany przez dziennikarzy, czy nie martwią go sondaże, w których Mentzen plasuje się na drugim miejscu, wyprzedzając popieranego przez PiS kandydata Karola Nawrockiego. - W najmniejszym nawet stopniu nie martwią, bo doskonale wiem, jak takie sondaże powstają - odparł.

Jak wskazał, niedługo przed wyborami z 2005 r. obecny premier Donald Tusk, kandydujący wówczas na urząd prezydenta, w jednym z sondaży miał przewagę nad Lechem Kaczyński wynoszącą 24 punkty procentowe. - Przegrał o osiem (punktów procentowych - red.), więc (była to - red.) pomyłka o 32 punkty - powiedział Kaczyński.

TVN24 HD
Dowiedz się więcej:

TVN24 HD

Czytaj także: