Dziennikarz Grzegorz Rzeczkowski z Centrum Badań nad Dezinformacją Uniwersytetu Civitas komentował w "Faktach po Faktach" w TVN24 decyzję premiera o rozwiązaniu komisji do spraw badania wpływów rosyjskich i białoruskich na bezpieczeństwo wewnętrzne i interesy Polski. Komisja przygotowała raport końcowy, a rzecznik rządu poinformował, że zostały złożone dwa wnioski do prokuratury.
Co zdążyła zbadać komisja? Zdaniem Rzeczkowskiego "i dużo, i mało". - Dużo, bo jednak coś udało się komisji pokazać, przedstawić opinii publicznej. Wspomnę chociażby kwestię związaną z brakiem przygotowań Polski do inwazji Rosji na Ukrainę - mówił.
Dodał, iż "ustalono, że arbitralną decyzją, całkowicie bezpodstawną, zlikwidowano dziesięć delegatur ABW w Polsce" oraz "wycofano się za rządów PiS z programu Karkonosze, czyli powietrznych tankowców". - Są to rzeczy szokujące jednych, zastanawiające drugich, ale sprawy, które nie dotyczą bezpośrednio rosyjskich wpływów. Raczej dotyczyły osłabiania Polski w obliczu rosyjskiego zagrożenia. Choć, tak jak podkreślam, są to rzeczy istotne - zaznaczył.
"Komisja w rok nie była w stanie sięgnąć zbyt głęboko"
- Natomiast z drugiej strony komisja w rok, dostała tylko rok, nie była w stanie sięgnąć zbyt głęboko - ocenił.
Przyznał, że "przyjmuje w związku z tym decyzję o zakończeniu prac komisji z głębokim rozczarowaniem, ze zdumieniem, z zawodem". - Nie dotknięto wielu ważnych, istotnych kwestii. Chociażby tam, gdzie te rosyjskie wpływy już zostały zidentyfikowane, wskazane wcześniej - mówił dalej dziennikarz i ekspert ds. dezinformacji.
Wskazywał, że dotyczy to na przykład sprawy "komisji likwidacyjnej WSI, gdzie działał Tomasz L., który nadal siedzi w areszcie pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Rosji". - Nie dotknięto w ogóle kwestii importu węgla rosyjskiego na ogromną skalę za rządów PiS -dodał.
- Nie wspomnę już o sprawach smoleńskich czy też aferze podsłuchowej. Bo przecież tym miała się zajmować komisja. Miała zbadać sprawy, które zostały zamknięte przez prokuraturę, których służby nie dotykały - zwrócił uwagę Rzeczkowski.
Rozwiązanie komisji może niektórych "utwierdzić w przekonaniu, że nic się nie działo"
Rzeczkowski mówił też w TVN24, że "w jednej z rekomendacji komisja zalecała, żeby sprawy dotyczące rosyjskich wpływów były maksymalnie ujawniane". - By nie tylko służby, ale i ministerstwa informowały opinię publiczną, dziennikarzy, dawały im dostęp do źródeł, by dziennikarze mogli sobie wyrobić opinię. Czyli postulowała maksymalną jawność w tych kwestiach - zauważył.
- Natomiast tu mamy do czynienia właśnie z takim pokątnym, cichym zamknięciem prac komisji. Co więcej, o tym, że ta komisja będzie kończyć pracę, nieoficjalnie słyszeliśmy od długich tygodni, ale sami członkowie komisji nic o tym nie wiedzieli - dodał.
Jego zdaniem "tak nie powinno się to odbywać". - Ta sprawa jest zbyt poważna. Sam premier, powołując komisję w ubiegłym roku w maju, mówił, że potrzebujemy takiej komisji, żeby wreszcie zakończyć te spekulacje, nieraz dywagacje na temat skali, zasięgu, głębi rosyjskich wpływów w Polsce. Ta komisja miała temu służyć - zaznaczył.
Ocenił, że takie zakończenie jej prac jednych może "utwierdzić w przekonaniu, że nic się nie działo, że to była wydmuszka, że ta komisja niczego nie pokazała, a drugich będzie zachęcało do tego, żeby może jakieś teorie spiskowe rozpowszechniać".
Autorka/Autor: akr/akw
Źródło: TVN24
Źródło zdjęcia głównego: PAP/EPA/MAXIM SHIPENKOV