W okresie Świąt Bożego Narodzenia szczególnie otwieramy się na drugiego człowieka i dostrzegamy jego potrzeby. To ten czas w roku, kiedy dzielimy się tym, co mamy i okazujemy innym chęć pomocy.
W wigilijnym wydaniu "Faktów po Faktach" w TVN24 gościnie: siostra Małgorzata Chmielewska z Fundacji Domy Wspólnoty Chleb Życia; dr Barbara Labuda, działaczka opozycji demokratycznej w czasach PRL i była posłanka oraz dr Ewa Woydyłło-Osiatyńska, psycholożka i terapeutka uzależnień - podzieliły się własnymi spostrzeżeniami o pomocy innym.
Labuda: pomaganie czasem jest złe
Dr Labuda wskazała, że "dla niej zawsze ważna była wolność" i to powodowało w niej uczucie, że powinna pomagać innym.
Oceniła, że "bardzo ważne" jest pytanie, czy druga osoba chce pomocy. - Pomaganie czasem jest złe. Sprawia, że ta druga osoba nie jest w stanie nauczyć się pewnych rzeczy. Nie jest w stanie pokonać tego, co powinna pokonać. (...) Nie jest w stanie, mówiąc krótko, (...) wykonać tego, czego jej dusza pragnie - to znaczy zmienić coś w sobie - powiedziała.
- Jeśli ja zdejmę z ciebie jakieś brzemię, to tego brzemienia nie podniesiesz dalej, a może ty powinnaś czy ty powinieneś nieść to, ponieważ to ciebie rozwija, uczy - podkreśliła była działaczka opozycyjna.
Siostra Chmielewska: czasem miłość musi polegać także na powiedzeniu stop
Z tą opinią zgodziła się siostra Chmielewska i wskazała na termin "miłości zła". Jako przykład podała "wpieranie z miłości" przez bliskich osoby uzależnionej.
- Miłość nie może polegać na tym, że osoba, którą kocham, popełnia jakieś zło, a ja mu przyzwalam. Nie, bo z miłości powinnam zwrócić mu na to uwagę - dodała.
Gościni TVN24 przytoczyła też jedną z historii, która się jej przydarzyła. - Spotkałam szereg lat temu panią w pewnej instytucji, która pracowała tam i mówi: siostra mnie nie poznaje? - opowiadała siostra Chmielewska, dodając, że nie poznała od razu kobiety.
Ta zwróciła się: - Bardzo dziękuję siostrze, że siostra mnie wyrzuciła.
- Chodziło o dom dla kobiet. Była wtedy z dziećmi w tym domu - wyjaśniła rozmówczyni "Faktów po Faktach" i powiedziała, że decyzję podjęła po wielu próbach pomocy kobiecie, "żeby się wzięła za życie".
Kobieta podzieliła się z siostrą wyznaniem o tym, jak decyzja o wyrzucenia z ośrodka wpłynęła na jej życie i późniejsze radzenie sobie z własnymi słabościami. - Pozbierałam się, moje dzieci studia pokończyły. Znalazłam mieszkanie, pracę - relacjonowała wtedy siostrze Chmielewskiej.
- Czasem miłość musi polegać także na powiedzeniu stop - podsumowała gościni TVN24.
Wojdyłło-Osiatyńska o jednym z "najważniejszych przykazań"
Psycholożka Ewa Woydyłło-Osiatyńska zwróciła uwagę na przykazanie, o którym w jej ocenie "wszyscy zapomnieli". - Teraz na rozmaitych publicznych spotkaniach, których dużo mam, przywołuję jedno z dwóch najważniejszych przykazań: Miłuj bliźniego swego jak siebie samego - mówiła.
- "Jak siebie samego" czyli kogo najpierw? Kogo przede wszystkim? - pytała.
Wytłumaczyła, dlaczego w pierwszej kolejności należy "miłować" siebie. - Ponieważ drugiemu człowiekowi nie dasz tego, czego nie masz. A po to, żeby mieć radość życia, pogodę ducha, odporność, kompetencje, umiejętność, zaradność, czyli te wszystkie wartości, którymi muszę obdarzyć kogoś, kogo chcę ratować. To muszę o siebie zadbać - powiedziała terapeutka.
Autorka/Autor: os
Źródło: TVN24
Źródło zdjęcia głównego: TVN24