Kurski w rozmowie z "Polską" przyznaje, że wie, jak trudna jest obecnie sytuacja w PiS-ie. On jest jednak gotowy do działania na rzecz partii. Do poważnego działania, bo, jak sam mówi, nie jest od "wciskania kitu'. - Nie jestem PR-owcem, (...) jestem politykiem. Talent PR-owski to gadżet, niechciane hobby, uboczny wybryk natury. Dobro polskiej prawicy wymaga reklamy. Samo się nie przebije - zauważa europoseł.
Wie, że jest skuteczny i lepszy od swoich jeszcze do niedawna partyjnych kolegów - Adama Bielana i Michała Kamińskiego. Ceni ich za "technikę, diagnozy sondażowe, wyczucie rynku, użycie nowych technologii". - Ale oni nie mają intuicji naszego elektoratu. A ja mam. Oni nigdy nie czuli tej pisowskiej Polski. Popadli w rutynę - uważa.
"Kluzik to dekoracja"
Jednak jego zdaniem, to właśnie oni są trzonem "Polska jest najważniejsza". Joannę Kluzik Rostkowską nazywa "dekoracją". - Bo to oni wiedzą, jak pozyskać finansowanie. Pozycja szefa frakcji w Parlamencie Europejskim, a ma taką Kamiński, daje olbrzymie możliwości - mówi Kurski.
Wspomina też o czasie, gdy jeszcze byli posłami PiS. Kurski twierdzi, że nie byli wówczas "do końca suwerenni". - Niektóre ruchy i decyzje sprawiały wrażenie w oczywisty sposób obliczonych na to, żeby PiS nie wygrał wyborów - mówi europoseł. I uważa, że to dobrze, iż część posłów odeszła z klubu, bo PiS cierpiało z powodu prowokacji i insynuacji wysuwanych przez obecnych członków PJN. Kurski ma o to żal, bo według niego, zaszkodzili w ten sposób partii, dzięki której zyskali publiczny awans, rozpoznawalność i prestiż.
Źródło: Polska The Times