Prokuratura poinformowała o skierowaniu wniosku o ekstradycję Zbigniewa Ziobry do USA 27 lipca. W mediach pojawiły się doniesienia o opóźnieniu w dostarczeniu dokumentu stronie amerykańskiej. Według RMF wniosek został przekazany dopiero 25 sierpnia, czyli blisko miesiąc po komunikacie prokuratury.
W czwartek dziennikarze pytali o sprawę ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka. - W tego typu sprawach jest zawsze tak, że dokumenty przechodzą jeszcze przez polską dyplomację i czasem możemy posłuchać uwag tych, którzy znają system amerykański, bo nam zależy na tym, żeby ten wniosek był przyjęty przez władze Stanów Zjednoczonych i żeby osiągnął określony skutek - powiedział w trakcie popołudniowej konferencji prasowej.
Żurek: to było przewidziane i zaplanowane
Żurek oświadczył, że wniosek był analizowany pod kątem tego, czy jest poprawnie przetłumaczony i sformułowany. - Tam nic nie zostało zmienione, ale rzeczywiście wiedziałem o tym, że ten wniosek nie poszedł tego samego dnia - tłumaczył.
- Jestem byłym sędzią i zawsze wolałem przed ogłoszeniem wyroku przeczytać go kilka razy, żeby później nie musieć go prostować. I czasem było tak, że jeszcze sekretariat go oglądał, zanim podpisałem rozstrzygnięcie, więc wydaje mi się, że tutaj pośpiech nie jest konieczny - kontynuował.
Szef MS podkreślił, że "ważne jest, żeby ten wniosek odniósł określony skutek w przestrzeni prawa amerykańskiego".
Zapewniał, że dokument "nie leżał" w ambasadzie w Waszyngtonie. - Była stosowana procedura, która później skończyła się nadaniem mu biegu i to było przewidziane i zaplanowane - komentował dalej. Przekonywał, że chodziło o to, aby uniknąć błędów językowych i formalno-prawnych. - Wiedziałem o tej sytuacji. Mogę powiedzieć, że (wniosek) już jest w rękach amerykańskich - dodał.