TVN24 | Polska

Co robić, gdy jesteśmy świadkami wypadku? Ratownicy tłumaczą: pierwsze minuty są kluczowe

TVN24 | Polska

Autor:
Maciej
Warsiński
Źródło:
TVN24
TVN24Pierwsza pomoc

W Sokółce doszło do groźnego wypadku z udziałem dziecka. Kierowca opla wymusił pierwszeństwo na skuterze, na którym kobieta przewoziła swojego trzyletniego syna. Po brawurze i głupocie często pilnie potrzebna jest pomoc, której nie każdy potrafi udzielić. Materiał magazynu "Polska i Świat".

To niestety polska drogowa rzeczywistość - brawura, brak wyobraźni i wypadki jak ten w podlaskiej Sokółce. Problem jest systemowy, dużo jest do zmiany. Tyle że kiedy w wypadku są poszkodowani, w niebyt odchodzą dyskusje, liczy się czas i umiejętności świadków. - Pierwsze minuty, trzy do ośmiu minut są kluczowe, potem wchodzą w grę procedury – mówi były policjant Dariusz Nowak.

Ratownicy medyczni, którzy we wtorek trenowali w województwie śląskim, zjedli zęby na ratowaniu życia i zdrowia - wciąż ćwiczą, są najlepsi, uratowali niejednego, ale przyjeżdżają na miejsce kilkanaście minut po wypadkach.

OGLĄDAJ NA ŻYWO W TVN24 GO

Skuteczne udzielanie pierwszej pomocy

– Często osoby, które są świadkami, boją się podejmować decyzje związane z udzielaniem pierwszej pomocy, ze względu na to, że nie wiedzą, czy nie zrobią coś nie tak – zwraca uwagę Artur Ciesielski z pogotowia ratunkowego w Sosnowcu. To błąd - każdy ratownik medyczny to powie, bo życie ludzkie jest najważniejsze, a pierwsza pomoc nieoceniona.

– Ona będzie głównie polegała na ocenie bezpieczeństwa. W pierwszym rzędzie musimy zwrócić na to uwagę, wchodząc w strefę, gdzie doszło do zdarzenia. Jeżeli jest bezpiecznie, możemy dotrzeć do osób poszkodowanych i musimy pamiętać o kwestii wezwania służb ratunkowych – dodaje Artur Ciesielski.

Nie jest to wiedza tajemna, bo takie zajęcia coraz częściej ratownicy prowadzą w szkołach, szkołach jazdy czy kółkach dla seniorów. Młodzież odbywa je choćby na festiwalach. Ratownicy prowadzą je również na plażach. To zasada pięciu palców - mówi doświadczony ratownik medyczny Marcin Borkowski. – Bezpieczeństwo własne, poszkodowanego i miejsca zdarzenia. Udzielamy pomocy, kiedy nic nam nie grozi – tłumaczy.

Ktoś, kto jest na miejscu wypadku drogowego, musi pokierować akcją - zatrzymać inne samochody, wezwać przechodniów, wyizolować miejsce. Potem sprawdzić, czy poszkodowany jest przytomny. Następnie należy dokładnie wskazać, kto ma pomóc, a później wrócić do ratowania. Wyciąganie z samochodu wchodzi w grę tylko, gdy rannemu grozi w nim niebezpieczeństwo albo gdy nie oddycha.

Ratownicy uczą, jak udzielać pierwszej pomocyTVN24

"W siedmiu na dziesięć przypadków ludzie niosą pomoc"

Następnie trzeba zacząć uciskanie klatki piersiowej. Każdy ratownik zna przebój "Stayin' alive" zespołu Bee Gees – w jego rytmie uciska klatkę piersiową. Po dwóch minutach następuje zmiana. – Uciskamy na głębokość 5-6 centymetrów, bo mięsień sercowy musi być uciśnięty. Musi wyrzucić krew na obieg – wyjaśnia Marcin Borkowski.

I tak akcja ratownicza trwa do przyjazdu karetki - bez konieczności oddychania usta-usta, zwłaszcza w dobie pandemii. Dobrze, gdyby ratowników doprowadził na miejsce jeden ze świadków. W społeczeństwie ze świadomością i umiejętnościami jest coraz lepiej. - W siedmiu na dziesięć przypadków ludzie niosą pomoc – przyznaje Borkowski.

I nie ma co się bać o odpowiedzialność karną - ratowanie życia to obowiązek. – Osoba, która jest świadkiem zdarzenia powinna podjąć decyzję o udzieleniu pierwszej pomocy. Oczywiście drugi paragraf ustawy chroni taką osobę, że nawet gdyby w wyniku udzielanych czynności, osoba poszkodowana poniosła śmierć, to nie będzie ona brana pod odpowiedzialność karną – podkreśla Artur Ciesielski. Bezczynność zaś może kosztować życie.

Autor:Maciej Warsiński

Źródło: TVN24

Źródło zdjęcia głównego: TVN24

Pozostałe wiadomości